 |
| Fragment obrazu Botticelliego Madonna z dzieciątkiem i dwoma aniołami |
|
Dzisiaj obchodzone jest w Kościele święto Narodzenia Najświętszej Marii Panny, dlatego wiele informacji o Maryi, jej roli można znaleźć na różnych portalach katolickich. Czytając, zaczęłam zastanawiać się kim dla mnie jest Maryja, czy ja znam i rozumiem nauczanie Kościoła odnośnie Jej roli w dziele odkupienia. Jak nauczanie Kościoła ma się do wiedzy wiernych, praktyk pobożnościowych i przekazywania ich następnym pokoleniom... Chciałam podzielić się własnym doświadczeniem, dzięki któremu moje widzenie się zmieniło, a przez nie moja relacja z Maryją...
Na początku moje patrzenie było wypaczone, ukształtowane przez pobożność ludową, na którą nakładały się też zaburzone relacje z własnym ojcem przez co Bóg, jako Ojciec, był dla mnie daleki i nieosiągalny, a Matka kochająca... Wiedzę miałam znikomą, nie zagłębiałam się w nią. Maryja Matka Boża, Matka Kościoła, Królowa Nieba i Ziemi, Królowa Aniołów, Królowa Polski, Matka, którą Jezus dał nam również za Matkę... Pełna łask, szafarka łask,wspomożycielka wiernych, pośredniczka strapionych. "Matka, która wszystko rozumie, sercem ogarnia każdego z nas, Matka zobaczyć dobro w nas umie, Ona jest z nami w każdy czas" - wybrzmiewały we mnie słowa piosenki z dzieciństwa... Maryja była traktowana przeze mnie bardzo instrumentalnie... Jak miałam jakiś problem, to wiedziałam, że trzeba iść z tym do Matki, a najlepszym sposobem jest zmawianie różańca, wtedy to było handlowanie, ja Ci różaniec, a Ty mi łaskę. Przykładowo, męża zwolnili z pracy, to modliłam się na różańcu o dobrą pracę dla niego, kiedy ją dostał, to różaniec poszedł w odstawkę. Kiedyś prosiłam Maryję o to, aby przestały ropieć oczy mojego dziecka, pomyślałam, że powinnam zmówić litanię loretańską, więc to zrobiłam, na drugi dzień jego oczy były czyste...To mnie tylko utwierdziło, że Maryja jest skuteczna w działaniu, że jest i mnie słucha, pomimo tego, że z życiem sakramentalnym wtedy u mnie było różnie... Ze wszystkim biegałam do Matki, do momentu kiedy Jezus objawił mi swoją miłość, nikt inny nie był ważny, On jedyny Pan i Zbawiciel, jedyny pośrednik.Wtedy zaczęły się moje "problemy" z Maryją, zaczęłam więcej czytać, słuchać różnych konferencji księży, którzy polecali aby oddać się całkowicie Maryi, stać się Jej niewolnikiem, bo tylko przez Nią można zjednoczyć się z Jezusem, nie mogłam tego zrobić, bo cała się oddałam Jemu, Bogu. Jak mam być niewolnicą Maryi i wszystko robić przez Nią, gdy ja jestem cała Jezusa, nie rozumiałam tego zupełnie, przez co miałam wyrzuty sumienia, że nie kocham Maryi, nie taka jest moja relacja z Nią jak proponują księża... Kiedy zaczęłam słyszeć wewnętrzny głos, przychodziła też nauka, która rozjaśniała i te kwestie... Wkleję fragmenty kilku moich rozmów z Maryją, dla przykładu, jak mi została przedstawiona Jej rola i jaka jest moja relacja z Nią dzisiaj.
09.10.2015
Przed Mszą
Św. prosiłam Jezusa, aby pomógł mi kochać bardziej Jego Matkę. Wtedy
usłyszałam, że mówi do mnie Maryja, że jesteśmy siostrami, w oczach Boga
jesteśmy równe, że On nie ma względu na osoby, każdego kocha tak samo. Mówiła,
że mnie kocha, że jest moją przyjaciółką.
To było niesamowite doświadczenie, odczuwania pokory Maryi, która przyszła mi powiedzieć, że kocha mnie jak siostrę. Zupełnie nie czułam jej majestatu, wielkości, ale coś takiego jakby to Ona mnie wywyższała, nie czułam się przy Niej mała, nieważna, ale naprawdę równa, kochana...
23.12.2016
Roraty, na
których oddawaliśmy się na wyłączność Maryi. Moje serce nie było wstanie pójść
za tymi słowami. Oddać się w niewolę, słuchać tylko Jej, kiedy ja oddaję się w
niewolę Jemu – Bogu w Trójcy Jedynemu, było niemożliwym do wykonania. Traktuję
Maryję jak siostrę, przyjaciółkę, z którą chcę budować Królestwo Boże. W
spotkaniu z Nią odczuwam Jej wielką pokorę, tak jakby Ona wywyższała mnie, a
sama się uniżała. Czuję jednak, że jestem na Nią zamknięta, nie ma między nami
przepływu miłości. Chcę Ją kochać tak jak Jezus Ją kocha. Zaczęłam z Nią
rozmawiać:
- Maryjo, traktuję Cię jak siostrę, przyjaciółkę, czy potrzebuję
widzieć w Tobie matkę?
