Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świadectwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą świadectwa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 lutego 2024

"Coś strasznego"

 

 
 

Wczoraj syn, po powrocie ze szkoły, przyszedł ze mną porozmawiać. Siedziałam przy stole, przeglądałam internet, a on mówi:
- Mamo, dzisiaj na lekcji przyrody mówiliśmy o czymś strasznym...
- O czym strasznym? 
- Nie wiem , czy mogę powiedzieć.
- No mów.
- O penisie i spermie... i jeszcze o innych rzeczach.
- To nie jest straszne, ale normalna sprawa, naturalna. 
- Ale takie dziwne nazwy,  i zaczął się śmiać gdy je wymieniał...
- Może dziwne wydaje ci się nazewnictwo, bo nie słyszysz go na co dzień, ale to jest język naukowy, tak się nazywają nasze narządy. To rodzice mówią potocznie, siusiak, pisiorek, są też nazwy wulgarne, których nie powinno się nadużywać, chuj, fiut, ale właściwa nazwa to właśnie: penis, pochwa, jądra, piersi... Dopytywałam o czym jeszcze się uczyli. 
-Czy pani mówiła o polucjach ( zmazach nocnych)?. 
 
Widać, że swoje skrępowanie przykrywał śmiechem, ale potwierdzał. Rozmawiali też o zapłodnieniu, w tym o metodzie in vitro. Opisywał mi co to są jądra, że sprawdzał kiedyś pod prysznicem, że to takie kuleczki, które się przesuwają...
 
To  była przyroda dla klasy czwartej... Mojej lekcji w dzieciństwie widać, że nie zapamiętał...😊

W tym dniu słuchałam też podcastu na temat celibatu, wypowiadał się szczerze jeden ksiądz, miałam przy tej okazji swoje  przemyślenia, ale nie zdecydowałam się wtedy ich przelać na papier. Dzisiaj, gdy szłam na Mszę, to jakby mnie olśniło, że mogę powiązać temat Ofiarowania Jezusa w Świątyni z życiem konsekrowanym, celibatem, moim własnym doświadczeniem i lekcją przyrody. Bóg stworzył kobietę i mężczyznę do małżeństwa, do tego aby byli płodni, to, że powołuje Bóg niektóre osoby do wyłącznej służby w Kościele, to nie znaczy, że one są pozbawione naturalnych instynktów, popędu płciowego, pożądania. Zapewne uczy się je jak sobie radzić z tymi naturalnymi impulsami, popędami, jak nad nimi panować. Nie wiem czego uczą w seminariach, w zakonach, mam tylko wyobrażenie, które jakoś przebijało się nie tyle z nauczania Kościoła, co poszczególnych kaznodziejów, że to co związane z seksem, erotyką to od złego pochodzi, że należy unikać różnych erotycznych wyobrażeń, zawczasu uciąć. Ta ciągła ucieczka jest strasznie męcząca, a człowiek, który tęskni za bliskością, czułością, przytuleniem, dotykiem ciągle boi się tego głodu, który nosi w sobie... W ten sposób można nigdy nie posmakować Bożej miłości, bo do lęku przed wyobraźnią, która go dopada dodatkowo podczepia się poczucie winy, że robi coś złego... Nie mówię, że nie należy unikać sytuacji, w których można polec w walce, ale mówię, że wszystko należy podać Bogu... 

Tu zapiski, które zrobiłam odnośnie tematu 😇 

10.12.2020 r., czwartek

Miałam doświadczenie, którym powinnam się podzielić. Waham się, nie chcę tego robić, wydaje mi się zbyt intymne, już dawno nie opisywałam takich doznań, ale wiem, że może być ważne dla kapłanów, pomocne tym, którzy czytali lub będą czytać moje zapiski. I wiem, że nie bez przyczyny tego doświadczam. Widzę jasno, rozumiem, a to mnie przekonuje o ważności tego czucia. Dotyczy zmysłowych obrazów, które pobudzają wyobraźnię. Nie
powinna ona przerażać jeśli prowadzi do Boga, spotkania z Nim, uwielbienia, ale dzieje się inaczej, bo zmysły pobudzają ciało, a reakcje są trudne do wytrzymania. U mężczyzn dosyć kłopotliwe ze względu na erekcję, możliwy wytrysk.
Przeglądałam zdjęcia publikowane przez osobę, którą obserwuję. Czasami zaglądam na profile osób, które polubiły dane zdjęcie, aby zobaczyć kim są, co publikują. I tak weszłam na profil jednej z osób, a tam zdjęcia w zmysłowych pozach roznegliżowanych kobiet , do tego różne szatańskie symbole. Wyszłam stamtąd, ale te obrazy pozostały w mojej głowie. Zaobserwowałam, że moje
ciało jest bardzo wrażliwe na to co widzi, czułam mrowienie narządów płciowych, narastało podniecenie.
Zaczęłam o tym mówić do Jezusa, przyzywać Go i Ducha Świętego, a odpędzać złego. W świadomości miałam, że Bóg otacza sobą całą przestrzeń.
- Jezu, widzisz jak moje ciało jest wrażliwe na te obrazy. Przepędź złego ducha. Kocham tylko Ciebie, chcę Ciebie uwielbiać, chcę być z Tobą zjednoczona, oczyść mnie, prowadź…
 
Wtedy zobaczyłam w wyobraźni mężczyznę, siedzącego przy biurku, myślałam o konkretnym, ale obraz był niewyraźny, mógł być dowolną osobą. Razem z obrazem słyszałam słowa, które były jego myślami ( słowami), sens ich był taki:
„ Boże, mam jądra jak kamienie, muszę opróżnić zbiorniki ( aby poczuć ulgę). Nie mogę się skupić na pracy”.
Wzywał Bożej pomocy, a ja miałam takie przekonanie, że on nie może się skupić przeze mnie. Widziałam siebie jak idę do niego siedzącego na krześle, siadam na nim okrakiem, obejmuję, a on tego chce. Tęskni za bliskością, spotkaniem, ale czas jest dla niego nie odpowiedni albo wyobraźnia urosła tak bardzo , że ciąży. Odczuwam całą sobą tę „mękę”. Podniecenie narasta do takich rozmiarów, że jest trudne do zniesienia. Ogień, którego nie można powstrzymać. W takim momencie przychodzi pokusa, że jedyną pomocą jest masturbacja. Przychodzi też druga zaradcza myśl, żeby zacząć coś robić co zmęczy fizycznie, odciągnie od tych myśli i skupieniu na nich. Nie chcę ani jednego, ani drugiego. Te myśli są jakby gdzieś obok mnie, jakby nie były rozwiązaniem dla mnie. Ja nadal trwam w Chrystusie, z Nim rozmawiam, to Jego chcę kochać i poddawać się Jego prowadzeniu, a On podpowiada, aby tę energię zmysłowego ciała skierować do wewnątrz, wykorzystać do zjednoczenia z Nim. Nie chcieć zaradzić problemowi po swojemu, ale z Bogiem.
Całe to podniecenie przenieść na pragnienie obcowania z Bogiem, kochania Go, oddawania Mu siebie. Tu przychodzi zgoda na poddanie Mu tego co fizyczne w nas, swoich zmysłów, wyobraźni, seksualności. Kiedy nie spinam się w walce czuję jak od strony łona strumień energii gwałtownie przemieszcza się ku górze,
nie można go pomieścić w sobie. Ciało się pręży, wygina w łuk, aż przechodzący impuls sięga głowy. Następuje rozluźnienie, ulga, błogość, pokój, radość, miłość. To można porównać do głębokiego orgazmu jeśli chodzi o odczuwanie.
Nie jestem mężczyzną i nie wiem czy ten duchowy „orgazm” prowadzi u nich do wytrysku. Myślę, że może, ale nie musi.
Kiedy rozmawiałam z Jezusem leżałam, taka pozycja jest dla mnie najbardziej komfortowa na spotkanie z Bogiem, nic mnie dodatkowo nie rozprasza, nie męczy pozycja ciała. Ale miałam podobne doświadczenie kiedy siedziałam, stałam i w tej ostatniej pozycji, kiedy ten impuls przechodził przez ciało, musiałam się trzymać czegoś, aby nie przewrócić. Później i tak kierowałam się do łóżka, aby rozkoszować się Bogiem. Z czasem nauczyłam się rozpoznawać
Jego przyciąganie, to wewnętrzne poruszenie, które przyzywało a ja szukałam wtedy samotności.
Całe dzisiejsze doświadczenie wydaje mi się ważne. Wszystko co do tej pory słyszę o sobie, moim pośrednictwie w zjednoczeniu z Chrystusem, nabiera dla mnie większego sensu. Bóg daje mężczyźnie stosowną pomoc, daje siebie w wyobrażeniu kobiety, aby mogło dokonać się pełne zjednoczenie. Człowiek, który rozwija swoją relację z Bogiem dochodzi do momentu miłości oblubieńczej, a w niej zaangażowane jest całe ciało i cała dusza. Tam jest cała
prawda, którą człowiek wyraża, tam jest wolność. Jego miłość we mnie, słowa, zachęta, ma tylko ułatwić im to całkowite oddanie Bogu. Nie o fizyczność w niej chodzi, choć ją najtrudniej jest nam Mu poddać. Ja się tylko poddaję tej Miłości i oddaję to co otrzymuję. Kocham, pragnę, tęsknię, cierpię. Odczuwam tę miłość również zmysłami. Uczę się siebie i ich rozumieć.
Myślałam ostatnio, że zbyt długo czuję miłość, radość, jakbym chodziła w chmurach, wiedziałam, że to się skończy, cieszyłam się tym szczęściem, ale wyczekiwałam krzyża, cierpienia, bo to jest taka prawidłowość, raz na górce, a raz w dołku…
I właśnie dzisiaj wieczorem Światło, które do mnie przyszło, pokazało mi rzeczywistość, która była bolesna. To było tak jakby Bóg pozwolił złu dotknąć moich myśli, a te poruszyć emocje, zranić serce, przeszyć duszę. Wszystko jest po coś. Kolejny krok wiary, zaufania Bogu, nauka człowieka, jego słabości i
poczucie osamotnienia, niezrozumienia.


 
 
 

niedziela, 16 lipca 2023

Cierpliwie czekać

 


Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa.
(Iz 55,10-11) 

 Dzisiejsza Ewangelia o Siewcy i ziarnie, którym jest Słowo Boże, które pada na różny grunt odsyła mnie do refleksji, które czytałam na ten temat, dlaczego słowo, które sieje siewca, nie przynosi owocu, ludzie odchodzą od Kościoła a nauczanie wydaje się nieskuteczne... Porównuję to wszystko z własnym doświadczeniem i nie widzę w tym nic dziwnego, że człowiek jest chwiejny, sama taka byłam, gruntem skalistym, na którym Słowo nie miało jak się ukorzenić... A jednak Siewca posiał swoje ziarno i we mnie, i cierpliwie czekał, aż stanę się glebą bardziej żyzną...  Boża troska o to ziarenko była przeze mnie niezauważana a jednak z perspektywy czasu widzę, że oka ze mnie nie spuszczał. Kolejni świadkowie wiary, którzy pojawiali się na mojej drodze byli tymi, którzy pomagali Mu pielęgnować to poletko i ciągle na nowo odnawiać pamięć Jego Słowa zasianego w młodości. .. Byli jak kroplówka, która co jakiś czas nawodniła organizm aby nie umarł, rzucając kolejne słowo i na pewno nieświadomi swojego wkładu w moje nawracanie się i rozwój. Dopiero otwarcie na Ducha Świętego wlało życie we mnie, uzdrowienie było zauważalne przeze mnie i natychmiastowe. A głód Boga, ciekawość Kim jest, jaki jest pociągał nieustannie do szukania wiedzy o Nim, poznania lepiej nauczania Kościoła , w którym ten Bóg dał mi się skosztować...  

