czwartek, 28 lipca 2022

Z Raju do wieczności

 


"Słowo, które Pan oznajmił Jeremiaszowi: «Wstań i zejdź do domu garncarza; tam usłyszysz moje słowa».  Zstąpiłem więc do domu garncarza, on zaś pracował właśnie przy kole. Jeżeli naczynie, które wyrabiał, uległo zniekształceniu, jak to się zdarza z gliną w ręku garncarza, wyrabiał z niego inne naczynie, jak tylko podobało się garncarzowi. Wtedy Pan skierował do mnie następujące słowo: «Czy nie mogę postąpić z wami, domu Izraela, jak ten garncarz? - wyrocznia Pana. Oto bowiem jak glina w ręku garncarza, tak jesteście wy, domu Izraela, w moim ręku."


Moje przemyślenia na koniec dnia, po różnych lekturach, nauczaniach, refleksjach, toczyły się wokół  życia wiecznego, raju, zjednoczenia z Bogiem...

Jeden ksiądz zwrócił moją uwagę na fragment z dzisiejszego pierwszego czytania, że Bóg przyrównując się do garncarza, stawia siebie jako tego, któremu, może nie wyjść naczynie, które tworzy... Jednak ma On tę moc, aby zacząć lepić od nowa, zrobić coś dobrego, ale innego...

Taka właśnie jest historia człowieka, naczynie zostało zniekształcone, nieposłuszeństwo pierwszych ludzi zaburzyło cały porządek we wszechświecie, natura ludzka została skażona, a Garncarz z tego co zostało zniszczone, ciągle lepi inne naczynia... Chcielibyśmy szybko osiągnąć zadowalający efekt końcowy, ale na uformowanie doskonałego człowieka, potrzeba czasu, poddania się gliny zręcznym palcom Garncarza...

Dzisiaj zadał mi ksiądz pytanie na Mszy co jest potrzebne w małżeństwie, aby się uświęcać... 

Odpowiedziałam, że bez Boga jest to niemożliwe, dlatego potrzebne jest życie sakramentalne małżonków, karmienie się Ciałem Chrystusa, które ma moc uświęcania... 

- Nie przekonała mnie pani do małżeństwa tą odpowiedzią - odpowiedział.

- Bo,  księdza Jezus pociągnął do kapłaństwa...

On uważał, że do uświęcenia potrzebna jest pokora... Bo Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje...

I jedno i drugie jest prawdziwe... Bez życia sakramentalnego nie ma pokory, jeśli się wierzy w nauczanie Jezusa...

Pod wpływem innych nauczań, w których było o życiu wiecznym, raju wygrzebałam z moich zapisków pewne treści, które rozważałam...

wkleję niżej, może posłużą komuś innemu do rozmyślań... 

Refleksja na temat przekazywania dzieciom pewnych podstawowych prawd, zasad, których mają się trzymać w życiu, aby iść właściwą drogą. Wynikała z mojej troski rodzica w czasach niepewnych,,, uważałam , że słowo, które do mnie przyszło, było tym najbardziej użytecznym na dany czas...Człowiek potrzebuje poruszać się w jakichś ramach, mieć do czego się odnieść, a nie tylko wiedzieć, że Bóg jest miłosierny... Bezsprzecznie jest i o tym cały czas ich przekonuję, że jest Miłością miłosierną, że żaden grzech nie jest wstanie Go zrazić, nigdy nie odepchnie człowieka, który szuka u Niego ratunku. Dla mnie ważne jest, abyśmy kiedyś całą rodziną spotkali się w Niebie... 

Jest to takie minimum, które na ten czas mogłam im przekazać, ale zaproszeni jesteśmy do czegoś więcej, do życia w zjednoczeniu z Bogiem w miłości i tu już są różne poziomy tego zjednoczenia... Szczytem dla mnie osiągalnym na ziemi jest zjednoczenie w miłości oblubieńczej, uważam, że  ta miłość, sprawia, że człowiek nie podlega pod sąd, omija czyściec, jest to bezpośrednia droga do nieba... 

