środa, 8 września 2021

Kim dla mnie jest Maryja?

Fragment obrazu Botticelliego Madonna z dzieciątkiem i dwoma aniołami


 

         Dzisiaj obchodzone jest w Kościele święto Narodzenia Najświętszej Marii Panny, dlatego wiele  informacji o Maryi, jej roli  można znaleźć na różnych portalach katolickich. Czytając, zaczęłam zastanawiać się kim dla mnie jest Maryja, czy ja znam i rozumiem nauczanie Kościoła odnośnie Jej roli w dziele odkupienia. Jak nauczanie Kościoła ma się do wiedzy wiernych, praktyk pobożnościowych i przekazywania ich następnym pokoleniom... Chciałam podzielić się własnym doświadczeniem, dzięki któremu moje widzenie się zmieniło, a przez nie moja relacja z Maryją... 

Na początku moje patrzenie było wypaczone, ukształtowane przez pobożność ludową, na którą nakładały się też zaburzone relacje z własnym ojcem przez co Bóg, jako Ojciec, był dla mnie daleki i nieosiągalny, a Matka kochająca... Wiedzę miałam znikomą, nie zagłębiałam się w nią.  Maryja Matka Boża, Matka Kościoła, Królowa Nieba i Ziemi, Królowa Aniołów, Królowa Polski, Matka, którą Jezus dał nam również za Matkę... Pełna łask, szafarka łask,wspomożycielka wiernych, pośredniczka strapionych. "Matka, która wszystko rozumie, sercem ogarnia każdego z nas, Matka zobaczyć dobro w nas umie, Ona jest z nami w każdy czas" - wybrzmiewały we mnie słowa piosenki z dzieciństwa... Maryja była traktowana przeze mnie bardzo instrumentalnie... Jak miałam jakiś problem, to wiedziałam, że trzeba iść z tym do Matki, a najlepszym sposobem jest zmawianie różańca, wtedy to było handlowanie, ja Ci różaniec, a Ty mi łaskę. Przykładowo, męża zwolnili z pracy, to modliłam się na różańcu o dobrą pracę dla niego, kiedy ją dostał, to różaniec poszedł w odstawkę. Kiedyś prosiłam Maryję o to, aby przestały ropieć oczy mojego dziecka, pomyślałam, że powinnam zmówić litanię loretańską, więc to zrobiłam, na drugi dzień jego oczy były czyste...To mnie tylko utwierdziło, że Maryja jest skuteczna w działaniu, że jest i mnie słucha, pomimo tego, że z życiem sakramentalnym wtedy u mnie było różnie... Ze wszystkim biegałam do Matki, do momentu kiedy Jezus objawił mi swoją miłość, nikt inny nie był ważny, On jedyny Pan i Zbawiciel, jedyny pośrednik.Wtedy zaczęły się moje "problemy" z Maryją, zaczęłam więcej czytać, słuchać różnych konferencji księży, którzy polecali aby oddać się całkowicie Maryi, stać się Jej niewolnikiem, bo tylko przez Nią można zjednoczyć się z Jezusem, nie mogłam tego zrobić, bo cała się oddałam Jemu, Bogu. Jak mam być niewolnicą Maryi i wszystko robić przez Nią, gdy ja jestem cała Jezusa, nie rozumiałam tego zupełnie, przez co miałam wyrzuty sumienia, że nie kocham Maryi, nie taka jest moja relacja z Nią jak proponują księża... Kiedy zaczęłam słyszeć wewnętrzny głos, przychodziła też nauka, która rozjaśniała i te kwestie... Wkleję fragmenty kilku moich rozmów z Maryją, dla przykładu,  jak mi została przedstawiona Jej rola i jaka jest moja relacja z Nią dzisiaj.

09.10.2015

Przed Mszą Św. prosiłam Jezusa, aby pomógł mi kochać bardziej Jego Matkę. Wtedy usłyszałam, że mówi do mnie Maryja, że jesteśmy siostrami, w oczach Boga jesteśmy równe, że On nie ma względu na osoby, każdego kocha tak samo. Mówiła, że mnie kocha, że jest moją przyjaciółką.

To było niesamowite doświadczenie, odczuwania pokory Maryi, która przyszła mi powiedzieć, że kocha mnie jak siostrę. Zupełnie nie czułam jej majestatu, wielkości, ale coś takiego jakby to Ona mnie wywyższała, nie czułam się przy Niej mała, nieważna, ale naprawdę równa, kochana...

23.12.2016

Roraty, na których oddawaliśmy się na wyłączność Maryi. Moje serce nie było wstanie pójść za tymi słowami. Oddać się w niewolę, słuchać tylko Jej, kiedy ja oddaję się w niewolę Jemu – Bogu w Trójcy Jedynemu, było niemożliwym do wykonania. Traktuję Maryję jak siostrę, przyjaciółkę, z którą chcę budować Królestwo Boże. W spotkaniu z Nią odczuwam Jej wielką pokorę, tak jakby Ona wywyższała mnie, a sama się uniżała. Czuję jednak, że jestem na Nią zamknięta, nie ma między nami przepływu miłości. Chcę Ją kochać tak jak Jezus Ją kocha. Zaczęłam z Nią rozmawiać:

 - Maryjo, traktuję Cię jak siostrę, przyjaciółkę, czy potrzebuję widzieć w Tobie matkę?