Bardzo prawdziwe są dla mnie teraz słowa Izajasza z pierwszego czytania, że słowo, które wychodzi z ust Jego nie wraca do Niego bezowocnie dopóki nie spełni swego posłannictwa... Siwca sieje i cierpliwie czeka tak jak było wieki temu, tak i teraz, ten sam, niezmienny...

Napisałam też kiedyś list do jednego księdza, który stanął na mojej drodze, bez zbędnych pytań otworzył mi drogę do Sakramentu bierzmowania, to był ważny etap w moim życiu, bo na nowo poczułam się przyjęta do wspólnoty Kościoła, ważne było też pośrednictwo koleżanki, bez jej pytania czy chcę i że zapyta księdza czy mogę przyjść, dalej byłabym poza Kościołem...

24.10.2017 r.

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Od kilku miesięcy powraca do mnie myśl o księdzu Januszu Gajewskim, którego noszę w swoim sercu i ciepło o nim myślę, mam nadzieję, że list ten kieruję do odpowiedniej osoby.
Przeglądałam kiedyś na stronie archidiecezji wrocławskiej datę święceń kapłanów i nad nazwiskiem mojego obecnego proboszcza widniało nazwisko Księdza, zapytałam go czy jest
ksiądz tym, którego szukam, wysłał mi wtedy link do strony w Szczepanowie.
Nie sadzę żeby mnie Ksiądz pamiętał.
W 1990 roku w parafii p.w. św. Maurycego we Wrocławiu był Sakrament bierzmowania, pozwolił Ksiądz, aby zbłąkana owca, która była daleko od Kościoła przystąpiła do tego
Sakramentu. Zaczęłam wtedy chodzić do Księdza, po kilku latach przerwy, na lekcje religii, później religia weszła do szkół i uczył mnie Ksiądz w XIII liceum. Nie pamiętam dzisiaj nauki,
którą wyniosłam, ale pamiętam Księdza życzliwość i uśmiech, nie tylko na ustach, ale również w spojrzeniu, który pobudzał mnie do nowej gorliwości w odkrywaniu Boga.


Ziarno jednak padło na grunt skalisty, nie zapuściło korzeni. Zabrakło wytrwałości i wiary, aby z taką samą gorliwością trwać nadal przy Bogu. Świadomy wybór życia w związku
niesakramentalnym, oddzielał mnie od Niego, a niepogłębiana wiedza uleciała. Kiedy przyszło zawrzeć związek małżeński, nastąpił ponowny powrót, były łzy, obiecywanie Bogu poprawy i pokój, który zagościł w moim sercu, a później zwyczajna letniość, spowiedź od chrztu do chrztu kolejnego dziecka. Zwyczajna obrzędowość, niedzielna Msza święta, klepanie z dziećmi paciorków, choinka, „ święcenie” jajek, ot powierzchowna religijność.
Sakrament Pierwszej Komunii Świętej najstarszej córki był czasem w naszym małżeństwie kolejnego dokonania wyboru, zastanowienia się jaką wiarę jej przekazujemy, kiedy sami nie
korzystamy z sakramentów i postanowienie pójścia do spowiedzi. Pojechaliśmy do sąsiedniej parafii, sama spowiedź nie była jakaś szczególna, ale otworzyła moje uszy na słowa, które
kierował do nas ksiądz rekolekcjonista, egzorcysta z Białorusi. Wydawało mi się, że pierwszy raz słyszę w Kościele to co on mówi, o przebaczeniu, uzdrowieniu zranień, zachęcał do odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych i świadomego wyboru Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Żal za grzechy, skrucha, łzy, były dopiero w domu, kiedy zaczęłam z Nim szczerze rozmawiać.
Odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych w Wielką Sobotę sprawiło, że nic nie jest takie jak dawniej. Duch Święty na trwale zamieszkał w moim sercu. To Boże przyciąganie, które odczułam w wieku osiemnastu lat powróciło ze zdwojoną siłą, zaczęłam rozpakowywać
wszystkie dary Ducha Świętego, z których kiedyś wcale nie korzystałam. Dopiero teraz wiem co znaczy kochać Boga i być przez Niego kochanym, nosić trwały pokój w sercu. Co znaczy
pragnąć Go całym sercem i ponad wszystko, myśleć o Nim nieustannie i nie chcieć niczym Go urazić, nie ze strachu, ale z miłości.
Jest we mnie takie pragnienie, aby powiedzieć Księdzu, że Chrystus żyje, szuka prawdziwych przyjaciół, aby odnowić swój Kościół, aby na nowo rozpalić w nim ten płomień, który mieli pierwsi apostołowie, pragnie zażyłości, świętości, nie letniości i rutyny, która wkradła się do Jego Kościoła. Potrzebuje Księdza serca, duszy, rąk, ust, aby tego dokonać.

Co odczuwa kapłan po tylu latach służby Bogu i ludziom? Czy nie dosięgła go ciemność i
beznadzieja, zagubienie sensu tego co robi? Czy został wierny Chrystusowej Ewangelii? Czy zbliżył się do Prawdy, czy od Niej się oddalił? Czy nie odczuwa, że doskwiera mu samotność,
gdy tak naprawdę nie jest sam?
Tak bym chciała wlać w serce każdego kapłana tę Miłość, która mnie wypełnia, która pragnie każdego człowieka uczynić doskonałym odbiciem Boga, drugim Chrystusem, a Księdza
pobudzić do odnowienia zażyłości z Duchem Świętym, On nigdy nas nie zostawia, to my Go opuszczamy, odwracamy się plecami.

Pamiętając o modlitwie
Urszula Myślińska

czwartek, 1 września 2022

Rozum i mądrość

 


 Takie moje dzisiejsze rozważanie na temat rozumu i mądrości, podczas drogi do szkoły... Później znalazłam cytat o prawdziwej mądrości w Piśmie Świętym.

Bóg dał człowiekowi rozum, aby mógł on Go poznać, w wolności dokonywać wyborów, rozróżniać dobro od zła, panować nad światem, rządzić, nazywać rzeczy....Rozum oświecony wiarą jest naszym sprzymierzeńcem w rozeznawaniu, podejmowaniu właściwych decyzji, nakierowanych na miłość, dobro i piękno, które są z Boga. Jako, że człowiek jest istotą duchowo cielesną a sam rozum nie jest wstanie przeniknąć ducha, Bóg również obdarował ludzi, którzy w Niego wierzą różnymi darami, w tym darem mądrości, dzięki, któremu możemy przenikać ducha dokonując wyborów, które nie oddzielą nas od Boga... Prawdziwa mądrość prowadzi do Boga i tego co Boże... Rozum zawsze dąży do prawdy, ale nie dopuszczając Boga do głosu, przez pychę swego umysłu człowiek idzie za pozorną prawdą... Od Boga wyszliśmy i do Boga zmierzamy, jeśli ktoś tego nie widzi, to jest "ślepy"... Człowiek duchowy może zaobserwować w sobie jakby dwa "głosy", dwie wole, swoją i Bożą, musi nauczyć się je rozróżniać, jako, że nasza natura ma skłonność do grzechu, potrzebuje wiedzy, aby rozum mógł ostatecznie zweryfikować co jest zgodne z wolą Bożą, a co nie i wtedy decyzją woli podejmujemy wybory...  ❤... Jk 3, 13-18 "Kto spośród was jest mądry i rozsądny? Niech wykaże się w swoim nienagannym postępowaniu uczynkami dokonanymi z łagodnością właściwą mądrości! Natomiast jeżeli żywicie w sercach waszych gorzką zazdrość i skłonność do kłótni, to nie przechwalajcie się i nie sprzeciwiajcie się kłamstwem prawdzie! Nie na tym polega zstępująca z góry mądrość, ale mądrość ziemska, zmysłowa i szatańska. Gdzie bowiem zazdrość i żądza sporu, tam też bezład i wszelki występek. Mądrość zaś [zstępująca] z góry jest przede wszystkim czysta, dalej, skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od względów ludzkich i obłudy. Owoc zaś sprawiedliwości sieją w pokoju ci, którzy zaprowadzają pokój"❤                                                                              

Fragmenty zapisków o współpracy serca i rozumu w wierze... Pojawiło się we mnie kiedyś takie pragnienie, aby napisać do księdza Piotra N. z napomnieniem, słuchałam jego kazań, z których treścią nie do końca się zgadzałam. Pytałam wtedy o to Jezusa. Uczył mnie wcześniej, że mam się kierować sercem i w nim szukać potwierdzenia. 


03.07.2018 r.,

- Wierzysz Mi, że cię posłałem? 

- Boże, Ty znasz prawdę, moja wiara jest słaba, wierzę i wątpię. Chciałabym mieć całkowitą pewność.

 - Masz ją, wątpliwości cały czas cię do niej prowadzą. Widzisz znaki, które pokazują ci, że cały czas jestem z tobą, dodaję ci odwagi i siły do przekazywania innym Mojego słowa. Jesteśmy jedno, jesteś Moim języczkiem, który mówi do ludzi żywym głosem. Na razie małym, nieśmiałym, ale pracuję nad tym, aby ciągle rósł w siłę. Nie bój się mówić co myślisz, jestem Panem twoich myśli, uwalniam je lub związuję, w ten sposób działam, uczę cię, chcę abyś była twórcza, samodzielna. Wiesz, że zawsze możesz prosić Mojego Ducha o potwierdzenie tego co chcesz zrobić. Czy kiedykolwiek odmówiłem ci pomocy? Może nie dawałem ci jej natychmiast, ale zawsze ją dostawałaś. Ten czas był potrzebny, aby trafić w odpowiedni moment, aby to co zamierzasz miało możliwość zadziałać z najlepszym dla wszystkich rezultatem. Napisz do Piotra tak jak chciałaś.

 - Jezu, nie wiem czy nie dokonuję osądu sama. Nie chciałabym sprzeciwiać się Twojej woli. 

- A co mówi ci twoje serce? 

- Sprzeciwia się niektórym jego słowom, ale nie jestem pewna czy to mówi do mnie serce czy rozum. Widzę oznaki fanatyzmu wśród jego uczniów, dzielą Kościół, sprzeciwiają się biskupom.