- Tak, człowiek potrzebuje wiedzieć, że ma we Mnie
Matkę, potężną orędowniczkę, zatroskaną o każdego człowieka, walczącą o niego
jak lwica broniąca młode. Relacje przyjacielskie i braterskie tak się nie
kojarzą.
Ten sam problem miałam czytając orędzia Stefano Gobbiego „ Do kapłanów
umiłowanych synów Matki Bożej”. Jezus mi wtedy tłumaczył, że są różne drogi
prowadzące do Niego, jedni trafiają przez Maryję, inni za pośrednictwem
świętych, albo bezpośrednio podążając za Jezusem. Maryja nie robi niczego co
jest niezgodne z wolą Bożą.
08.05.2018
r.
Uwielbiałam
Boga. Byłam zakochana. Odczuwałam cały dzień Jego obecność, a także obecność
Maryi ze mną. Nastąpił jakiś przełom w mojej relacji z Nią, doświadczam Jej
miłości, wypełnia mnie sobą, kocham Ją i pragnę tej obecności, relacji
głębokiej i zażyłej, jedności w okazywaniu uczuć i działaniu. Pragnęłam tego
wcześniej, ale nie mogłam odczuć sercem,
teraz jakby Bóg pozwolił mi i Jej zbliżyć się do siebie. Teraz czuję, że Ona
mnie kocha jak Jezusa, oddaje mi się cała i ja Ją kocham jak Jezusa (widząc w
Niej Jego odbicie ) i jak Jezus swoją Matkę, a jednocześnie czuję w sobie Jej
siostrzaną obecność, jakby była zespolona z moim ciałem. Kiedy zmawiałam
różaniec poczułam wewnętrzne uniesienie, a na ciele mrowienie, gorąco na
dłoniach, wtedy zapragnęłam zjednoczenia z Maryją, zaczęłam do Niej mówić
kierowana przez Ducha Świętego :
- O Maryjo, oddaję się Tobie cała, chcę
połączyć się z Tobą nierozerwalnymi więzami miłości, chcę czuć Twoją miłość i
dać Ci swoją. Nie opuszczaj mnie nigdy, chcę być z Tobą zjednoczona, bądź mi
Matką, przyjaciółką, siostrą, chroń mnie, wspieraj, pomagaj.
Poczułam jak
wypełnia mnie miłość, słyszałam słowa:
- Miłość, którą przekazuję jest miłością
Bożą, sama z siebie nie umiem kochać, nikt z nas nie umie, łączy nas jedna
miłość, tym większa im dusza bardziej oddana ( posłuszna) Bogu, tym więcej jej
może przyjąć i tyle samo oddać ( przekazać) dalej. Jesteśmy jednością, zawsze
jestem z tobą, bo zawsze jest z tobą Jezus. Moje serce zawsze jest przy Jego
sercu. Bądź tego pewna. Wszystko robimy razem, ale jestem w ukryciu,
pierwszeństwo należy się Jezusowi, to On prowadzi, Ja i inni święci jesteśmy
tylko dla ciebie pomocą, całe niebo nosisz w sobie. Razem oddajemy Mu chwałę z
tobą i przez ciebie. Wielbiąc Boga łączysz się z nami, miłość się rozszerza. W
oczach Boga jesteśmy równi, stanowimy Jedno Jego ciało. Każdy święty jest godny
czci, bo stanowi obraz Boży, jest Królewskim dzieckiem, ale nie zabiegamy o
nią, pragniemy obdarzać was miłością i prowadzić do Boga. Jestem Królową, ale
zdjęłam swoją koronę, aby być bliżej was moje dzieci, zawsze biegnę wam na
pomoc, mój wzrok nie omija żadnego z was. Jestem Matką Bolesną i w tym
cierpieniu zanoszę błagalne prośby do Mojego Syna za wami, znam każdą ranę,
każdy ból, nie jestem obojętna na żadną łzę. Tulę was do swego serca
zatroskanej Matki.
14.10.2018 r., niedziela
Koronka do Bożego miłosierdzia,
później zmawialiśmy różaniec. Przy rozważaniu tajemnic Wniebowzięcia
Najświętszej Maryi Panny i ukoronowania Jej na Królową nieba i ziemi zaczęłam
się zastanawiać czy patrząc po ludzku nie widzimy Maryi jako tej, która jest
jedyną ukoronowaną Królową nieba i ziemi, której służą wszyscy aniołowie, która
jest pełna łask. Przychodziły mi na myśl wcześniejsze z Nią rozmowy i miałam
takie wewnętrzne przekonanie, że nasz obraz nie jest prawdziwy, mamy w
wyobraźni dwór królewski na ziemi, a rzeczywistość nieba wygląda inaczej.