 - Tak, człowiek potrzebuje wiedzieć, że ma we Mnie Matkę, potężną orędowniczkę, zatroskaną o każdego człowieka, walczącą o niego jak lwica broniąca młode. Relacje przyjacielskie i braterskie tak się nie kojarzą.

 Ten sam problem miałam czytając orędzia Stefano Gobbiego „ Do kapłanów umiłowanych synów Matki Bożej”. Jezus mi wtedy tłumaczył, że są różne drogi prowadzące do Niego, jedni trafiają przez Maryję, inni za pośrednictwem świętych, albo bezpośrednio podążając za Jezusem. Maryja nie robi niczego co jest niezgodne z wolą Bożą.

08.05.2018 r.

Uwielbiałam Boga. Byłam zakochana. Odczuwałam cały dzień Jego obecność, a także obecność Maryi ze mną. Nastąpił jakiś przełom w mojej relacji z Nią, doświadczam Jej miłości, wypełnia mnie sobą, kocham Ją i pragnę tej obecności, relacji głębokiej i zażyłej, jedności w okazywaniu uczuć i działaniu. Pragnęłam tego wcześniej, ale nie mogłam odczuć  sercem, teraz jakby Bóg pozwolił mi i Jej zbliżyć się do siebie. Teraz czuję, że Ona mnie kocha jak Jezusa, oddaje mi się cała i ja Ją kocham jak Jezusa (widząc w Niej Jego odbicie ) i jak Jezus swoją Matkę, a jednocześnie czuję w sobie Jej siostrzaną obecność, jakby była zespolona z moim ciałem. Kiedy zmawiałam różaniec poczułam wewnętrzne uniesienie, a na ciele mrowienie, gorąco na dłoniach, wtedy zapragnęłam zjednoczenia z Maryją, zaczęłam do Niej mówić kierowana przez Ducha Świętego : 

- O Maryjo, oddaję się Tobie cała, chcę połączyć się z Tobą nierozerwalnymi więzami miłości, chcę czuć Twoją miłość i dać Ci swoją. Nie opuszczaj mnie nigdy, chcę być z Tobą zjednoczona, bądź mi Matką, przyjaciółką, siostrą, chroń mnie, wspieraj, pomagaj. 

Poczułam jak wypełnia mnie miłość, słyszałam słowa: 

- Miłość, którą przekazuję jest miłością Bożą, sama z siebie nie umiem kochać, nikt z nas nie umie, łączy nas jedna miłość, tym większa im dusza bardziej oddana ( posłuszna) Bogu, tym więcej jej może przyjąć i tyle samo oddać ( przekazać) dalej. Jesteśmy jednością, zawsze jestem z tobą, bo zawsze jest z tobą Jezus. Moje serce zawsze jest przy Jego sercu. Bądź tego pewna. Wszystko robimy razem, ale jestem w ukryciu, pierwszeństwo należy się Jezusowi, to On prowadzi, Ja i inni święci jesteśmy tylko dla ciebie pomocą, całe niebo nosisz w sobie. Razem oddajemy Mu chwałę z tobą i przez ciebie. Wielbiąc Boga łączysz się z nami, miłość się rozszerza. W oczach Boga jesteśmy równi, stanowimy Jedno Jego ciało. Każdy święty jest godny czci, bo stanowi obraz Boży, jest Królewskim dzieckiem, ale nie zabiegamy o nią, pragniemy obdarzać was miłością i prowadzić do Boga. Jestem Królową, ale zdjęłam swoją koronę, aby być bliżej was moje dzieci, zawsze biegnę wam na pomoc, mój wzrok nie omija żadnego z was. Jestem Matką Bolesną i w tym cierpieniu zanoszę błagalne prośby do Mojego Syna za wami, znam każdą ranę, każdy ból, nie jestem obojętna na żadną łzę. Tulę was do swego serca zatroskanej Matki.

14.10.2018 r., niedziela

Koronka do Bożego miłosierdzia, później zmawialiśmy różaniec. Przy rozważaniu tajemnic Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i ukoronowania Jej na Królową nieba i ziemi zaczęłam się zastanawiać czy patrząc po ludzku nie widzimy Maryi jako tej, która jest jedyną ukoronowaną Królową nieba i ziemi, której służą wszyscy aniołowie, która jest pełna łask. Przychodziły mi na myśl wcześniejsze z Nią rozmowy i miałam takie wewnętrzne przekonanie, że nasz obraz nie jest prawdziwy, mamy w wyobraźni dwór królewski na ziemi, a rzeczywistość nieba wygląda inaczej. Słyszałam słowa:

 - W niebie nikt nie nosi koron, to jest obraz symboliczny. 