 - Rozum nie jest przeciwnikiem serca, wiara ma być rozumna a nie głupia, jej ślepota ma być innego rodzaju. Nie widzieć Mnie, a wierzyć we Mnie, wypełniać Moje przykazania, trwać w nauce apostołów, uznawać zwierzchnictwo Piotra, czcić Moją Matkę, kochać Mnie i bliźniego. Macie badać duchy, a nie z uporem iść za czymś co sprzeciwia się hierarchii Kościoła, podburza do buntu. Kościół w Polsce ma wielu wiernych Mi biskupów i kapłanów, którzy stoją na straży czystości prawd wiary, nie należy podważać ich autorytetu, to osłabia Mój Kościół.

...

poniedziałek, 11 lipca 2022

Klejnoty i życie wieczne

 


 (Mt 19,27-29)
Piotr powiedział do Jezusa: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?” Jezus zaś rzekł do nich: „Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach i będziecie sądzić dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy”.

 Czego ja oczekuję od Jezusa? O tym na końcu, tymczasem...

Sięgam pamięcią wstecz i doskonale pamiętam, że na samym początku, gdy świadomie chciałam Go poznać, iść za Nim - pragnęłam ratunku przed potępieniem...

 Kiedyś, gdy moja najstarsza córka szła do I Komunii świętej, zbliżały się Święta Wielkanocne, miałam poczucie, że należy pójść do spowiedzi, rozmawiałam o tym z mężem, że jakie świadectwo my dajemy dzieciom, chodzimy do Kościoła, a nie przystępujemy do Komunii... Ta pierwsza Komunia dziecka, spowiedź, rekolekcje, które się wtedy odbywały, które prowadził egzorcysta z Białorusi, wywarły na mnie takie wrażenie, że leżąc wieczorem w łóżku rozmyślałam o Bogu. Nagle przyszedł na mnie taki strach, że Bóg mi nie wybaczy moich grzechów, zaczęłam płakać i prosiłam Jezusa, żeby mnie uratował, bo ja nie chcę być potępiona... Tak chlipałam, potem się uspokoiłam... Odpowiedź przyszła do mnie we śnie...Pamiętam ten sen tak wyraźnie do dziś... W mojej kuchni, przy lodówce stał Jezus, w białej długiej tunice... Wyciągał do mnie dłonie, na których trzymał coś w rodzaju bułki rozkrojonej na pół, ale nie do końca, jeden kraniec był złączony. Wyglądało jak teraz są takie bułki paluszki (ćwiartki bagietki). Podawał mi tę bułkę i mówił: " Wszystko o czym myślisz stanie się, tylko musisz w to wierzyć, musisz wierzyć". 

Kładł nacisk na słowo "wierzyć"...

Potem, pragnęłam Go kochać tak jak na to zasługuje, pragnęłam Go lepiej poznać, chciałam, aby mnie nauczył Go kochać i to się działo, w tak szybkim tempie, mój zapał nie słabł, ludzie, którzy byli wokół mnie pomagali w tym bardzo...

To była i jest pasjonująca przygoda, odkrywania Boga  Człowieka - Jezusa Chrystusa, potem doświadczenie całej Trójcy Świętej...

Trudno było się czegokolwiek spodziewać, przyjmowałam to co zostało mi podarowane... Któregoś razu była mowa o klejnotach... 😊

 27.06.2015 

Kiedy szłam spać rozmawiałam z Jezusem 

- Dzisiaj chciałbym cię obdarować Moimi klejnotami, czy chcesz tego? 

- Jeśli Ty chcesz tego dla mnie. 

- Chcę. 

Zaczęłam wyobrażać sobie jak te klejnoty będę odczuwać. Czy to są stygmaty. Usłyszałam wtedy 

 - Nie wyobrażaj sobie jak to będzie wyglądać, nie jesteś wstanie tego ogarnąć, poddaj się Memu działaniu. 

Wymieniliśmy jeszcze słowa miłości i nie wiem kiedy zasnęłam. Około godziny 2.30 poczułam przenikanie Ducha Świętego, przechodziły mnie dreszcze, czułam miłość i oddanie. Jezus powiedział:

 - Będziesz pić z Mego kielicha, daję ci tylko jedną kropelkę. Przyoblekam cię w Siebie. Daję ci koronę cierniową, baty na plecy ( wtedy poczułam jakby dreszcz na plecach), Mój krzyż do dźwigania, gwoździe do rąk i nóg. Opluwanie, wyszydzanie. Jesteśmy Jedno.

Dziwiłam się, że czuję radość, uniesienie z otrzymania takich klejnotów. Jezus wtedy powiedział, że bał się idąc na śmierć, ale robił to z "radością" i ochotą. Przepełniała Go wielka miłość do stworzeń, cieszył się, że wyrwie nas z sideł szatana, że będziemy Jego własnością, że da nam życie. Ma być to kolejny etap w moim rozwoju duchowym. Przyobleczenie w Jezusa sprawi, że mam rozsiewać Jego zapach na innych, że będę widziała różnicę w stosunku do tego co było dotychczas. Wszystko co mnie spotyka jest tak niewiarygodne, że kiedy się dzieje i jestem zatopiona w Bożej obecności nie mam wcale wątpliwości, że to pochodzi od Niego. Zapowiada co się stanie i to się dzieje, natomiast później poddaję w wątpliwość to wszystko, czy naprawdę się wydarzyło.

 Jezus mi niedawno powiedział, że kiedy mam wątpliwości, nie powinnam stronić od Niego, że tym bardziej powinnam się na Niego otworzyć, żeby On mógł działać, żeby była między nami relacja potrzeba intymności i zażyłości, a kiedy nie będę Go do siebie dopuszczać On nie wtargnie siłą. 


Oczekuję, że Jezus w godzinie mojej śmierci wyjdzie mi na spotkanie osobiście i weźmie do nieba z pominięciem czyśćca i wierzę, że tak właśnie będzie...

czwartek, 7 kwietnia 2022

Nowa ziemia i nowe niebo


Kilka myśli, na które szukałam odpowiedzi...

Ludzie wierzący, w obliczu bestialstwa , zbrodni, cierpienia, które zadaje człowiekowi człowiek, zadają sobie pytanie gdzie jest Bóg, dlaczego na to pozwala... Jak mają się przed tym obronić, czy mogą zabić w obronie własnej... Sumienie nasze poddawane jest napięciu, rozum szuka odpowiedzi... Papież, który dany nam jest na te czasy wyraźnie mówi, że nie ma wojny sprawiedliwej... 

  "Wojny są zawsze niesprawiedliwe. Bo tym, kto za nie płaci jest lud Boży. Nasze serca nie mogą nie płakać na widok zabitych dzieci i kobiet, wszystkich ofiar wojny. Wojna nigdy nie jest drogą. Duch, który nas jednoczy, prosi nas jako pasterzy, abyśmy pomagali narodom cierpiącym z powodu wojny – sugerował Franciszek."

 

Bóg jest Bogiem pokoju, nie wojny i niedobrze by było, gdyby Papież jako przywódca duchowy, pokazywał nam inną drogę niż tę, którą pierwszy wyznaczył nam Jezus. Nauczanie Papieża wskazuje nam jak mamy postępować, aby Królestwo niebieskie stało się naszym udziałem już na ziemi. Jest kolejnym Papieżem, który przygotowuje lud na ostateczne przyjście Chrystusa. Przekonuje mnie o tym wizja, którą roztacza o powszechnym braterstwie. Jest ona  rzeczywistością raju i wydaje się niemożliwa do zrealizowania na ziemi.... A jednak nowa ziemia i nowe niebo może być w nas, kiedy ciało podporządkuje się prawom ducha. Dokonuje się to poprzez ciągłe umieranie dla siebie a wybieranie Jezusa, Jego praw...

To dobrze, że jest w nas to napięcie sumienia, gdyby go nie było nic by nas nie różniło od zwierząt...

Wojny "sprawiedliwe", kiedy zabija się w obronie własnej, broni terytoriów swoich granic są usprawiedliwione przez prawo ludzkie, zmniejszają ciężar winy, ale jej nie niwelują i tak trzeba będzie ją odpokutować, albo na ziemi, albo w czyśćcu. Bezpośrednio do nieba nie wejdzie ten kto nie upodobni się do Chrystusa... Tam jest miłość doskonała, która miłuje swoich nieprzyjaciół... Czy moglibyśmy zabić kogoś kogo kochamy? Dokonuje się to w gniewie, nienawiści, chęci zemsty, albo gdy zabite jest w nas sumienie, a my wyszkoleni w zabijaniu, znieczuleni... Dla kogoś kto trwa w bliskości z Bogiem wie, że nawet słowo może zabić... Zwykła niechęć do drugiego człowieka hamuje przepływ miłości, która mogłaby być między nami. A co dopiero napiętnowanie kogoś, wyszydzenie, fałszywe świadectwo dawane o drugim człowieku... 

Czyż nie o tym mówił Jezus ( nie wyjdziesz stamtąd aż zwrócisz ostatni grosz)

(Mt 5,20-26)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę, powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz.
 

 A gdzie jest Bóg w tym całym cierpieniu na ziemi? Jest w każdym cierpiącym człowieku.

Tak mi to kiedyś przedstawił Jezus:

07.02.2019 r., czwartek

 Od rana odczuwam obecność Bożą, Miłość, kocham Go, tęsknię. Kiedy przychodzę spędzić z Nim czas na osobności jest ze mną, możemy porozmawiać. 

Po 17 –tej mam obraz, a jednocześnie odczuwam obecność Bożą, prosi mnie abym poddała się temu co widzę. Jestem przybita do krzyża leżącego na ziemi, czuję kłujący ból na dłoniach, wokół mnie wrogość ludzi, jestem poniżana, opluwana, ktoś na mnie nasikał. Jezus mówi mi jak wielu upokorzeń doświadcza każdego dnia, brutalności, przemocy. Jego Ciało jest nieustannie ranione. (...) Później widzę kolejny obraz, w którym Jezus ściąga mnie z tego krzyża, obmywa, leczy zadane rany i tuli w swoich ramionach. Następnie przychodzi do mnie Bóg Ojciec, nie widzę Go, ale czuję jak wypełnia mnie Sobą, kocha, mówi do mnie: „Moja córeczko, najdroższa córeczko”. Wiem też, że otula mnie Duch Święty, ale nic nie mówi, odbieram Go jako delikatny powiew na mojej twarzy. Jestem w objęciach Boga, który się o mnie troszczy.