12.04.2020 r., niedziela 

Zmartwychwstanie Pańskie 

Nie jest to dla mnie czas świętowania, wirtualny Kościół, wirtualna Liturgia, komunia duchowa dla większości wiernych. W Polsce możliwość uczestniczenia we Mszy max 5 osób. Czuję smutek, przygnębienie. To nie są święta, do świętowania potrzebna jest wspólnota, bliskość drugiego człowieka. To jest żałoba, płaczę, a Chrystus ze mną. Troska o ciało przewyższa troskę o ducha, rozum bierze górę nad sercem, wiarą, zwycięża pozorne dobro. Wszystko można sobie wytłumaczyć, żeby się dobrze poczuć. Rozmawiając z jedną osobą, osiemdziesięcioletnią, która chodziła codziennie do kościoła, nie mogła spędzić dnia bez Eucharystii, Komunii świętej, teraz ponad miesiąc siedzi w domu, nawet na zakupy nie chodzi, bo się boi, że zachoruje i umrze. Stwierdziła, że Msze święte, które ogląda w telewizji codziennie, a nawet kilka razy dziennie dają jej więcej niż jak była w kościele. Teraz czuje bliskość Jezusa, może się skupić i więcej korzysta przyjmując komunię duchową niż sakramentalną. 

 Komunia Sakramentalna to nie to samo co duchowa!!! Nie można ulegać odczuciom, dobremu samopoczuciu, tak karmią się protestanci, często emocje mylą z Bożą obecnością. Chrystus zmartwychwstał i zostawił nam siebie pod postacią Chleba Eucharystycznego, ten Chleb daje życie wieczne. Teraz karmią się kapłani, a wierni przyglądają się przed telewizorem. Chrystus cierpi w swoim ludzie, na pewno we mnie, przenika mnie ból. Wieczorem siedziałam sama przy stole, wznosiłam myśli do Boga, odnośnie tej sytuacji, w której znalazł się świat , co robić, co będzie dalej, jak rozpoznawać znaki. W telefonie mam aplikację Namiot Spotkania, w której losuje się fragment z Pisma Świętego do rozważania, wylosowałam Księgę Powtórzonego Prawa 5, 23-33, zaczęłam czytać, sięgnęłam do fragmentu, który był wyżej i dziwiłam się, że jest to odpowiedź na moje wcześniejsze pytania. Rozdział ten zaczyna się od przykazań danych Mojżeszowi przez Boga, staje się on pośrednikiem, przekazuje ludowi wszelkie Jego polecenia, prawa i nakazy jakich ma ich nauczyć. Jeśli będą wypełniali Boże przykazania, szli drogą wyznaczoną przez Boga to będzie się im dobrze powodziło i ich synom na wieki. To jest odwieczna rada i nakaz dla dzieci Bożych. Widzę, że świat odstąpił od Bożych przykazań, że powinien wykorzystać ten czas do zastanowienia się nad sensem swojego życia, nad jego kruchością, nad tym co jest ważne. To co było wcześniej do niczego dobrego nie prowadziło.

 - Mój Boże, świat odstąpił od Twoich przykazań, wielu idzie na potępienie. A my, Twoja reszta, czy nie odstąpiliśmy od wiary? Czy to była słuszna decyzja hierarchów, aby ograniczyć wiernym dostęp do Eucharystii, zamykać kościoły zostaliśmy bez pokarmu, który daje życie wieczne.

 - Nie ma sensu roztrząsać czy to była słuszna decyzja. Została podjęta, nie da się jej cofnąć, Ja ją respektuję. Przecież wiesz, że jestem z wami, nie zostawiłem was. 

To rozważanie było impulsem, aby przekazać dzieciom na wspólnej modlitwie, że co by się nie działo w ich życiu to powinni przestrzegać Bożych przykazań, jeśli od nich odstąpią, to mają wiedzieć, że zawsze mogą wrócić, żałować za grzechy, prosić Boga o przebaczenie, kiedy nie ma kapłana, a gdy będzie, to iść do spowiedzi, to jest warunek jedności z Bogiem i życia wiecznego. Mają uczyć przykazań swoje dzieci i być świadkami dla innych. Jesteśmy dziećmi Boga.

 

 13.02.2017 r. 