Opis ukoronowania Maryi pokazuje tylko to, że każdy kto dostąpi nieba, będzie „ukoronowany” tak jak Ona (otrzyma wieniec zwycięscy), każdy święty jest królewskim dzieckiem ( królem nieba i ziemi). Wydaje mi się, że nie tylko Maryja jest tą, która jest pełna łaski, że są święci, którzy świecą tym samym światłem co Ona w Bogu. Na pewno żyjąc na ziemi była jedynym stworzeniem pełnym łaski, doskonałym odbiciem Boga. Na czym zatem polega hierarchia w niebie? Przychodzi do mnie myśl, że na stopniu pokory jaką osiągnęło się na ziemi i tu Maryja jest najwyższym wzorem, stworzeniem doskonałym, Jej całkowite oddanie Bogu przekłada się na całkowite oddanie człowiekowi. Pokora ma wpływ na miłość, którą jest się napełnionym i możliwości jej oddawania. W kontakcie z Matką człowiek może czerpać w pełni z Miłości, „ czuje” Jej całkowite oddanie. Jest Ona zawsze otwarta na bliską relację z każdym człowiekiem. Gdzie relacja i miłość miedzy poszczególnymi świętymi mogą być o różnym stopniu nasilenia ( mówiąc po ludzku od grzeczności po przyjaźń aż do wielkiej miłości pełnej żaru i namiętności).

 

Dzisiaj mam takie poczucie, że jednocząc się z Jezusem, oddając Mu się całkowicie upodobniam się również do Maryi (w tym oddaniu). Dzięki Niej, przez analogię, mogę zrozumieć miłość Boga, Jego oddanie człowiekowi, Jego uległość, więź rodzinną, która nas łączy ze wszystkimi świętymi, własne powołanie. Ale to tylko poznanie rozumowe, doświadczalne dokonuje się przez Jezusa, przy udziale Ducha Świętego, który daje odczuć tę miłość i jedność, którą stanowimy... Nie pokazuję na Maryję, ale razem z Nią wskazuję na Jezusa, ideał, do którego dążymy. Nie trzymam Maryi za rękę jak dziecko, które jeszcze trzeba prowadzić, aby poznało Jezusa, bo to się dokonało... To Jezus później, prowadził mnie za rękę, pokazał mi Jego miłość do Maryi...  Wszystko to bardzo zawiłe, nasze deficyty miłości, płeć też mają wpływ na drogę, którą podążamy do świętości (zbawienia).

Wkleję też fragment tekstu, który przeczytałam na portalu   Wiara.pl ,  który bardzo dobrze porządkuje pewne kwestie, których ja kiedyś nie rozumiałam, przez co wydawało mi się, że mam " problem" z Maryją, że nie kocham Jej należycie... Ten tekst jest potwierdzeniem mojego przypadku, od Jezusa do Maryi... "W soborowej Konstytucji Dogmatycznej „Lumen gentium” czytamy: „Żadne bowiem stworzenie nie może być nigdy stawiane na równi ze Słowem Wcielonym i Odkupicielem”. Sobór wprowadza teologiczną kategorię uczestnictwa w pośrednictwie Chrystusa. Matka Boża jest o tyle pośredniczką, o ile uczestniczy w jedynym doskonałym pośrednictwie Chrystusa. Sobór Watykański II unika stawiania Maryi „pomiędzy”, tzn. pomiędzy nami a Chrystusem, ponieważ wiara katolicka naucza o bezpośrednich z Nim kontaktach. „Trzeba wiec strzec zasady o tej bezpośredniości – pisze o. Napiórkowski - i nie nadużywać hasła, że do Chrystusa idziemy tylko przez Maryję. My już jesteśmy w Chrystusie przez chrzest, przez miłość, przez wiarę. Każdy człowiek, każdy chrześcijanin ma bezpośredni dostęp do Chrystusa”. Niektórzy pojmują Maryję jako „wielki kamień pośrodku rzeki”. To błąd, bowiem taka teologia mnoży pośredników – im więcej kamieni, tym łatwiej sforsować rzekę. Idea „pośrednictwa” domaga się wielkiej ostrożności; być może dlatego Sobór „mówi o funkcji macierzyńskiej w tych miejscach, gdzie dotąd zwykło się mówić o maryjnym pośrednictwie”. O. Napiórkowski przypomina, że w teologicznym modelu pośrednictwa w Chrystusie mieści się hasło „Przez Jezusa do Maryi”, co oznacza, że każdy, kto autentycznie uwierzy w Chrystusa znajdzie Maryję, Jego i naszą Matkę, wzór życia chrześcijańskiego."