 Kiedy to się dzieje nie wiem jak rozumieć te obrazy, nie analizuję ich, jestem w tych scenach i wiem tylko co wtedy odczuwam. Przy pierwszym obrazie byłam pogodzona z tym czego doświadczałam, nie czułam złości, nienawiści, buntu, ale smutek i troskę o tych, którzy mi to robią, współczucie, jednoczyłam się z Jezusem prosząc Boga o wybaczenie im, była we mnie miłość. Miałam pełne zaufanie do Boga. Następny obraz był samą rozkoszą przebywania w ramionach Boga. Pomyślałam, że kiedy walczy się z tym co nieuniknione, nie ma w nas pokoju, jest bunt, gniew, a człowiek bardziej cierpi. Kiedy przyjmuje się wszystko z pełnym zaufaniem przychodzi spokój. Zastanawiają mnie słowa Jezusa, że moje przyzwolenie na grzeszną wyobraźnię ( myśl) związaną z moją osobą, nie obciąża tej osoby. Nie wiem czy dobrze to rozumiem, ale tłumaczę sobie, że kiedy Jezus wziął na siebie każdy grzech to pozwolił, aby on Go zranił. Zaakceptował to cierpienie , „ chciał”, to tak jakby nie dokonał się na Nim gwałt, grzech „ rozpłynął się” w Jego miłości i usprawiedliwił osobę, która Go zraniła. On nie czuje nienawiści do człowieka, jest smutny, przygnębiony, zatroskany, jest samą Miłością, w Niej jest wybaczenie, w Niej jest ukojenie, uzdrowienie wszelkich ran. W miłości Boga grzech (wina) nie istnieje, nie wiem jakiego użyć słowa - ona go zakrywa, rozbraja, unicestwia. 

 

To jest moje patrzenie, oczami ducha...

 Świat zatracił się w grzechu, odeszliśmy od praw Bożych nic dziwnego, że toczą się między nami wojny... Jak wychowywać bez "rózgi karzącej" krnąbrnego człowieka? Nie wiem, czasami dialogować się nie da... Kary są środkiem wychowawczym i dyscyplinującym... A jak ma do nas mówić Bóg, żebyśmy zrozumieli, że nasze szczęście jest tylko w Nim? ...



 

 

wtorek, 5 kwietnia 2022

Spowiedź

 


Od dwóch tygodni zbieram się, aby podzielić się z Wami moimi zapiskami na temat Sakramentu pokuty i pojednania, ciągle coś mi przeszkadzało, natrętna myśl, że źle to będzie odebrane przez ludzi... Uciekałam od tego tematu, a on i tak powracał.

Dużo teraz treści na ten temat, wiadomo, wielki post, czas intensywniejszych przygotowań do świąt wielkanocnych, dobry czas nie tylko na porządki w domu, ale przede wszystkim we własnym sercu... Nie ma gorszej rzeczy dla człowieka niż śmierć duchowa, uporczywe trwanie w grzechach ciężkich, zatwardziałe serce, brak chęci powrotu do prawa miłości Boga i bliźniego, które jest zapisane w naszych sercach, a które tak łatwo zagłuszamy, usprawiedliwiając własne występki...

Sakrament pokuty i pojednania jest bardzo ważny na drodze nawrócenia. Chrystus zostawił w swoim Kościele prosty sposób powrotu do Boga i wspólnoty Kościoła, trzeba nam go na nowo odkrywać... 

Mój stosunek do tego Sakramentu zmieniał się wraz z moim rozwojem... Kiedy zaczęłam zapisywać swoje stany duchowe, byłam już na etapie gdzie nie widziałam grzechów w kategorii prawa Bożego... Wypełniała mnie miłość Boża, która w momencie uchybienia Miłości pokazywała mi to jasno , a objawiało się to w postaci żalu, który sprawiał, że natychmiast przepraszałam Boga, że Go ranię... Później dowiedziałam się, że to jest żal doskonały, który na powrót jedna duszę z Bogiem... 

Teraz zdaję sprawę ze stanu swojego sumienia, księdzu, który jest moim opiekunem duchowym, raz w roku. Dodatkowo wysyłam mu zapiski, w których opisuję szczegółowo moje działania, stany duchowe, myśli, wątpliwości, dręczenia, aby miał pełniejszy obraz mojej osoby...

 Myślę, że mój przypadek pokazuje, że kapłani nie mogą rutynowo podchodzić do każdej osoby spowiadającej się. Nie mogą na nią patrzeć własnymi oczami, ale sercem Chrystusa. 

Wybrałam te zapiski, w których mówił do mnie Jezus, na temat spowiedzi.



01.09.2017 r. 

Nie wiem jak mam iść do spowiedzi, kiedy nie widzę grzechów, z których mam się spowiadać. Przywołuję z pamięci, różne sytuacje, w których mogłam obrazić Boga, ale On mi nie pozwala się oskarżać, mówi, że nie ma we mnie grzechu. Napisałam w tej sprawie do księdza. Później zapragnęłam, aby był jak Chrystus, żeby przenikał mojego ducha, patrzył na mnie Jego oczami, aby mnie rozumiał, aby wiedział co myśli Bóg. W tym czasie zalewała mnie miłość, słyszałam, że „tak będzie, do tego zmierzamy”.

Ksiądz w odpowiedzi przysłał mi przykazania Kościelne i na końcu zdanie:

Drugie przykazanie Kościelne I wszystko.

 

 10.09.2017 r. 

Stoję w miejscu, ograniczają mnie moje przyzwyczajenia, wpojona nauka, poglądy innych ludzi, troska, aby nie wypaczyć bliskim nauczania Kościoła. 

- O mój Jezu, jak mam w świecie, w którym ludzie utracili poczucie grzechu mówić o tym, że nie widzę w sobie grzechu? Jak mam iść dalej( do przodu), kiedy zatrzymują mnie przyzwyczajenia częstej spowiedzi, ciągłego badania siebie, myślenia o sobie jak o grzeszniku, który nie może być wolny od grzechu ze względu na swoją ludzką naturę? Kiedy nie pokazujesz mi grzechów czuję się nieswojo.

 - O jak zniekształciliście Moje nauczanie, zatraciliście ducha Ewangelii a skupiliście się na literze. Nie rozumiecie sensu posługi jednania, którą wam zostawiłem. Koncentrujecie się na obrzędach, pozorach pobożności, nie korzystacie z darów Ducha Świętego, nie słuchacie Jego pouczeń, brakuje wam wiary w Jego moc uświęcenia człowieka. Jesteście ślepcami prowadzonymi przez ślepych nauczycieli, a przecież nie zostawiłem was sierotami, przyjmijcie Ducha Świętego, bez Niego jesteście puści ( martwi) w środku. O jakże niewielu mam świadków wiary, prawdziwych Moich uczniów. Maleńka, nie jesteś jak większość, zdjąłem łuski z twoich oczu, teraz musisz iść za głosem twojego Nauczyciela. Chcę, abyś się rozwijała, tylko będąc Mi posłuszną możesz tego dokonać. Nastaną czasy, w których moi uczniowie będą na nowo nazywali siebie świętymi bez poczucia niegodności tego miana. Ze Mną można nie grzeszyć, można żyć w świętości otoczonym Moją chwałą tu na ziemi. Jesteś lampą rozświetlającą drogę, przyjmij to co objawia ci o tobie sama Prawda, zaakceptuj, a pójdziemy dalej.

 

11.04.2018 r. 

Rano, na myśl przychodzi mi Sakrament pokuty i pojednania, zaczynam słyszeć słowa, które zapisuję:

 - Nastaną czasy, w których taka forma spowiedzi jak jest obecnie nie będzie możliwa. Zbyt mała ilość kapłanów sprawi, że kierownictwo duchowe szeroko pojęte jako nauka penitenta stanie się niemożliwe. Chcę wam pokazać, że niedoskonałości i wady nie zrywają ze Mną komunii, nie wymagają odpuszczenia grzechów przez kapłana, wystarczająca jest skrucha i żal. Ludzie przyszłych czasów będą musieli zdać się na prowadzenie Ducha Świętego. Nauczcie się słuchać Jego głosu. Tam gdzie zabraknie kapłanów, odwrócenie się od grzechów i żal doskonały na nowo przywróci jedność ze Mną, pozwoli Mojemu Duchowi dokonywać zmian w waszych sercach. Nigdy nie odwracam się od grzesznika, który chce do Mnie powrócić. Dopóki macie taką możliwość korzystajcie często z Sakramentu pokuty i pojednania, czekam tam na was.  

25.04.2019 r., czwartek 

- Boże, boję się tych myśli, czy to ja nimi nie steruję. 

- Chcesz mu pomóc? - Chcę. 

- To poddaj się tym myślom.

 - Duchu Święty wypełnij mnie, prowadź mnie.

 Widzę osobę, która nie dostała rozgrzeszenia od kapłana. Nie rozumie dlaczego, inny kapłan za te same grzechy dawał. Nie godząc się z tym, postanawia przystępować do Komunii świętej. Nie widzę żeby poszła ponownie do spowiedzi do innego kapłana i prosiła o radę, ale rozsądziła to sama. Nie otrzymała rozgrzeszenia od innego kapłana w tej samej sprawie. Nie daje jej to spokoju, szuka akceptacji swojego postępowania.

 - Jezu, jeśli każdy kapłan udziela rozgrzeszenia na podstawie własnego rozumu, posiadanej wiedzy, a człowiek może chodzić od jednego do drugiego, aby otrzymać rozgrzeszenie, to czyje słowa są dla Ciebie wiążące? Przecież penitent nie zawsze ma pełne zrozumienie, jego wiara może być słaba, sumienie chore, niewyczulone na grzech. 

- Maleńka, przykro to mówić, ale większość waszych spowiedzi jest niedoskonałych, nieszczerych, zatajacie grzechy, chcecie postawić siebie w lepszym świetle przed kapłanem, nie ma w nich żalu, skruszonego serca, ale czysty formalizm. Niewielu widzi, że przychodzi do Mnie jak do Osoby, która bardzo was kocha, a którą zranił każdy wasz grzech, z którą chcielibyście się pojednać i uzyskać przebaczenie. Jakże inna byłaby wtedy jakość waszego życia, jak rozkwitłaby wasza wiara, miłość, jak wstrętny okazałby się grzech, jak umiłowana Prawda. Każdy szczerze wyznany grzech w konfesjonale jest odpuszczony nawet gdy nie ma żalu doskonałego, każdy zatajony nadal ma nad wami władzę, blokuje dostęp Mojej łaski i rozgrzeszenie kapłańskie nie może tego zmienić. Nadal jesteście niewolnikami na służbie złego. Czasami jest tak, że człowiek bardzo żałuje swoich grzechów, jego serce gorąco pragnie nawrócenia, poznania Mnie, pokochania, ale wyznanie wszystkich grzechów drugiemu człowiekowi przerasta jego możliwości w danej chwili, wyjawia kapłanowi tylko te, które jest wstanie wypowiedzieć na głos. W takim przypadku rozgrzeszenie sięga również tego co niewypowiedziane. Moja łaska rozlewa się w pełni na taką duszę, bo jej żal doskonały i prawda, którą Mi tylko wyjawia, jedna ją ze Mną zanim kratki konfesjonału potraktuje jak dopełnienie formalności powrotu do jedności z Kościołem. Ta dusza rozkwita napełniana Moją miłością, choć jest targana wątpliwościami czy przyjmowanie Mojego Ciała nie jest świętokradztwem. Te wątpliwości nie ode Mnie pochodzą, chcą ją przestraszyć, aby odstąpiła ode Mnie. Kiedy w człowieku nie ma chęci nawrócenia, stanięcia w Prawdzie, nie ma chęci jedności ze Mną, żadne rozgrzeszenie kapłańskie nie jest skuteczne. Nieudzielenie rozgrzeszenia powinno skłonić człowieka do poszukiwania prawdy, odmienienia swojego życia, chęci osobistej przemiany, a nie nakłonienia kapłana do zmiany decyzji, przekonywania o błędzie, poszukiwania innego, który da rozgrzeszenie. Takie ( te ) postawy wynikają z niezrozumienia Sakramentu pokuty i pojednania.