Bóg nie wypuszcza mnie ze Swych ramion, mówi, że już czas, aby zacząć działać, że jestem gotowa. Przekonuje, że Jego moc jest ze mną, żeby ścinać demonom głowy, że nie chce zwlekać, marnować czasu, że wszystko przygotował, aby zacząć ten bieg. Włożył mi do ręki miecz. Na krótką chwilę znika, przygotowuję wtedy obiad dzieciom, moja tęsknota wzrasta, szukam Jego obecności

 - O mój Boże, pragnę Cię, zanurz mnie w Sobie jeszcze głębiej, chcę Cię coraz lepiej poznawać, dostrój mój umysł do Ciebie, zwiększaj moje możliwości, nie pozwól jednak na to , aby moje pragnienia wypływały z próżności, pychy, chęci dominacji, chcę być mała, a Ty wielki we mnie. Jestem jak ta Ewa, która pragnie swojego męża, a on nad nią panuje. Boże, jesteś moim Panem. Wygoniłeś mnie z raju, a ja tęsknię za Tobą.

 - To była konieczność, kochana, ale nigdy cię nie zostawiłem, zawsze byłem z tobą, kochałem, tęskniłem, a każde moje uczucie jest tysiąckroć głębsze od tego, które ty odczuwasz. Teraz też tęsknię, chcę cię mieć już przy Sobie, tu gdzie jest twoje miejsce. 

Bóg płakał, z moich oczu również płynęły łzy. Odczuwałam Jego miłość, czułość, nostalgię i ból rozdzielenia. Ten dzień był wyjątkowy dla mnie, mogłam przytulić się do Jana Pawła II, pomyślałam o jego uśmiechniętych oczach, chciałam poczuć jego miłość i czułam ją, przychodziły obrazy jak  mnie tuli, całuje, mówi, że kocha, przenika całe moje ciało. Później tak samo przyszła do mnie Maryja, całowała, tuliła. Mówiła: 

- W Niebie wszystko jest możliwe, miłość jest prosta, to na ziemi jest skomplikowana.

 14.07.2017 r. 

Po trzech dniach skupienia na sobie, moim bólu, tęsknocie za odpoczynkiem, wreszcie mogłam poczuć miłość do Boga. Pragnęłam Go całą sobą, chciałam zanurzyć się w Absolucie, w Jego potędze, nieskończoności, pragnęłam Stwórcy i On przyszedł do mnie ze swoją miłością. Zdecydowany, władczy, namiętny, pełen żaru, Boski Małżonek. Przenikał moje ciało, które się prężyło, wyginało, a całe moje wnętrze wypełniało się różnorodnością doznań: szczęścia, radości, miłości, rozkoszy, ukojenia, pokoju, zachwycenia - intensywnych i jednoczesnych w odczuwaniu. Po jakimś czasie stało się nieruchome i osłabione, a dusza odpoczywała zanurzona w Bogu. Mówił o miłości do mnie – stworzenia, zachwycał się Swoim dziełem, ludzkim ciałem, odbieranym przez nie bodźcom.

(...)