Słyszałam słowa:
- W niebie nikt nie nosi koron, to jest obraz symboliczny.
Opis ukoronowania Maryi pokazuje tylko to, że każdy kto dostąpi nieba, będzie „ukoronowany” tak jak Ona (otrzyma wieniec zwycięscy), każdy święty jest
królewskim dzieckiem ( królem nieba i ziemi). Wydaje mi się, że nie tylko
Maryja jest tą, która jest pełna łaski, że są święci, którzy świecą tym samym
światłem co Ona w Bogu. Na pewno żyjąc na ziemi była jedynym stworzeniem pełnym
łaski, doskonałym odbiciem Boga. Na czym zatem polega hierarchia w niebie?
Przychodzi do mnie myśl, że na stopniu pokory jaką osiągnęło się na ziemi i tu
Maryja jest najwyższym wzorem, stworzeniem doskonałym, Jej całkowite oddanie
Bogu przekłada się na całkowite oddanie człowiekowi. Pokora ma wpływ na miłość,
którą jest się napełnionym i możliwości jej oddawania. W kontakcie z Matką
człowiek może czerpać w pełni z Miłości, „ czuje” Jej całkowite oddanie. Jest
Ona zawsze otwarta na bliską relację z każdym człowiekiem. Gdzie relacja i
miłość miedzy poszczególnymi świętymi mogą być o różnym stopniu nasilenia (
mówiąc po ludzku od grzeczności po przyjaźń aż do wielkiej miłości pełnej żaru
i namiętności).
Dzisiaj mam takie poczucie, że jednocząc się z Jezusem, oddając Mu się całkowicie upodobniam się również do Maryi (w tym oddaniu). Dzięki Niej, przez analogię, mogę zrozumieć miłość Boga, Jego oddanie człowiekowi, Jego uległość, więź rodzinną, która nas łączy ze wszystkimi świętymi, własne powołanie. Ale to tylko poznanie rozumowe, doświadczalne dokonuje się przez Jezusa, przy udziale Ducha Świętego, który daje odczuć tę miłość i jedność, którą stanowimy... Nie pokazuję na Maryję, ale razem z Nią wskazuję na Jezusa, ideał, do którego dążymy. Nie trzymam Maryi za rękę jak dziecko, które jeszcze trzeba prowadzić, aby poznało Jezusa, bo to się dokonało... To Jezus później, prowadził mnie za rękę, pokazał mi Jego miłość do Maryi... Wszystko to bardzo zawiłe, nasze deficyty miłości, płeć też mają wpływ na drogę, którą podążamy do świętości (zbawienia).
Wkleję też fragment tekstu, który przeczytałam na portalu Wiara.pl , który bardzo dobrze porządkuje
pewne kwestie, których ja kiedyś nie rozumiałam, przez co wydawało mi
się, że mam " problem" z Maryją, że nie kocham Jej należycie... Ten tekst jest potwierdzeniem mojego przypadku, od Jezusa do Maryi...
"W soborowej Konstytucji Dogmatycznej „Lumen gentium” czytamy: „Żadne
bowiem stworzenie nie może być nigdy stawiane na równi ze Słowem
Wcielonym i Odkupicielem”. Sobór wprowadza teologiczną kategorię
uczestnictwa w pośrednictwie Chrystusa. Matka Boża jest o tyle
pośredniczką, o ile uczestniczy w jedynym doskonałym pośrednictwie
Chrystusa. Sobór Watykański II unika stawiania Maryi „pomiędzy”, tzn.
pomiędzy nami a Chrystusem, ponieważ wiara katolicka naucza o
bezpośrednich z Nim kontaktach. „Trzeba wiec strzec zasady o tej
bezpośredniości – pisze o. Napiórkowski - i nie nadużywać hasła, że do
Chrystusa idziemy tylko przez Maryję. My już jesteśmy w Chrystusie przez
chrzest, przez miłość, przez wiarę. Każdy człowiek, każdy chrześcijanin
ma bezpośredni dostęp do Chrystusa”. Niektórzy pojmują Maryję jako
„wielki kamień pośrodku rzeki”. To błąd, bowiem taka teologia mnoży
pośredników – im więcej kamieni, tym łatwiej sforsować rzekę. Idea
„pośrednictwa” domaga się wielkiej ostrożności; być może dlatego Sobór
„mówi o funkcji macierzyńskiej w tych miejscach, gdzie dotąd zwykło się
mówić o maryjnym pośrednictwie”. O. Napiórkowski przypomina, że w
teologicznym modelu pośrednictwa w Chrystusie mieści się hasło „Przez
Jezusa do Maryi”, co oznacza, że każdy, kto autentycznie uwierzy w
Chrystusa znajdzie Maryję, Jego i naszą Matkę, wzór życia
chrześcijańskiego."