 

 



niedziela, 5 września 2021

Pocałunek

👄💕👄

Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął go na bok, osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: «Effatha», to znaczy: Otwórz się! Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić. Mk 7, 32-35

Wielokrotnie czytałam tę Ewangelię, a dopiero dzisiaj, po wysłuchaniu jednego rozważania zwizualizowałam sobie tę scenę opisującą uzdrowienie głuchoniemego... Dotknął śliną języka, czyli co zrobił? Pocałował? Ale jak pocałował, dotykając językiem rozchylonych ust, czy języka? Czy może najpierw włożył palce do uszu, a potem wyjął np. jedną rękę, poślinił palce i włożył mu do ust i dotknął języka? To musiała być dosyć dziwnie wyglądająca scena.  Słyszałam wielokrotnie, że każdy gest Jezusa podczas uzdrawiania ma znaczenie symboliczne. Każda choroba odzwierciedla jakieś niedomaganie osoby w sferze duchowej... Jaka choroba duchowa mogła nękać tego nieszczęśnika? Głuchoniemy, jest całkowicie zamknięty na Boga, jak ma uwierzyć w Jezusa skoro nie słyszy słowa życia, nie widzi Jego dzieł, odbiera świat za pomocą innych zmysłów, dotyku, smaku, węchu... Jezus dostosowuje się do jego możliwości poznawczych ... Ktoś, kto nie widzi, ani nie słyszy miał możliwość odczuć Jezusa w sposób bardzo intymny. Czy w dzisiejszym świecie taki obraz wywołuje  zgorszenie?... Nie o tym jednak chciałam pisać, ale o pocałunku i jego symbolicznym znaczeniu w spotkaniu z Jezusem, który mi przyszedł na myśl po mojej porannej wizualizacji do wysłuchanego rozważania... Kilkakrotnie miałam taki obraz, który albo wskazywał na język, albo wręcz był pocałunkiem, a raz nawet z wypuszczeniem śliny na mój język jednej osoby. Połknięcie czyichś płynów ustrojowych  rozumiałam jako przyzwolenie na intymność, duchowe zjednoczenie, które może się dokonać dzięki mojej uległości... Wkleję fragmenty z moich zapisków, które dotyczą obrazów z pocałunkiem... Nie wiem czy komuś się to przyda, ale Jezus mówi do nas również dziś w sposób, który jest dla nas zrozumiały, posługuje się symbolami, nie trzeba się gorszyć. Piszę to z myślą o duszach postępujących w rozwoju, które mogą mieć takie obrazy, aby się ich nie bały.

 

 30.05.2015 r.

Tu pokazywał mi czym jest Komunia duchowa


Jezus powiedział, że chce mnie pocałować i abym rozchyliła usta i wysunęła język. Kiedy to zrobiłam, powiedział, że zawsze mnie całuje podczas Komunii, kiedy przyjmuję na język Jego ciało. Dzisiaj nie byłam na Mszy Św., więc daje mi Je osobiście. Wtedy przeszył mnie dreszcz od języka do stóp i uczucie miłości, rozkoszy, które napływało falami. Powiedział, że zawsze , kiedy nie będę mogła być na Mszy, będę mogła Go przyjmować w ten sposób.

 

01.02.2017 r.
Kiedyś pytałam jak mam współpracować z Duchem Świętym, wtedy widziałam obraz, a jednocześnie to czułam, jak Boży palec, wskazujący, wchodzi do moich ust i dotyka języka. Zrozumiałam, że muszę wypowiedzieć co Duch ma czynić. Przypomina mi się jak ojciec Andrzej, na spotkaniu przyzywa Ducha Świętego, każe Mu mówić do nas , a ja czuję jak On spoczywa na mnie, pobudza serce, napływają myśli, które jakby wyrywały się, aby je wypowiedzieć. Kiedy nie ma ojca Andrzeja i nasz lider wzywa Ducha Świętego, nie czuję tej mocy. Myślę, że kapłani mają ten przywilej bycia Chrystusem, niezależnie od stopnia rozwoju duchowego, potrzebują jednak wiary w to, że Jego Moc jest z nimi. On chce ich świętości, zawsze chciał. Mam takie przeświadczenie, że w czasach, które nadchodzą potrzeba będzie doskonałości, aby być wiarygodnym świadkiem Jezusa , aby nie być bezbronnym wobec mocy ciemności. Potrzeba wzroku, który sięga głębiej, przenika dusze, potrzeba doskonałej miłości, aby zmieniać rzeczywistość, żeby świat nie miał nic do zaoferowania, bo Obcowanie z Bogiem zaspokaja wszelkie pragnienia człowieka. Myślę, że Jezus w ten sposób chce przygotować nas na powtórne Swoje przyjście, które ma być Zjednoczeniem z Nim. 

Tak sobie myślę, że większość ludzi wierzących w Jezusa idzie do Niego drogą miłości zwykłej, wypełniając przykazania Boże, sprawując obrzędy religijne i nie jest to zła droga, takie minimum dla osiągnięcia zbawienia.

 

24.06.2017 r.

Wiadomość, którą kazał mi przekazać jednemu księdzu, ale ona jest tak samo aktualna dla każdego innego.

„ Jesteś Mój ............. , składam na twoich ustach pocałunek miłości. Mój język dotyka twojego, aby stał się Mi podporządkowany. Wkładam w twoje usta słowa miłości, aby żar twojego serca mógł zostać ujawniony, wydostać się na powierzchnię. Rozchyl usta, przyjmij to dotknięcie Ducha Świętego, ofiaruj Mi swój pocałunek, złącz swój język z Moim. Chrystus to ty, nie zapominaj o tym.”