 Tej nocy miałam wiele myśli, moich pytań, Bożego tłumaczenia odnośnie zaślubin z Bogiem, jedności dusz. Wyjaśnień udzielał mi również Karol ( JPII), przenikając mojego ducha, odczuwałam tę jedność z nim. Nie umiem opisać wszystkiego co rozumiałam , brakuje mi słów, pojęć, które mogłyby wyjaśnić to co niewyrażalne.  Zapiszę więc myśli, które teraz mnie nachodzą. Kiedy Bóg stworzył człowieka uznał, że nie jest dobrze, aby mężczyzna był sam, ponieważ był stworzony na obraz i podobieństwo Boże, a Bóg jest Trójcą i nigdy nie jest sam. Człowiek potrzebował kogoś podobnego sobie, aby trwać w relacji międzyosobowej na wzór Boskiej, dał mu Ewę, aby dopełnili w sobie obraz Boży. We wzajemnej miłości, jedności, mogli być płodni, mogli kontynuować dzieło stworzenia. Kiedy po grzechu pierworodnym nie mogli już doświadczać Bożej miłości w taki sam sposób jak to było w raju, stracili możliwość "oglądania" Boga, jedyną formą zbliżenia się do tej Boskiej miłości stanowiła miłość łącząca ich miedzy sobą, pochwa niejako stała się bramą do nieba. Stanowiła połączenie dusz i ciał, całkowite oddanie drugiej osobie i otwarcie na życie - akt stwórczy. Bóg nie zostawił ich samych, jest w ich małżeństwie, Jego pierwotnym zamyśle i tam daje im odczuć pośród wielu odmian miłości ludzkiej tę szczególną, Oblubieńczą miłość. Z czasem małżonkowie zatracili tę świadomość, ich seksualność, która powinna prowadzić do Boga, stała się przyczyną grzechu, celem samym w sobie, egoistyczną potrzebą zaspokajania własnych pragnień, popędów, nad którymi nie chcą panować. Ludzie poszukujący Boskiej miłości jej namiastkę znajdują w seksie. Tej szczególnej Oblubieńczej miłości można doświadczyć nie będąc w związku małżeńskim z drugim człowiekiem. Bóg zaprasza każdego indywidualnie do stworzenia „ małżeństwa” doskonałego, poślubiając Jego samego, oddając się całkowicie Bogu na wyłączność. Objawił mi się jako Małżonek ( Oblubieniec), zaprosił do swojej "sypialni" i wierzę, że chce tam prowadzić każdego. Kiedy wypełnia mnie Boża miłość, bierze w posiadanie ducha, pobudza moje zmysły, to czego doświadczam jednoznacznie się kojarzy z tym co znam, rozumiem swoje ciało, jakby do mnie mówiło, a ja odczytuję tę mowę i poddaję się temu Bożemu prowadzeniu w całkowitej uległości. Ufna, szczera, „ naga”, niczego przed Nim nie ukrywam, nie wstydzę się, jestem kochana , całkowicie akceptowana i oddaję Mu tę otrzymaną miłość. Tak samo jest w miłości małżeńskiej.. Jest to dla mnie dosyć naturalne połączenie, Jezus - mężczyzna, ja -kobieta. Nie wiem co mówi w takiej sytuacji ciało mężczyzny, kiedy czuje podniecenie, czy nie jest naturalnym skojarzeniem, że pragnie kobiety? Czy chciałby łączyć się z mężczyzną? Jezus mówi, że potrzebuje mojej kobiecości, aby ułatwić mężczyźnie zespolenie z Nim , przyjmuję to na wiarę. Doświadczenie z połączeniem z Karolem też mnie o tym przekonuje. Będąc z nim doświadczałam tej samej miłości co Jezusa, oni się przenikali, byli obecni w tym samym czasie jako jedność w miłości, woli.

07.09.2017 r. 

Rano zaczął do mnie mówić Augustyn:

 - Czujesz moje pragnienie ciebie? 

- Tak. 

- Wiesz dlaczego możemy być sobie tak bliscy, dlaczego czujesz w ten sposób moją miłość? Dlatego, że mnie poznałaś i możesz w wyobraźni utworzyć mój obraz. Pomogła ci w tym moja szczerość, otwartość, pełne oddanie siebie innym. Będąc w ciele wszelkie poznanie dokonuje się za pomocą zmysłów. 