 06.09.2019 r., piątek 

- Mój Boże, o mój Boże, pragnę Cię. Nie wiem co ja mam robić… Co ja mam robić? 

- Poddaj Mi się całkowicie. Ufaj 

- Musisz się przyzwyczaić, że nie będziesz przystępowała do spowiedzi w sposób jaki teraz jest praktykowany . Nie chcę od ciebie takiej spowiedzi, która jest rutyną, formalnością, nie musisz przypodobywać się ludziom. Nie jesteś ode Mnie oddzielona ( żaden grzech cię ode Mnie nie oddziela). Jeśli Ludwik oczekuje, abyś zdawała mu sprawę ze swego sumienia przynajmniej raz w roku, to bądź mu posłuszna. Jeśli będziesz potrzebowała Mojego błogosławieństwa, możesz o nie poprosić go w każdej chwili, a będę cię błogosławił. Maleńka, jesteś święta, bo Ja jestem święty, naucz się żyć z tą świadomością, opanowałem grzesznika, należysz do Mnie i Ja cię oczyszczam przy każdej twojej skrusze, ponawia to oczyszczenie każdorazowa Eucharystia, nie musisz powielać Sakramentów, aby dokonało się pojednanie ze Mną, Ja tego nie wymagam, nigdy czegoś takiego nie nauczałem. Jak ktoś nie umie tego pojąć to trudno, nie zważaj na opinię drugiego człowieka. Masz czyste serce, Moje serce. Nie musisz się nikomu tłumaczyć. 

 Dziś był pierwszy piątek miesiąca i kolejka ludzi do spowiedzi, po Mszy świętej rozmawiałam ze znajomą, podchodziły kolejne i jedna osoba nie omieszkała mi wytknąć mój brak dzisiejszej spowiedzi, mówiąc: „ do spowiedzi grzesznico” , odpowiedziałam, że umawiam się z księdzem indywidualnie, wtedy pozostałe nieco zdziwione pochwalały, że to dobrze. Przypomniała mi się dzisiejsza rozmowa z Jezusem, jakby mnie uprzedził i pokazał obraz świadomości wśród wiernych na temat tego sakramentu.

niedziela, 23 stycznia 2022

Niedziela Słowa Bożego

                             Może być zdjęciem przedstawiającym tekst „eapuda, LXX wszelki jeryk. dziedzietwos słuszna Brak spragni cka wyrazu, złoczyńcami 3,1n; 4,10; „Odkupiciel" vrocznia Pokarm wody choć nie maci 55 Kupujcie przyjdźcie. spożywajcie, bez bez ieniędzy płacenia za wino Skrót zamiast: Rdz 9,11 Noego" Chrystus Por. Jr 1,34; stosuje prasza wszystkich do swej przyp.”

 

Zmęczył mnie dzisiejszy dzień... Jakiś czas temu wróciłam z kościoła, było pierwsze spotkanie na temat Synodu... Wcześniej Msza, obiad, koronka do Bożego Miłosierdzia... A, że dzisiaj Niedziela Słowa Bożego, to jeszcze wspomnę o fragmencie Pisma Świętego, który jak żaden utkwił w mojej pamięci, przez co zobaczyłam, przekonałam się, doświadczyłam, że Bóg nie tylko daje odpowiedzi przez swoje Słowo, ale również uzdrawia... Tu mojego ducha, bo później też byłam świadkiem, że może w ten sam sposób uzdrowić niedomagania ciała...
 
Zapisałam w dniu 08.07.2014 r.

Obudziłam się o 4.35 i ponownie zamknęłam oczy. Było to raczej czuwanie niż mocny sen.
Nie chciałam zaspać do kościoła. O godzinie 05.10 zadzwonił budzik. Pamiętam wyraźnie
myśl, która mi towarzyszyła przy wybudzeniu: „ Im bliżej będziesz Boga, tym szatan bardziej będzie atakował twoje myśli”.
 
Następnego dnia poczułam to wyraźnie. Atakował moje słabości i był we mnie niepokój.
Przypominały mi się grzechy przeszłości i poczucie, że Bóg mi nie wybaczył, że szatan ma do
mnie prawo. Następnie towarzyszyło mi poczucie winy, że nie mam zaufania do Boga, że
wątpię w Jego miłosierdzie. Czytałam Pismo Święte i ciągle zwracałam uwagę na słowa
pocieszenia
Oz 6,6; Oz 11,9; Iz 55, 6-9;    Iz 54, 4-17 , czytając ten ostatni fragment płakałam, rozmazywały mi się litery, czytałam drugi raz i trzeci i nadal płakałam, po tym znowu zagościł pokój w
moim sercu.
 
Kocham Ciebie Jezu. Uwielbiam Cię.
 
Iz 54, 4 -
Nie lękaj się, bo już się nie zawstydzisz,
nie wstydź się, bo już nie doznasz pohańbienia.
Raczej zapomnisz o wstydzie twej młodości.
I nie wspomnisz już hańby twego wdowieństwa.
5 Bo małżonkiem twoim jest twój Stworzyciel,
któremu na imię - Pan Zastępów;
Odkupicielem twoim - Święty Izraela,
nazywają Go Bogiem całej ziemi.
6 Zaiste, jak niewiastę porzuconą
i zgnębioną na duchu, wezwał cię Pan.
I jakby do porzuconej żony młodości
mówi twój Bóg:
7 Na krótką chwilę porzuciłem ciebie,
ale z ogromną miłością cię przygarnę.
8 W przystępie gniewu ukryłem
przed tobą na krótko swe oblicze,
ale w miłości wieczystej
nad tobą się ulitowałem,
mówi Pan, twój Odkupiciel.
9 Dzieje się ze Mną tak, jak za dni Noego,
kiedy przysiągłem, że wody Noego
nie spadną już nigdy na ziemię;
tak teraz przysięgam, że się nie rozjątrzę na ciebie
ani cię gromić nie będę.
10 Bo góry mogą ustąpić
i pagórki się zachwiać,
ale miłość moja nie odstąpi od ciebie
i nie zachwieje się moje przymierze pokoju,
mówi Pan, który ma litość nad tobą...

środa, 15 grudnia 2021

Wątpliwości

 

Witraż Ducha Świętego z Sanktuarium Matki Bożej Królowej, wzorowany na witrażu z Bazyliki Św. Piotra na Watykanie.
Parafia leży na Podhalu.
 

Jan przywołał do siebie dwóch spośród swoich uczniów i posłał ich do Jezusa z zapytaniem: "Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?" Gdy ludzie ci zjawili się u Jezusa, rzekli: "Jan Chrzciciel przysyła nas do Ciebie z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?" W tym właśnie czasie Jezus wielu uzdrowił z chorób, dolegliwości i uwolnił od złych duchów; także wielu niewidomych obdarzył wzrokiem. Odpowiedział im więc: "Idźcie i donieście Janowi to, co widzieliście i słyszeliście: Niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie". (Łk 7, 18b-23) 

Czytając rozważania różnych osób do dzisiejszej Ewangelii, na jedno zwracają uwagę, że Jan pomimo wskazania na Jezusa jako Syna Bożego podczas chrztu w Jordanie zaczął mieć  wątpliwości, gdy był uwięziony, czy Jezus jest tym, na którego czekają, zapowiadanym Mesjaszem. Miał jakieś wyobrażenie o tym jaki powinien być Zbawiciel, a to co  mówiono o Jezusie, co robił,  nie do końca odpowiadało Janowemu wyobrażeniu... 

 Ja, w dzisiejszym czytaniu, zatrzymałam się na odpowiedzi Jezusa, o czym później, ale teraz chcę jeszcze zwrócić uwagę, na taki szczegół, który pozwoli spojrzeć nam inaczej na poselstwo Jana... Wcale nie musiał wątpić, był całkowicie przekonany o tym czego był świadkiem.

 J 1): 29 Nazajutrz zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. 30 To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. 31 Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi». 32 Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. 33 Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: "Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym". 34 Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym». 

Miał jednak uczniów, którzy gromadzili się wokół niego, ich nauczyciel został uwięziony, ich sytuacja stała się niepewna. Jan wskazał tego, który przyjdzie po nim. Zastanawiają się czy powinni teraz przyłączyć się do Jezusa, a opuścić Jana... Ich wiara jednak nie jest tak silna jak jego, patrzą oczami, nie mają objawienia z Nieba, są pełni wątpliwości. Jan nie potrafi ich przekonać, może to tylko zrobić sam Jezus, dlatego zostają posłani do Niego. Odpowiedź Jezusa jest tak naprawdę nie dla Jana, ale dla jego uczniów. On pokazuje na znaki, które się dzieją, jeśli one ich nie przekonają, to słowa tego nie zrobią, bo słowo przekazał już Jan, a mimo to byli pełni wątpliwości...

I tu pragnę zachęcić wszystkich kapłanów, jako tych którzy głoszą Ewangelię do otwarcia się na działanie Ducha Świętego również w znakach. Samo słowo nie zawsze wystarczy, potrzebne są znaki, aby nawrócenia były skuteczne. 

Wkleję te fragmenty z moich zapisków, w których Jezus przekazywał mi wiedzę na temat uzdrawiania, charyzmatów, współpracy z Duchem świętym. Może komuś będą przydatne.

  12.10.2015 

Dostałam od Joasi materiały na temat modlitwy o uzdrowienie wspomnień. Zaczęłam tego słuchać i poczułam w sobie opór. Zwróciłam się do Jezusa słowami, że mam problem z tym materiałem. Odpowiedział: „ Nie zrażaj się, będę cię prowadził w tej sprawie”. Kiedy wieczorem dobrnęłam do końca, usłyszałam : „ Posłałem cię tam abyś napominała. Ja nie identyfikuję się z tą metodą. Pozwala ona lepiej funkcjonować w życiu doczesnym, ale niekoniecznie prowadzi do Mnie”. Zapytałam jaką metodę preferuje. Odpowiedział „ Podążanie drogą świętości”.

 10.11.2015 

Około 4 nad ranem usłyszałam słowa :” Nie zatrzymuj się, chcę abyś szła dalej.” Zaczęłam wtedy rozmawiać z Jezusem na temat, który ostatnio mnie nurtował, to znaczy nakładania rąk, metody uzdrawiania wspomnień, siły sugestii. Jezus mówił, abym nie przywiązywała się do żadnej metody tyko słuchała Jego, On będzie działał przeze mnie tak jak będzie najlepiej dla danego człowieka. Zapewniał mnie, że ojciec Andrzej nie wyrządza nikomu zła, mówił, że działa przez niego, że jego ręce są konsekrowane i kiedy nakłada je na innych przekazuje Boże błogosławieństwo. Jak każdy człowiek popełnia czasem błędy, stąd pewne nadużycia, wynikają raczej z niewiedzy. Jezus chciałby, aby o. Andrzej poznał całą prawdę o Nim, chce go mieć bliżej siebie. Wcześniejsze słowa o tym, że Jezus nie utożsamia się z metodą uzdrawiania wspomnień były bardziej dla mnie, bo ojciec na razie nie będzie w stanie ich przyjąć. Metody te są ludzkim sposobem rozumowania.