 


 


wtorek, 31 sierpnia 2021

Wspomnienia

       Czytałam dzisiaj rozważanie ks. Romana Stafina, na portalu Wiara.pl, na temat modlitwy "Ojcze nasz"... Był w nich fragment historii św.Teresy z Lisieux, która wspominała swojego ojca. Autor proponował, aby zastanowić się:"Czego nauczyłem się od mojego ojca? Czy pielęgnuję te wartości?A jeśli jestem ojcem, czy moje dzieci poznają przeze mnie dobroć i miłość Boga Ojca? Niech razem z tymi myślami popłynie do nieba modlitwa Ojcze nasz, odmawiana w czasie najbliższej Mszy Świętej."

... Starałam się poszukać wartości, które warto pielęgnować i nic mi do głowy nie przychodziło pozytywnego... Nie znałam mojego ojca, rozwiódł się z moją mamą, gdy miałam dwa lata, widziałam go kilka razy w życiu, więc jaką naukę mogłam wynieść, chyba o słabości ludzkiej, o grzechu, o zadrze, która w sercu tkwiła... A jednak jest coś o czym warto pamiętać i pielęgnować w życiu... Skruchę i prośbę o wybaczenie... Zmarł dosyć młodo, mając 48 lat, nie chciałam jechać na pogrzeb, ale za namową mojego chłopaka, pojechałam i tam usłyszałam bardzo ważne dla mnie słowa, które wypowiedział ksiądz w jego imieniu, że rozmawiał z nim przed śmiercią i prosi swoją córkę o wybaczenie, że go nie było w jej życiu... To był głos jak zza grobu, który dotykał mojego serca, a jednocześnie stał się dużo później ważnym elementem w procesie mojego uzdrowienia... Kiedy po latach Bóg, jako Ojciec, w końcu przebił się do mnie ze swoją miłością zrozumiałam, że samo przebaczenie to za mało, aby pójść dalej, potrzebuję kochać mojego ojca, aby kiedyś móc stanąć z nim twarzą w twarz w Niebie. Tylko sam Bóg mógł tego dokonać i zrobił to, nie od razu, ale po trzech latach trwania przy Nim. Będąc na rekolekcjach w Murzasichle miałam sen, w którym spotkałam mojego tatę w kościele przy wybijającym z posadzki źródełku. Rozmawialiśmy o wypływającej wodzie, że jest zdatna do picia, po czym on odszedł na bok i patrzył na mnie błagalnym wzrokiem jakby nie śmiał do mnie się zbliżyć. Rozwarłam wtedy przed nim ramiona w zapraszającym geście mówiąc, że mu wybaczyłam. Objęłam go, a on wtulił się we mnie i płakał. Nic nie mówiliśmy, a ja czułam jego miłość do mnie i sama czułam, że go kocham. Uczucie to pozostaje we mnie do dziś.❤... Nigdy nie jest za późno, aby prosić o wybaczenie, gdy człowiek nawróci się do Boga to i z zaświatów możliwe staje się pojednanie....❤ 

Ojcze nasz, któryś jest w niebie, święć się Imię Twoje.

Przyjdź Królestwo Twoje. Bądź wola Twoja, jako w niebie, tak i na ziemi…. – wypełnia się w nas❤

niedziela, 29 sierpnia 2021

Życie duchowne św. Józef Pelczar

Dwa dni temu mój proboszcz przysłał mi link do książki : ŻYCIE DUCHOWNE CZYLI
DOSKONAŁOŚĆ CHRZEŚCIJAŃSKA
WEDŁUG
NAJCELNIEJSZYCH MISTRZÓW DUCHOWNYCH
Ks. JÓZEFA PELCZARA
Często powtarza, że zanegowaliśmy w Kościele to co niesie ze sobą tradycja, a nie daliśmy nic w zamian, na czym można by się oprzeć , co prowadziłoby do świętości... Czy tak jest rzeczywiście?
Wklejam fragment i link, może ktoś będzie zainteresowany ❤️
 