Wiele myśli kłębi mi się po głowie dzięki Augustynowi. Ogarniam całość dotychczasowego Bożego przekazu, analizuję co już rozumiem, na co powinnam zwrócić uwagę, co doprecyzować. Na pewno to czego doświadczam i co zapisuję jest rzeczywistością duchową duszy zjednoczonej z Bogiem, nie powinno się porównywać tego stanu, ani wprost naśladować w początkowym okresie rozwoju duchowego człowieka, gdzie nasza wola jeszcze nie w pełni podporządkowuje się woli Bożej. Najpierw musi nastąpić całkowite oczyszczenie zmysłów, wyzbycie się wszelkiej pożądliwości i przywiązania do czegokolwiek i kogokolwiek poza Bogiem. Kochając drugiego człowieka należy badać czystość naszych pragnień. Miłość ludzka często nie jest odbiciem Bożej miłości, ale jest zanieczyszczona . Kiedy dojdzie człowiek do stanu, w którym najważniejszym pragnieniem w jego życiu będzie miłość do Boga i pełnienie Jego woli, objawi mu się On jako Oblubieniec, a nie będzie to inaczej niż właśnie za pomocą zmysłów, gdyż nie może człowiek w ciele doświadczyć rzeczywistości duchowej w inny sposób. W tym zjednoczeniu Bóg pragnie mieć zmysły człowieka do swojej dyspozycji. Chce abyśmy Go lepiej poznali, bardziej kochali, czerpie z tego co znamy, sięga do naszej pamięci, tworzy obrazy, które potęgują odczuwanie, w symboliczny sposób pokazują rzeczywistość duchową, dają zrozumienie. Ale my boimy się uwolnić to co w nas zmysłowe, chcielibyśmy, aby Bóg czerpał tylko z tego co nam się wydaje za stosowne. Zupełnie nie chcemy przyjąć, że może chcieć naszej nagości, pocałunków, dotyku, naszego podniecenia, wzwodów, orgazmów, z którymi do tej pory trzeba było walczyć. W jedności z Bogiem to wszystko jest dozwolone, Bóg wykorzystuje to do wzrostu człowieka w miłości, buduje szczególną z Nim wieź, swobodę, szczerość, całkowitą wolność. Kochający się małżonkowie taki stan osiągają łącząc się w akcie seksualnym, który powoduje wyjątkową szczerość w rozmowie, otwartość, bardzo zbliża do siebie

poniedziałek, 11 lipca 2022

Klejnoty i życie wieczne

 


 (Mt 19,27-29)
Piotr powiedział do Jezusa: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?” Jezus zaś rzekł do nich: „Zaprawdę, powiadam wam: Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały, wy, którzy poszliście za Mną, zasiądziecie również na dwunastu tronach i będziecie sądzić dwanaście pokoleń Izraela. I każdy, kto dla mego imienia opuści dom, braci lub siostry, ojca lub matkę, dzieci lub pole, stokroć tyle otrzyma i życie wieczne odziedziczy”.

 Czego ja oczekuję od Jezusa? O tym na końcu, tymczasem...

Sięgam pamięcią wstecz i doskonale pamiętam, że na samym początku, gdy świadomie chciałam Go poznać, iść za Nim - pragnęłam ratunku przed potępieniem...

 Kiedyś, gdy moja najstarsza córka szła do I Komunii świętej, zbliżały się Święta Wielkanocne, miałam poczucie, że należy pójść do spowiedzi, rozmawiałam o tym z mężem, że jakie świadectwo my dajemy dzieciom, chodzimy do Kościoła, a nie przystępujemy do Komunii... Ta pierwsza Komunia dziecka, spowiedź, rekolekcje, które się wtedy odbywały, które prowadził egzorcysta z Białorusi, wywarły na mnie takie wrażenie, że leżąc wieczorem w łóżku rozmyślałam o Bogu. Nagle przyszedł na mnie taki strach, że Bóg mi nie wybaczy moich grzechów, zaczęłam płakać i prosiłam Jezusa, żeby mnie uratował, bo ja nie chcę być potępiona... Tak chlipałam, potem się uspokoiłam... Odpowiedź przyszła do mnie we śnie...Pamiętam ten sen tak wyraźnie do dziś... W mojej kuchni, przy lodówce stał Jezus, w białej długiej tunice... Wyciągał do mnie dłonie, na których trzymał coś w rodzaju bułki rozkrojonej na pół, ale nie do końca, jeden kraniec był złączony. Wyglądało jak teraz są takie bułki paluszki (ćwiartki bagietki). Podawał mi tę bułkę i mówił: " Wszystko o czym myślisz stanie się, tylko musisz w to wierzyć, musisz wierzyć". 

Kładł nacisk na słowo "wierzyć"...

Potem, pragnęłam Go kochać tak jak na to zasługuje, pragnęłam Go lepiej poznać, chciałam, aby mnie nauczył Go kochać i to się działo, w tak szybkim tempie, mój zapał nie słabł, ludzie, którzy byli wokół mnie pomagali w tym bardzo...

To była i jest pasjonująca przygoda, odkrywania Boga  Człowieka - Jezusa Chrystusa, potem doświadczenie całej Trójcy Świętej...