 03.01.2016 

Przychodzą nowe wskazówki na temat uzdrawiania. „ Jestem nieskończenie dobry. Jeśli w tobie jest pragnienie, aby ktoś został uzdrowiony to jakże Ja bardziej tego pragnę”. „ Gdy poczujesz jak wzbiera w tobie Moc Boża, wzruszy cię czyjś los ( problem, choroba), poruszy się twoje serce. Wtedy będziesz mogła położyć na tę osobę ręce i w Moje Imię kazać temu odejść. Będę cię prowadził, będziesz wiedziała co masz mówić”.

31.07.2016 

Jezus kontynuował swoją naukę o wierze doskonałej, o korzystaniu z Jego mocy, uzdrawiania, czynienia cudów, wypędzania złych duchów. Przyszedł do mnie ze swoją miłością, ofiarowywał mi siebie. Odczuwałam Jego obecność, która mnie pochłaniała. Mówił, że zrobi dla mnie wszystko o cokolwiek poproszę, spełni każdą moją prośbę. Mówił: „ oddaję ci się cały, możesz zrobić ze Mną co tylko chcesz, jestem słaby z miłości do ciebie, spełnię każdą twoją prośbę” , a ja mówiłam „ Jezu, pragnę tylko Ciebie, mając Ciebie mam wszystko. Chcę Cię kochać, chcę abyś był szczęśliwy, aby Twoje Imię otoczone było chwałą, aby rozszerzało się Twoje Królestwo. Chcę wypełniać tylko Twoją Wolę.” Wypowiadał wiele słów miłości, które były pieszczotą dla mojej duszy, następnie kolejny raz opowiadał mi do czego chce mnie wykorzystać. Mówił, że chce dokonywać wielkich rzeczy, że będziemy uczyć kapłanów, że jest wiele osób świeckich, które zasiewają ziarno wśród ludu, ale oni potrzebują mieć przewodników, pasterzy, którzy będą ich prowadzili ku zbawieniu, mają być specjalistami od spraw ducha, autorytetami pełnymi Mocy Chrystusa. Jezus kolejny raz mówił, że przekazuje mi wiarę doskonałą, która góry przenosi, jest ona potrzebna do uzdrowień, wypędzania złych duchów. Mówił, że ją mam, bo jestem z Nim zjednoczona i to co jest Jego ,jest moje, ale na razie nie umiem z niej korzystać i On mnie tego uczy. Powiedział, że dał mi Jego mądrość i roztropność, bo dar tej wiary doskonałej należy wykorzystywać tylko w połączeniu z mądrością i roztropnością. Chce, abym taką prawdę przekazywała. On da tę pewność. Nie mamy wystawiać Imienia Boga na próbę tam , gdzie cud się nie wydarzy. Są choroby, które organizm sam jest w stanie pokonać, bo taki był zamysł Boga i nie trzeba oczekiwać cudu wymuszając go na Bogu. Bóg zawsze działa z myślą o dobru człowieka i chce jego uzdrowienia. Mówił „ Jestem nieskończenie dobry”, ale człowiek nie zawsze jest gotów przyjąć to uzdrowienie. Powiedział ;” Uzdrowienie nie  powinno być celem samym w sobie, najważniejsze jest zbawienie duszy. Uzdrowienie ma być środkiem do osiągnięcia zbawienia”. Jest we mnie takie przekonanie, że osoby, które chcą podążać drogą miłości doskonałej Jezus traktuje jakby inaczej, więcej wymaga, aby nauczyć je żyć w całkowitej wolności, nawet w chorobie. Dopuszcza chorobę, aby umiały pokonać ciało. 

21.08.2016 

Rozumiałam wyraźnie, że kiedy tworzy się wspólnota, Duch Święty przekazuje charyzmaty członkom, są oni jeszcze cieleśni, ale dary są potrzebne do budowania wspólnoty Kościoła. Wszyscy nie otrzymują po równo, ale tak jak w ciele jest wiele członków tak i w Kościele są różne dary i posługiwania. Kiedy człowiek staje się bardziej duchowy rozwijają się bardziej te dary, może je lepiej wykorzystywać. Uświadamia sobie, że jest synem, wierzy, że syn może czerpać z tego co ma Ojciec, nie wystarcza to jednak, aby posiąść wiedzę od Ojca, trzeba przemienić się w Chrystusa, zjednoczyć się z Nim. Świadomości synostwa towarzyszy też wiedza. Syn wie co czyni Ojciec J 5,19. Nie postępuje się wtedy po omacku, ale wykonuje to co słyszy. ( Jezus objawia co chce swoim uczniom). Trwałe zjednoczenie z Jezusem jest początkiem prawdziwego poznawania Boga. Jezus jest wtedy rzeczywistym nauczycielem. 

 


 

czwartek, 28 października 2021

Chwile



To takie moje chwile z Jezusem, które mogą być nauką dla wszystkich...

14.04.2017 r. 

Adoracja Najświętszego Sakramentu 

- Boże, nie lubię wpatrywać się w Ciebie w Najświętszym Sakramencie. Rozmawiam z Tobą, ale jesteś daleki, kiedy tak patrzę w przód. Lubię zanurzać się w sobie i czuć Twoją bliskość, Twój dom jest we mnie, w moim sercu jest Twoje Niebo. Mogłabym Cię adorować będąc gdziekolwiek. Uwielbiam Cię zawsze.

 - To prawda, ale cieszę się, że dotrzymujesz Mi towarzystwa w Mym osamotnieniu, w domu zbudowanym dla Mnie przez ludzi. Nieliczni przychodzą dla Mnie samego, żeby porozmawiać ze Mną, podzielić się swoimi radościami i smutkami. Traktują ten czas jak obowiązek, albo przelotne spotkanie z dalszym znajomym. Nie potrafią wytrzymać ciszy, która niepokoi, wydaje się bezczynnością. Zagadują ją powtarzaniem różnych modlitw myśląc, że tego od nich oczekuję. Ja pragnę miłości! Kiedy tylko znajduję otwarte serce, które zapragnie Mnie pokochać, natychmiast wypełniam je niezbędnymi łaskami, aby mogło zbliżyć się do Mnie. Sam adoruję taką duszę, zalecam się do niej, rozsiewam wokół niej Swój aromat, aby podążała za Mną, prosto w Moje objęcia. Kiedy dusza trwa przede Mną, ukrytym w Najświętszym Sakramencie i nie jest skupiona na sobie samej, nasiąka Moim światłem, które promieniuje ze Mnie, choć w niewidzialny dla niej sposób, przenika duszę, syci ją, karmi Moimi darami. Tym, którzy są daleko ode Mnie pomaga się zbliżyć, pojednać, oddala złe duchy, które ją dręczą. Maleńka, wcale nie musisz na Mnie patrzeć, możesz zamknąć oczy, wejść w siebie, Moje Światło pochłania cię całą i łączy z tym w tobie. Jesteśmy jedno. Z ciebie promieniuje Moje światło gdziekolwiek jesteś. Pytasz Mnie czasami po co tam jesteś, co masz robić ( na modlitwach wstawienniczych). Nie musisz nic robić, nic mówić, po prostu być i świecić Mną.

 

26.02.2021 r.

Adoracja Najświętszego Sakramentu

 - Weź kartkę i pisz. 

 Odczuwasz to co Ja czuję. Jestem słaby, obnażony, oddałem się w jego ręce dobrowolnie. Jestem rozkochany w swoim stworzeniu. Każdego dnia badam ludzkie serca, szukam przyjaciół, wystawiam ich na próbę i ciągle daję kolejną szansę wybrania Mnie. Zawsze robię pierwszy krok, bo tak czyni miłość. Nie zważam na upokorzenia, których doznaję, kocham i cierpię. Próby są konieczne, aby człowiek wzrastał, jest to Moja łaska dawana mu przez Miłość, aż podda Mi się całkowicie, tak, że Moja Boska natura będzie mogła swobodnie  przenikać ludzką naturę, pochłaniając ją tak, że nie będzie widać różnicy. Jestem całkowicie posłuszny Ojcu, całkowicie uległy. To jest tak jak z przeszczepem narządów, aby organizm ich nie odrzucił muszą być zgodne- dawcy z biorcą. Tak samo i wy musicie się dopasować do Mnie. Choć Istota Boska, jako wyższa, zniża się do ludzkiej – niższej, to nie może się nią stać. Musicie się najpierw dostroić do Mnie, stać się posłusznymi i uległymi, abym mógł was tak przemienić, żeby Mój organizm nie odrzucił przeszczepu. Im większy upór człowieka, tym dłuższa droga. Wiesz, że wcale nie zwlekam, nie daję też prób, których nie pomagam pokonać. Wystarczy Mi tylko pragnienie, które okaże człowiek, aby Mnie pokochać tak jak Ja kocham, poświęci Mi czas, aby Mnie lepiej poznać, a Ja będę podsycał w nim ciekawość i gorliwość w poszukiwaniu, aż spotka Mnie na swojej drodze i zdziwi się jak jestem prosty, bliski, oddany, uległy. Nie wypuszczę go już ze swoich rąk wiążąc się z nim nierozerwalnym łańcuchem miłości. Kochaj Mnie maleńka, weź Moją słabość i nieś ją z pokorą, tak jak Ja to czynię.

 - Kocham Cię Jezu, bez Ciebie wszystko to byłoby nie do udźwignięcia dla mnie. Teraz widzę, że po mimo odczuwania słabości, Ty dajesz mi siłę.

 - Przytul się maleńka do Mojego serca, ono płonie z miłości do ciebie, chcę zanurzać cię w Sobie i odbierać twoje uwielbienie Mnie. Trwajmy tak zespoleni ze sobą na wieki. 


wtorek, 14 września 2021

Krzyż, cierpienie

 

Salvador Dali Chrystus św. Jana od Krzyża



 

Kilka fragmentów o cierpieniu i krzyżu z moich notatek.

 04.02.2017 r. 

Noszę w sobie rozżarzone serce. Stan ten jest dla mnie cierpieniem. Tęsknota, pragnienie Boga, miłości i brak ukojenia. Nie jestem opuszczona, On cały czas jest, mówi do mnie, ale nie przynosi pocieszenia. Sen nie daje wypoczynku, cały czas czuję tęsknotę i ten żar w sercu, który pali, piecze. Kiedy usiłuję myśleć o konkretnej sprawie, zawieszam się i nie mogę pójść dalej, nie „widzę” jasno, myśli krążą w kółko nie znajdując rozwiązania. 