"O gdyby ludzie zrozumieli, co jest warunkiem ich szczęścia,
wtenczas nawet w szacie żebraka czuliby się szczęśliwymi. Uczony i pobożny Jan Tauler przez długi czas, bo przez ośm lat, gorąco się
modlił, aby mu Bóg zesłał mistrza biegłego w życiu duchownem. Pewnego poranku słyszy głos wewnętrzny: Idź do
kościoła, a znajdziesz tego, kogo szukasz. Tauler pospieszył natychmiast do kościoła i spostrzegł u bramy żebraka w łachmanach. „Dzień dobry przyjacielu", rzecze do niego. „Nie przypominam sobie, mój mistrzu — odrzekł żebrak — abym miał kiedy
dzień zły." „A więc szczęść ci Boże." „Dziękuję za dobre życzenie, lecz ja nie byłem nigdy nieszczęśliwy." „Niech cię Bóg
błogosławi, mój drogi, lecz mów, proszę nieco jaśniej, bo ja cię
nie rozumiem." „Bardzo chętnie — odrzekł żebrak powiedziałeś mi najprzód: dzień dobry, a ja odrzekłem, iż nie miałem
nigdy dnia złego; — i słusznie, bo gdy głód cierpię, chwalę Boga , — gdy mi zimno, chwalę Boga, — gdy słońce świeci, lub
burza wyje, chwalę Boga, gdy mi podadzą jałmużnę, lub za drzwi
mię wytrącą, zawsze chwalę Boga. Życzyłeś mi dalej szczęścia,
a ja odpowiedziałem, że nie byłem nigdy nieszczęśliwy; — i znowu
słusznie, bo przyzwyczaiłem się pragnąć tego tylko, czego Bóg
pragnie; ztąd cokolwiek mi się zdarza, czy miłe, czy przykre,
przyjmuję z radością jako dar najlepszy, który mi ręka Boża podaje." „Dobrze, mój przyjacielu — odrzekł Tauler — a cóż by
się stało z twoim pokojem, gdyby cię Bóg chciał potępić?" „Gdyby mię Bóg chciał potępić, mam dwa ramiona, aby się Go uchwycie; ramieniem lewem — a tern jest pokora — objąłbym Jego
Człowieczeństwo, ramieniem prawem — a tern jest miłość —' objąłbym Jego Bóstwo, i trzymałbym się tak silnie, że gdyby mnie
chciał w piekło wtrącić, musiałby razem ze mną zstąpić; wtenczas zaś byłoby dla mnie stokroć większem szczęściem być w piekle z Panem , aniżeli w niebie bez Niego." „Zkąd ty idziesz?"
pyta teolog zdziwiony. „Idę od Boga." „Gdzie Go znalazłeś?"
„Tam , gdzie zgubiłem siebie i stworzenia." „Gdzież jest Bóg?"
„W sercach li czystych i w ludziach dobrej woli." „Kto ty jesteś?"
pyta dalej Tauler. „Ja jestem królem." „Gdzie jest twoje królestwo?" „W mojej duszy, w której nad żądzami panuje rozum,
nad rozumem Bóg." „Zkąd nabyłeś takiej mądrości ?" „Z milczenia, — milczałem wobec ludzi, ale za to rozmawiałem często
z Bogiem." „Zkąd nabyłeś takiego szczęścia i pokoju?" „Ztąd,
iż nie mogąc znaleść szczęścia w stworzeniach, szukałem go w Bogu i znalazłem" ').
Z tego zgadzania się z wolą Bożą płynie zasługa i chwała
nasza. Im większą jest ofiara ze strony naszej, tein większą nagroda ze strony Bożej; lecz czyliż może być większa ofiara nad
wyrzeczenie się swej woli? Mówi św. Jan Chryzostom, że Jobowemi słowy: „Jako się Panu upodobało, tak się stało: niech będzie imię Pańskie błogosławione“ *) — więcej zasłużył, niżeli
wszystkiemi jałmużnami i dobrymi uczynkami całego życia. Bóg
też podobną ofiarę hojnie nagradza, ho duszy zupełnie poddanej
udziela się w pełności i wielkie rzeczy w niej czyni, jako zapewnił św. Gertrudę: „Kto chce, żebym do niego przyszedł, i w sercu jego mieszkanie założył, winien mi oddać klucz woli własnej,
lecz tak , aby go więcej nie odbierał". A jako im glina jest giętszą, tern doskonalsze lepi z niej garncarz naczynie: tak im wola
ludzka jest posłuszniejszą, tern świetniejsze tworzy Pan z niej naczynie łaski: bo właśnie takich dusz szuka, które by Mu się oddały całkowicie i tego oddania się pragnie, by rozpocząć swe
działanie. Patrz na Szawła, jadącego do Damaszku, by tępić
sługi Chrystusa Pana, — zaledwie oświecony Jego łaską, zawołał: „Panie, co chcesz, abym czynił ?“ — a już go Pan ogłasza naczyniem wybranem i Apostołem narodów. Patrz również na Najś.
Pannę; zaledwie rzekła do Anioła: „Oto ja służebnica Pańska,
niech mi się stanie według sława twego“ *) — a natychmiast staje
się Matką Słowa wcielonego. Podobnie gdy i ty się oddasz doskonale woli Bożej, staniesz się niejako matką Chrystusa w swej
duszy.
Ztąd płynie doskonałość nasza. Jako już widzieliśmy, istota
doskonałości zależy na doskonałej miłości, istota zaś miłości zależy na doskonałem zgadzaniu się z wolą Bożą, a więc ten tylko
jest doskonałym , kto doskonale z wolą Bożą się zgadza. Zapewnia o tern sam Zbawiciel, którego całe życie czemże było , jeżeli
nie doskonałem poddaniem się woli Bożej. Potwierdzają to Święci: „Doskonałość zawisła na jednej tylko rzeczy, to jest, na spełnieniu woli Bożej, Pan bowiem mówi, iż aby być doskonałym,
potrzeba zaprzeć się siebie, wziąść krzyż i naśladować Go; lecz
któż to lepiej spełnia nad tego, który się stara zawsze czynić wolę
Bożą, a nigdy nie czyni woli własnej? Patrz więc, jak mało ci
potrzeba, abyś stał się świętym; — „nic innego nad to, abyś
w każdej sposobności tego chciał, czego Bóg chce" To poddanie się doskonałe woli Bożej spraw i, że wszystko stanie się pożytecznem twej duszy, wszystko posłuży do jej uświęcenia, że
„nawet ze skały wyciśniesz miód, a oliwę z twardej opoki" ; ono
cię ustrzeże od grzechu i ubogaci w cnoty; ono aureolą świętości
opromieni każdą chwilę twego życia.
Ta jest również droga najprostsza do zjednoczenia się z Bogiem; kto bowiem z wolą Bożą się zgadza, ten wedle słów św.
Bonawentury po nad stworzenia się wznosi i jakby lotem orła aż
do nieba Trójcy Przenajśw. się w zbija, a nawet jedno z Bogiem
się staje. „Łudzą się zatem dusze, które sądzą, że zjednoczenie
się z Bogiem polega na zachwytach, porywach i niebieskich pociechach, gdy ono zależy jedynie na poddaniu woli naszej pod
wolę Bożą, — a to poddanie się jest wtenczas doskonałe, gdy
wola nasza od wszelkiego przywiązania do rzeczy ziemskich oswobodzona, kieruje się zawsze i wszędzie tylko wolą Bożą" .
Chceszli tedy doskonale zjednoczyć się z Bogiem, oddaj Mu swoją
wolę całkowicie, wtenczas będziesz żył Jego życiem , a raczej On
sam będzie żył w tobie.
Wreszcie zgadzanie się z wolą Bożą zapewnia nam niebo.
Jako sternik za pomocą steru kieruje okrętem i mimo wiatrów
przeciwnych wprowadza go do portu: tak Bóg duszę, posłuszną
Jego woli, pomimo pokus i przeciwności prowadzi w życiu i wprowadza do nieba. Na kupienie bowiem nieba, — mówi św. Augustyn — niema innej ceny tylko ty sam; — oddaj więc siebie,
a otrzymasz niebo. A im doskonalej się oddasz, tern wyższy będzie stopień twej chwały w niebie.
Sądzę teraz, że po tylu dowodach i obietnicach chętnie poddasz swą wolę woli Bożej; — lecz jakże to uczynić?"
 