Trudno było się czegokolwiek spodziewać, przyjmowałam to co zostało mi podarowane... Któregoś razu była mowa o klejnotach... 😊

 27.06.2015 

Kiedy szłam spać rozmawiałam z Jezusem 

- Dzisiaj chciałbym cię obdarować Moimi klejnotami, czy chcesz tego? 

- Jeśli Ty chcesz tego dla mnie. 

- Chcę. 

Zaczęłam wyobrażać sobie jak te klejnoty będę odczuwać. Czy to są stygmaty. Usłyszałam wtedy 

 - Nie wyobrażaj sobie jak to będzie wyglądać, nie jesteś wstanie tego ogarnąć, poddaj się Memu działaniu. 

Wymieniliśmy jeszcze słowa miłości i nie wiem kiedy zasnęłam. Około godziny 2.30 poczułam przenikanie Ducha Świętego, przechodziły mnie dreszcze, czułam miłość i oddanie. Jezus powiedział:

 - Będziesz pić z Mego kielicha, daję ci tylko jedną kropelkę. Przyoblekam cię w Siebie. Daję ci koronę cierniową, baty na plecy ( wtedy poczułam jakby dreszcz na plecach), Mój krzyż do dźwigania, gwoździe do rąk i nóg. Opluwanie, wyszydzanie. Jesteśmy Jedno.

Dziwiłam się, że czuję radość, uniesienie z otrzymania takich klejnotów. Jezus wtedy powiedział, że bał się idąc na śmierć, ale robił to z "radością" i ochotą. Przepełniała Go wielka miłość do stworzeń, cieszył się, że wyrwie nas z sideł szatana, że będziemy Jego własnością, że da nam życie. Ma być to kolejny etap w moim rozwoju duchowym. Przyobleczenie w Jezusa sprawi, że mam rozsiewać Jego zapach na innych, że będę widziała różnicę w stosunku do tego co było dotychczas. Wszystko co mnie spotyka jest tak niewiarygodne, że kiedy się dzieje i jestem zatopiona w Bożej obecności nie mam wcale wątpliwości, że to pochodzi od Niego. Zapowiada co się stanie i to się dzieje, natomiast później poddaję w wątpliwość to wszystko, czy naprawdę się wydarzyło.

 Jezus mi niedawno powiedział, że kiedy mam wątpliwości, nie powinnam stronić od Niego, że tym bardziej powinnam się na Niego otworzyć, żeby On mógł działać, żeby była między nami relacja potrzeba intymności i zażyłości, a kiedy nie będę Go do siebie dopuszczać On nie wtargnie siłą. 


Oczekuję, że Jezus w godzinie mojej śmierci wyjdzie mi na spotkanie osobiście i weźmie do nieba z pominięciem czyśćca i wierzę, że tak właśnie będzie...

sobota, 25 czerwca 2022

Rodzina w sercu Boga

 

 


 Dzień spędzony w gronie rodzinnym, refleksje związane z czytanymi artykułami na temat zakończenia X Spotkania Rodzin w Watykanie. Słowa papieża Franciszka, o dzieleniu się miłością wynoszoną z rodziny z innymi, odniosły mnie do moich zapisków i tego jak mnie uczył Jezus dzielić się Jego miłością... Bez Jego serca, tylko z naszymi wątłymi siłami nie za bardzo to nam wychodzi...


31.05.2015 

Mieliśmy gości, bo były Michałka urodziny. Byłam niezadowolona z siebie, bo rozmowy toczyły się nie po mojej myśli. Teściowa brała sobie do serca moje słowa i towarzyszyły temu złe emocje. Nie cieszyłam się z gości i wtedy Jezus uświadomił mi, że On ich kocha, że powinnam kochać ludzi tak jak On, wykorzystywać sytuację, że mogę z nimi być i okazywać im miłość. 

Przepraszałam Go później za to, a On mnie pocieszał, że umarł za wszystkie moje grzechy przeszłe i przyszłe, że wie co ja zrobię i to wcale nie zmienia Jego miłości do mnie. Powiedział, że czeka mnie w nocy niespodzianka. 