- Boże, Ty nad wszystkim panujesz, Ty prowadzisz, chcę być uległa, posłuszna, cierpliwa. Nic innego nie mogę zrobić tylko czekać.

- Kochana moja, to są bardzo cenne chwile, których teraz nie rozumiesz, przynoszą wiele owoców.

19.04.2017

Jezus włączył się do mojego rozmyślania i zaczął mówić: - Tak maleńka, nie chcę, aby Mój krzyż przysłonił wam Moją miłość, wielką i nieskończoną. Cierpienie, które musiałem znosić było czymś skończonym, ono nie zbawiło żadnej duszy. To Moja miłość zbawia, jest źródłem miłosierdzia. Na ołtarzach całego świata w centrum jest Moja miłość, to Ona uwielbia Ojca, Ona was karmi i uświęca. Ci co się ze Mną jednoczą, robią to nie dzięki cierpieniu, ale miłości, ofiarnej, gotowej na wszystko. Cierpienie bez miłości jest nic nie warte. Nie krzyża szukajcie, ale Mojej miłości. Krzyż jest czymś nieuniknionym w życiu człowieka, dla każdego innym. Uczcie się go nosić z godnością, kiedy go niesiecie ze Mną jest zaprawiony słodyczą.

15.06.2017 r. 

Dostałam od Justyny link do konferencji ks. Dominika Chmielewskiego o sensie cierpienia, w której mówi o dobrowolnym przyjmowaniu cierpienia, pragnieniu współcierpienia z Jezusem, jak również krytykuje „ Ewangelię sukcesu” głoszoną przez protestantów. Też spotkałam się z tym o czym wspomina, że wybierają fragmenty z Biblii, które traktują jak obietnice Boże dla ich życia, te o pomyślności, uczą się ich na pamięć i nimi się modlą z takim przekonaniem, że to się dokona, bo Bóg staje za swoim słowem. 

Kiedy później zaczęłam zmawiać różaniec, moje myśli cały czas uciekały do tematu cierpienia. Przy ostatniej dziesiątce zobaczyłam obraz, jak krzyżyk od mojego różańca kieruje się do mojego łona i wchodzi w nie, odrzuciłam go, wtedy zaczęła do mnie mówić Maryja, abym poddała się temu co widzę. Jak to zrobiłam, zobaczyłam obraz mojego porodu, byłam w tej scenie. Wychodził ze mnie krzyż, na wysokości poprzecznej belki widziałam na nim główkę noworodka. Był to bardzo wyrazisty obraz, który kojarzę z cierpieniem matki, jako „ofiary” złączonej z krzyżem, która dając życie doświadcza różnego rodzaju zmartwień, bólu w trosce o swoje dziecko. Mówi również, że człowiek rodzi się na krzyżu, jest on nierozerwalną częścią jego życia, złączony z nim. Nie musi go szukać, cierpienie jest konsekwencją grzechu pierworodnego i czymś nieuniknionym na ziemi, dla każdego inne. Nie można odrzucić krzyża, trzeba z nim żyć i na nim umrzeć. Przyjąć cierpienie , to zaakceptować swoje życie. Kiedy mowa jest o pragnieniu cierpienia uważam, że można je pojąć tylko w połączeniu z coraz większym pragnieniem miłości, nie własnej, ale doskonałej – Bożej, bo one są nierozerwalne, im bardziej ktoś kocha ten bardziej cierpi, jest skłonny do ponoszenia większych ofiar. Nie sprawia ono przyjemności, jak masochiście, zaprawione słodyczą jest tylko z Bogiem, który jest Pocieszycielem, uzdalnia człowieka do takiej ofiary.

niedziela, 12 września 2021

Pan jest blisko! - Stefan Wyszyński

 


Plansza z plakatem Kard. Stefana Wyszyńskiego, z rorat z Małym Gościem Niedzielnym z 2019 roku, wisi u mnie w kościele do dziś... Nie było kolejnych ze względu na obostrzenia epidemiologiczne. W czerwcu  2020 r. miała być beatyfikacja, którą przełożono na nie wiadomo kiedy, a plakat został, czekał na beatyfikację Stefana Wyszyńskiego :) Dzisiaj, po mimo tego, że nie mogłam uczestniczyć w tym wydarzeniu, to myślami tam byłam... Wcześniej nie interesowałam się tą postacią. Znałam nazwisko, wiedziałam, że był prymasem Polski i nic więcej... Zaciekawiła mnie jego historia, ze względu na Jana Pawła II, którego też odkrywałam, a który stał mi się bliski nieco wcześniej... Zaczęłam wtedy czytać "Zapiski Więzienne", oglądać filmy na jego temat, które były w internecie, ale nie zwracałam się do niego osobiście w modlitwach... Był taki jeden dzień, w którym spojrzałam na jego wizerunek na plakacie a moje myśli i serce powędrowały w jego kierunku... Odczułam obecność, jego  radość ze spotkania, która później mi się udzieliła.
 
Notatka z tego dnia

07.02.2020 r., piątek 
Od rana boli mnie pięta, mam problemy z chodzeniem, każdy krok sprawia mi ból. Kuśtykam na Mszę Świętą. Nie wiem jak ustawić stopę, aby go zminimalizować, kiedy klęczę mam wrażenie, że boli mnie cała noga. Siedzę i staram się nie myśleć o bólu, rozmawiam z Jezusem, a raczej mówię do Niego o tym co mnie ostatnio dotyka, o swojej niepewności jak mam rozmawiać z ludźmi, aby nie czuli się urażeni moją krytyką, pominięci, żeby nie być dla nikogo powodem niezdrowej rywalizacji, albo wycofania. Pragnę nie tylko swojego rozwoju, ale również tych, którzy są obok mnie. Nie jestem doskonała, czuję się słaba, grzeszna, pragnę być podobna do Chrystusa, nie wydaje mi się to możliwe, przepraszam Go jeśli robię coś co się Jemu nie podoba, sama siebie osądzam w myślach, nie robi tego moje sumienie, ono mi nic nie wyrzuca. Chcę widzieć prawdę. Zerkam na planszę z wizerunkiem kard. Stefana Wyszyńskiego, mówię do niego:
 - Stefanie, bądź ze mną, wspieraj mnie.
 Słyszę odpowiedź, której się nie spodziewam.
 - Nareszcie, długo na to czekałem ( tyle czekałem na tę chwilę). 
Rozradowałam się jego radością. Ksiądz wyszedł odprawić Mszę a ja słyszałam jak Stefan mówi do mnie: 
- Nie chciej być inna niż jesteś, masz piękne wnętrze. Kto może się bardziej radować niż ty? Nie powiedział z czego, ale ja wiedziałam, w głowie przelatywały mi nawet nie słowa, ani obrazy, ale wszystko jednocześnie, całe moje wybranie. Wiedziałam, że to wielkie szczęście być wyróżnionym przez Boga, móc z Nim obcować, rozmawiać, kochać. Później zobaczyłam obraz jak Stefan stoi za moimi plecami. Ja miałam rozłożone ręce na boki, on podchodzi, łapie mnie za dłonie, czuję jak jego ciało przylega do moich pleców, oplata mnie od tyłu moimi rekami złączonymi z jego, nie puszcza, trzyma. Czuję w nim oparcie, moja głowa i plecy opierają się o jego sylwetkę, wysoką, silną. Nie widzę go, ale wiem, że jest. Jestem szczęśliwa, bezpieczna.
 
To niesamowite uczucie mieć tak potężną i silną osobowość za swoimi plecami i móc się na niej oprzeć, nie polecieć do tyłu, bo stoi tak blisko, że jest podporą, można iść tylko do przodu...
 
Po tym obrazie, który miałam zrobiłam taki nieudolny szkic, widziany od przodu, ale ja czułam go za placami i widziałam jakby od tyłu ... Śmieję się gdy na to patrzę :) 
 

 


środa, 8 września 2021

Kim dla mnie jest Maryja?

Fragment obrazu Botticelliego Madonna z dzieciątkiem i dwoma aniołami


 

         Dzisiaj obchodzone jest w Kościele święto Narodzenia Najświętszej Marii Panny, dlatego wiele  informacji o Maryi, jej roli  można znaleźć na różnych portalach katolickich. Czytając, zaczęłam zastanawiać się kim dla mnie jest Maryja, czy ja znam i rozumiem nauczanie Kościoła odnośnie Jej roli w dziele odkupienia. Jak nauczanie Kościoła ma się do wiedzy wiernych, praktyk pobożnościowych i przekazywania ich następnym pokoleniom... Chciałam podzielić się własnym doświadczeniem, dzięki któremu moje widzenie się zmieniło, a przez nie moja relacja z Maryją... 

Na początku moje patrzenie było wypaczone, ukształtowane przez pobożność ludową, na którą nakładały się też zaburzone relacje z własnym ojcem przez co Bóg, jako Ojciec, był dla mnie daleki i nieosiągalny, a Matka kochająca... Wiedzę miałam znikomą, nie zagłębiałam się w nią.  Maryja Matka Boża, Matka Kościoła, Królowa Nieba i Ziemi, Królowa Aniołów, Królowa Polski, Matka, którą Jezus dał nam również za Matkę... Pełna łask, szafarka łask,wspomożycielka wiernych, pośredniczka strapionych. "Matka, która wszystko rozumie, sercem ogarnia każdego z nas, Matka zobaczyć dobro w nas umie, Ona jest z nami w każdy czas" - wybrzmiewały we mnie słowa piosenki z dzieciństwa... Maryja była traktowana przeze mnie bardzo instrumentalnie... Jak miałam jakiś problem, to wiedziałam, że trzeba iść z tym do Matki, a najlepszym sposobem jest zmawianie różańca, wtedy to było handlowanie, ja Ci różaniec, a Ty mi łaskę. Przykładowo, męża zwolnili z pracy, to modliłam się na różańcu o dobrą pracę dla niego, kiedy ją dostał, to różaniec poszedł w odstawkę. Kiedyś prosiłam Maryję o to, aby przestały ropieć oczy mojego dziecka, pomyślałam, że powinnam zmówić litanię loretańską, więc to zrobiłam, na drugi dzień jego oczy były czyste...To mnie tylko utwierdziło, że Maryja jest skuteczna w działaniu, że jest i mnie słucha, pomimo tego, że z życiem sakramentalnym wtedy u mnie było różnie... Ze wszystkim biegałam do Matki, do momentu kiedy Jezus objawił mi swoją miłość, nikt inny nie był ważny, On jedyny Pan i Zbawiciel, jedyny pośrednik.Wtedy zaczęły się moje "problemy" z Maryją, zaczęłam więcej czytać, słuchać różnych konferencji księży, którzy polecali aby oddać się całkowicie Maryi, stać się Jej niewolnikiem, bo tylko przez Nią można zjednoczyć się z Jezusem, nie mogłam tego zrobić, bo cała się oddałam Jemu, Bogu. Jak mam być niewolnicą Maryi i wszystko robić przez Nią, gdy ja jestem cała Jezusa, nie rozumiałam tego zupełnie, przez co miałam wyrzuty sumienia, że nie kocham Maryi, nie taka jest moja relacja z Nią jak proponują księża... Kiedy zaczęłam słyszeć wewnętrzny głos, przychodziła też nauka, która rozjaśniała i te kwestie... Wkleję fragmenty kilku moich rozmów z Maryją, dla przykładu,  jak mi została przedstawiona Jej rola i jaka jest moja relacja z Nią dzisiaj.