 

 

sobota, 28 sierpnia 2021

Św. Augustyn

 

 

Późno Cię umiłowałem

Późno Cię umiłowałem,
Piękności tak dawna, a tak nowa,
późno Cię umiłowałem.

W głębi duszy byłaś,
a ja się po świecie błąkałem i tam szukałem Ciebie,
bezładnie chwytając rzeczy piękne, które stworzyłaś.
Ze mną byłaś, a ja nie byłem z Tobą.

One mnie więziły z dala od Ciebie
– rzeczy, które by nie istniały, gdyby w Tobie nie były.

Zawołałaś, krzyknęłaś,
rozdarłaś głuchotę moją.
Zabłysnęłaś, zajaśniałaś jak błyskawica,
rozświetliłaś ślepotę moją.

Rozlałaś woń, odetchnąłem nią
– i oto dyszę pragnieniem Ciebie.
Skosztowałem – i oto głodny jestem, i łaknę.
Dotknęłaś mnie – i zapłonąłem tęsknotą za pokojem Twoim.

(…)

Jakże wielki jesteś, Panie. Jakże godzien, by Cię sławić.
Wspaniała Twoja moc. Mądrości Twojej nikt nie zmierzy.
Pragnie Cię sławić człowiek, cząsteczka tego, co stworzyłeś (…).

Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie.
I niespokojne jest serce nasze,
dopóki w Tobie nie spocznie.

Któż mi da spoczynek w Tobie?
Kto sprawi, że wnikniesz w serce moje, że je upoisz?
Niechbym zapomniał o niedolach moich
i tak przycisnął do piersi jedyne moje dobro, Ciebie…

Czymże Ty jesteś dla mnie?
O, sprawić racz, żebym to umiał wyrazić.
Ach, Panie Boże mój, ulituj się nade mną
i objaw mi, czym jesteś dla mnie.

Powiedz duszy mojej: „Zbawieniem twoim jestem”.
Tak powiedz, abym usłyszał.
Czeka na Twój głos dusza moja, przemów do niej,
powiedz duszy mojej: „Zbawieniem twoim jestem”.

Pobiegnę za tym głosem,
pochwycę Ciebie, Panie!

Święty Augustyn, „Wyznania”

Dzisiaj wspomnienie świętego Augustyna i ja przywołuję z pamięci wyjątkowe spotkanie z tym świętym, w głębokości mojej duszy. 

Wyszperałam z notatek, które wtedy zrobiłam. 