09.10.2015

Przed Mszą Św. prosiłam Jezusa, aby pomógł mi kochać bardziej Jego Matkę. Wtedy usłyszałam, że mówi do mnie Maryja, że jesteśmy siostrami, w oczach Boga jesteśmy równe, że On nie ma względu na osoby, każdego kocha tak samo. Mówiła, że mnie kocha, że jest moją przyjaciółką.

To było niesamowite doświadczenie, odczuwania pokory Maryi, która przyszła mi powiedzieć, że kocha mnie jak siostrę. Zupełnie nie czułam jej majestatu, wielkości, ale coś takiego jakby to Ona mnie wywyższała, nie czułam się przy Niej mała, nieważna, ale naprawdę równa, kochana...

23.12.2016

Roraty, na których oddawaliśmy się na wyłączność Maryi. Moje serce nie było wstanie pójść za tymi słowami. Oddać się w niewolę, słuchać tylko Jej, kiedy ja oddaję się w niewolę Jemu – Bogu w Trójcy Jedynemu, było niemożliwym do wykonania. Traktuję Maryję jak siostrę, przyjaciółkę, z którą chcę budować Królestwo Boże. W spotkaniu z Nią odczuwam Jej wielką pokorę, tak jakby Ona wywyższała mnie, a sama się uniżała. Czuję jednak, że jestem na Nią zamknięta, nie ma między nami przepływu miłości. Chcę Ją kochać tak jak Jezus Ją kocha. Zaczęłam z Nią rozmawiać:

 - Maryjo, traktuję Cię jak siostrę, przyjaciółkę, czy potrzebuję widzieć w Tobie matkę?

 - Tak, człowiek potrzebuje wiedzieć, że ma we Mnie Matkę, potężną orędowniczkę, zatroskaną o każdego człowieka, walczącą o niego jak lwica broniąca młode. Relacje przyjacielskie i braterskie tak się nie kojarzą.

 Ten sam problem miałam czytając orędzia Stefano Gobbiego „ Do kapłanów umiłowanych synów Matki Bożej”. Jezus mi wtedy tłumaczył, że są różne drogi prowadzące do Niego, jedni trafiają przez Maryję, inni za pośrednictwem świętych, albo bezpośrednio podążając za Jezusem. Maryja nie robi niczego co jest niezgodne z wolą Bożą.

08.05.2018 r.

Uwielbiałam Boga. Byłam zakochana. Odczuwałam cały dzień Jego obecność, a także obecność Maryi ze mną. Nastąpił jakiś przełom w mojej relacji z Nią, doświadczam Jej miłości, wypełnia mnie sobą, kocham Ją i pragnę tej obecności, relacji głębokiej i zażyłej, jedności w okazywaniu uczuć i działaniu. Pragnęłam tego wcześniej, ale nie mogłam odczuć  sercem, teraz jakby Bóg pozwolił mi i Jej zbliżyć się do siebie. Teraz czuję, że Ona mnie kocha jak Jezusa, oddaje mi się cała i ja Ją kocham jak Jezusa (widząc w Niej Jego odbicie ) i jak Jezus swoją Matkę, a jednocześnie czuję w sobie Jej siostrzaną obecność, jakby była zespolona z moim ciałem. Kiedy zmawiałam różaniec poczułam wewnętrzne uniesienie, a na ciele mrowienie, gorąco na dłoniach, wtedy zapragnęłam zjednoczenia z Maryją, zaczęłam do Niej mówić kierowana przez Ducha Świętego : 

- O Maryjo, oddaję się Tobie cała, chcę połączyć się z Tobą nierozerwalnymi więzami miłości, chcę czuć Twoją miłość i dać Ci swoją. Nie opuszczaj mnie nigdy, chcę być z Tobą zjednoczona, bądź mi Matką, przyjaciółką, siostrą, chroń mnie, wspieraj, pomagaj. 

Poczułam jak wypełnia mnie miłość, słyszałam słowa: 

- Miłość, którą przekazuję jest miłością Bożą, sama z siebie nie umiem kochać, nikt z nas nie umie, łączy nas jedna miłość, tym większa im dusza bardziej oddana ( posłuszna) Bogu, tym więcej jej może przyjąć i tyle samo oddać ( przekazać) dalej. Jesteśmy jednością, zawsze jestem z tobą, bo zawsze jest z tobą Jezus. Moje serce zawsze jest przy Jego sercu. Bądź tego pewna. Wszystko robimy razem, ale jestem w ukryciu, pierwszeństwo należy się Jezusowi, to On prowadzi, Ja i inni święci jesteśmy tylko dla ciebie pomocą, całe niebo nosisz w sobie. Razem oddajemy Mu chwałę z tobą i przez ciebie. Wielbiąc Boga łączysz się z nami, miłość się rozszerza. W oczach Boga jesteśmy równi, stanowimy Jedno Jego ciało. Każdy święty jest godny czci, bo stanowi obraz Boży, jest Królewskim dzieckiem, ale nie zabiegamy o nią, pragniemy obdarzać was miłością i prowadzić do Boga. Jestem Królową, ale zdjęłam swoją koronę, aby być bliżej was moje dzieci, zawsze biegnę wam na pomoc, mój wzrok nie omija żadnego z was. Jestem Matką Bolesną i w tym cierpieniu zanoszę błagalne prośby do Mojego Syna za wami, znam każdą ranę, każdy ból, nie jestem obojętna na żadną łzę. Tulę was do swego serca zatroskanej Matki.

14.10.2018 r., niedziela

Koronka do Bożego miłosierdzia, później zmawialiśmy różaniec. Przy rozważaniu tajemnic Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i ukoronowania Jej na Królową nieba i ziemi zaczęłam się zastanawiać czy patrząc po ludzku nie widzimy Maryi jako tej, która jest jedyną ukoronowaną Królową nieba i ziemi, której służą wszyscy aniołowie, która jest pełna łask. Przychodziły mi na myśl wcześniejsze z Nią rozmowy i miałam takie wewnętrzne przekonanie, że nasz obraz nie jest prawdziwy, mamy w wyobraźni dwór królewski na ziemi, a rzeczywistość nieba wygląda inaczej. Słyszałam słowa:

 - W niebie nikt nie nosi koron, to jest obraz symboliczny. 

Opis ukoronowania Maryi pokazuje tylko to, że każdy kto dostąpi nieba, będzie „ukoronowany” tak jak Ona (otrzyma wieniec zwycięscy), każdy święty jest królewskim dzieckiem ( królem nieba i ziemi). Wydaje mi się, że nie tylko Maryja jest tą, która jest pełna łaski, że są święci, którzy świecą tym samym światłem co Ona w Bogu. Na pewno żyjąc na ziemi była jedynym stworzeniem pełnym łaski, doskonałym odbiciem Boga. Na czym zatem polega hierarchia w niebie? Przychodzi do mnie myśl, że na stopniu pokory jaką osiągnęło się na ziemi i tu Maryja jest najwyższym wzorem, stworzeniem doskonałym, Jej całkowite oddanie Bogu przekłada się na całkowite oddanie człowiekowi. Pokora ma wpływ na miłość, którą jest się napełnionym i możliwości jej oddawania. W kontakcie z Matką człowiek może czerpać w pełni z Miłości, „ czuje” Jej całkowite oddanie. Jest Ona zawsze otwarta na bliską relację z każdym człowiekiem. Gdzie relacja i miłość miedzy poszczególnymi świętymi mogą być o różnym stopniu nasilenia ( mówiąc po ludzku od grzeczności po przyjaźń aż do wielkiej miłości pełnej żaru i namiętności).

 

Dzisiaj mam takie poczucie, że jednocząc się z Jezusem, oddając Mu się całkowicie upodobniam się również do Maryi (w tym oddaniu). Dzięki Niej, przez analogię, mogę zrozumieć miłość Boga, Jego oddanie człowiekowi, Jego uległość, więź rodzinną, która nas łączy ze wszystkimi świętymi, własne powołanie. Ale to tylko poznanie rozumowe, doświadczalne dokonuje się przez Jezusa, przy udziale Ducha Świętego, który daje odczuć tę miłość i jedność, którą stanowimy... Nie pokazuję na Maryję, ale razem z Nią wskazuję na Jezusa, ideał, do którego dążymy. Nie trzymam Maryi za rękę jak dziecko, które jeszcze trzeba prowadzić, aby poznało Jezusa, bo to się dokonało... To Jezus później, prowadził mnie za rękę, pokazał mi Jego miłość do Maryi...  Wszystko to bardzo zawiłe, nasze deficyty miłości, płeć też mają wpływ na drogę, którą podążamy do świętości (zbawienia).

Wkleję też fragment tekstu, który przeczytałam na portalu   Wiara.pl ,  który bardzo dobrze porządkuje pewne kwestie, których ja kiedyś nie rozumiałam, przez co wydawało mi się, że mam " problem" z Maryją, że nie kocham Jej należycie... Ten tekst jest potwierdzeniem mojego przypadku, od Jezusa do Maryi... "W soborowej Konstytucji Dogmatycznej „Lumen gentium” czytamy: „Żadne bowiem stworzenie nie może być nigdy stawiane na równi ze Słowem Wcielonym i Odkupicielem”. Sobór wprowadza teologiczną kategorię uczestnictwa w pośrednictwie Chrystusa. Matka Boża jest o tyle pośredniczką, o ile uczestniczy w jedynym doskonałym pośrednictwie Chrystusa. Sobór Watykański II unika stawiania Maryi „pomiędzy”, tzn. pomiędzy nami a Chrystusem, ponieważ wiara katolicka naucza o bezpośrednich z Nim kontaktach. „Trzeba wiec strzec zasady o tej bezpośredniości – pisze o. Napiórkowski - i nie nadużywać hasła, że do Chrystusa idziemy tylko przez Maryję. My już jesteśmy w Chrystusie przez chrzest, przez miłość, przez wiarę. Każdy człowiek, każdy chrześcijanin ma bezpośredni dostęp do Chrystusa”. Niektórzy pojmują Maryję jako „wielki kamień pośrodku rzeki”. To błąd, bowiem taka teologia mnoży pośredników – im więcej kamieni, tym łatwiej sforsować rzekę. Idea „pośrednictwa” domaga się wielkiej ostrożności; być może dlatego Sobór „mówi o funkcji macierzyńskiej w tych miejscach, gdzie dotąd zwykło się mówić o maryjnym pośrednictwie”. O. Napiórkowski przypomina, że w teologicznym modelu pośrednictwa w Chrystusie mieści się hasło „Przez Jezusa do Maryi”, co oznacza, że każdy, kto autentycznie uwierzy w Chrystusa znajdzie Maryję, Jego i naszą Matkę, wzór życia chrześcijańskiego."