 Czytałam „ Wyznania” św. Augustyna, fragment, który mówił o jego przywiązaniu do tego co cielesne, o pożądliwości, jak trudne wydawało mu się zrezygnowanie z dotyku kobiety. Wtedy usłyszałam wewnętrzny głos, zaczął do mnie mówić Augustyn,  że okropnie traktował kobiety, przedmiotowo, pozbawiał je czci, nie szanował, a teraz składa mi hołd, kobiecie, a to co odczuwam to cała jego miłość do kobiety, Boża miłość, zachwyca się pięknem kobiety. Mówił też, że powściąganie zmysłów cielesnego człowieka przenosi go na wyżyny życia duchowego. Całkowite oderwanie się od tego co cielesne musi nastąpić, aby połączyć się z Bogiem, z Czystym Duchem, aby zakosztować wolności, poznać prawdziwą Miłość. Nie jesteśmy pozbawieni miłości do siebie nawzajem. Nie zapomniał jak smakuje kobieta, teraz zna głębię tego smaku, nie wypływa ona z pożądliwości, bo tam ( w niebie) jej nie ma, ale z czystej miłości. Następnego dnia był cały czas ze mną, czułam jego obecność, uczył:  " Wiesz dlaczego możemy być sobie tak bliscy, dlaczego czujesz w ten sposób moją miłość? Dlatego, że mnie poznałaś i możesz w wyobraźni utworzyć mój obraz. Pomogła ci w tym moja szczerość, otwartość, pełne oddanie siebie innym. Będąc w ciele wszelkie poznanie dokonuje się za pomocą zmysłów."... 

Nie nawiążemy relacji z kimś kogo nie znamy, nic o nim nie wiemy... Żeby święci mogli być obecni w naszym życiu musimy ich poznać, rozmawiać z nimi, modlić się za ich wstawiennictwem, żeby nie byli bezrobotni.

wtorek, 17 sierpnia 2021

Adoracja Najświętszego Sakramentu


Kościół NMP Różańcowej w Radwanicach

Byłam zmęczona, kiedy przyszłam do kościoła, były tam cztery osoby, czułam jakieś wewnętrzne napięcie, nie umiałam się skupić, pragnęłam samotności. Robiłam sobie wyrzuty, że jestem egoistką, powinnam się cieszyć, że inni chcą przebywać z Jezusem. Prosiłam Go, aby umieścił mnie w jakimś miejscu mojego wnętrza, gdzie będę mogła być z Nim sama bez zważania na otoczenie, że kiedy żył na ziemi również uciekał od ludzi, aby spotkać się z Ojcem. Przychodziły chwile skupienia i rozproszenia , dopiero kiedy inni wyszli, a około 4- tej nad ranem, przyszła jedna pani  i zostałam z nią sama, jakby zmieniła się atmosfera w kościele, nie zakłócała ona  sobą mojej przestrzeni, dobrze się z nią czułam, wtedy zaczęła płynąć modlitwa prosto z mojego wnętrza, którą zapisałam. Choć było to ponad dwa lata temu to dzisiaj przyszła mi na myśl, jestem jakby pusta w środku, potrzebuję wsparcia Jezusa, aby móc spotkać się z Nim  w ciszy mojego serca.

 Najdroższy mój, Miłości moja, bez Twojej pomocy nie umiem się modlić, moje serce jest zimne, umysł zmącony ( otępiały). Wiem, że tu jesteś, i że we mnie jesteś, że mnie kochasz i ja Cię kocham, ale w relacji naszej nie ma żaru, który przyciąga do siebie serca. Rozpal mnie Jezu, uczyń moje serce gorącym, niech płonie niegasnącą miłością ku Tobie. Opanuj moje myśli, wypełnij wyobraźnię abym mogła spotkać się z Tobą w głębokości mojej duszy. Przytul mnie, bo czuję się samotna dzisiaj, choć z Tobą. 

O mój Jezu, uwielbiam Cię, Ty wnosisz radość do mojego życia, jestem szczęśliwa. Bez Ciebie to co mnie przytłacza byłoby nie do zniesienia, Ty mi dajesz pokój, tak cenny dar. Dziękuję Ci Jezu

czwartek, 5 sierpnia 2021

Święty Józefie...

 

 

 


Święty Józefie, opiekunie Jezusa, Maryi i mój opiekunie.
Ty, który widząc radość niebiańską swojej Małżonki, sam doświadczałeś burz, nawałnic, trudów niemożliwych do pokonania o własnych siłach, bez wsparcia z Wysoka. Ty, pokorny, wierny, mądry, posłuszny przyjdź z pomocą tym wszystkim, których noszę w swoim sercu, a szczególnie kapłanom. Prowadź ich w drodze ku świętości, wspomagaj w pracy, uproś wszelkie niezbędne łaski w pokonywaniu trudów życia. Pomagaj widzieć rozwiązanie tam , gdzie po ludzku wydaje się, że nic nie można zrobić, poślij pomocników, daj wytchnienie, aby mogli cieszyć się również darami nieba: pokojem, radością, miłością...
Wstawiaj się za nami wszystkimi...