Około godziny 2 w nocy obudził mnie Bóg Ojciec. Wiedziałam, że to On, miałam taką wewnętrzną pewność, mówił, że jest moim Stworzycielem, że jest wszechwładny, potężny, że mnie kocha, zawsze się o mnie troszczył i cieszy się, że w końcu może mnie tulić w swoich ramionach. Później głaskał mnie po policzku i czole.( obraz wyobrażeniowy) Powiedział, że chce mnie pocałować i wtedy mój język zaczął lekko drżeć, a następnie w dół ciała przeszedł przeszywający aż do szpiku dreszcz z uczuciem miłości, upojenia, rozkoszy. Później mówił mi o Jego miłości do mnie, że chce żebym ją poczuła, wtedy moje serce i cała dusza jakby były przyciągane do Niego, tak mocno i z takim pragnieniem kochania Go, że duszy wydawało się, że żyć nie może bez Boga. Szeptałam wtedy: "Tatusiu, och Tatusiu". Powiedział, że gdyby Jezus nie dał mi swojego serca nie mogłabym tego poczuć. On tak kocha Jezusa, a Jezus Jego i to co czułam to tylko kropelka jaką mogłam na dzień dzisiejszy znieść. Mówił też, że przemienia mój umysł, abym znała Jego wolę i abym mogła poznawać Jego tajemnice. 

W dzień nawiedzał mnie Bóg Ojciec zalewając miłością. Pomyślałam, że teraz, gdy żywię tak wielkie uczucie do Stwórcy, jakby mniej kocham Jezusa. Jezus mi odpowiedział, że nie powinno mnie to niepokoić, bo On jest kochany w Ojcu. On i Duch Święty są w Ojcu, więc gdy kochamy Ojca Oni również są kochani, tak samo gdy kochamy Jezusa to Duch Św. i Ojciec są uwielbieni w Nim.

czwartek, 9 czerwca 2022

Do kapłanów


 

Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich [J 17,26]

 

Dziś święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana 

uważam, że to najlepszy moment, aby podzielić się tym co słyszałam podczas mojego rozmyślania na temat kapłaństwa

 

 21.04.2018 r. 

Wieczorna Msza Święta ( niedzielna intencja o powołania kapłańskie) 

Myślałam o kapłanach, także o tym, że oddając się na wyłączność Jezusowi, oddają się również mi, noszę ich w swoim sercu, kocham. Widzę obraz, kiedy ksiądz całuje ołtarz, czuję jakby mnie całował. Kiedy ksiądz zaczął mówić abyśmy przeanalizowali jaki stosunek mamy do kapłanów zaczęłam słyszeć fragmenty przekazu odnośnie kapłaństwa, które Jezus miał mi dokończyć w domu. Pisałam kawałkami przez trzy dni, ciągle coś mnie rozpraszało, miałam zmęczony umysł. 

- W czasach, które nadchodzą, a nawet już są, nie będzie licznych powołań kapłańskich. Grzech coraz bardziej zakorzeni się w świecie, w rodzinach, uszy ludzkie będą zamknięte na  Moje wezwania. Ci, którzy odpowiedzą na Mój głos będą odznaczali się wielkim hartem ducha, prostotą, otwartością na drugiego człowieka, kapłaństwo nie będzie dla nich zaszczytem, ale misją zatracania siebie dla drugiego człowieka, uniżeniem, pokorną służbą bez wyniosłości, poczucia wyższości. Ich autorytet będzie wypływał z okazywanej ludziom miłości, która będzie czyniła cuda, prowadziła zagubione dusze do Mnie. Teraz niektórym wydaje się, że ich konsekracja czyni ich lepszymi od świeckich, bardziej godnych szacunku i uznania przez sam fakt złożenia ślubów, ale Ja nie mam względu na osoby, znajduję niejednokrotnie więcej miłości i pokory u osób świeckich niż tych, którzy poświęcili Mi swoje życie. Kapłaństwo Moich wybranych ma pokazywać Mnie – Chrystusa, wtedy otoczone będzie Moją chwałą, pełne mocy, heroiczne, owocne. Nic nie jest wart kapłan, który nie ma ze Mną nic wspólnego, jest zgorszeniem dla wielu, anty świadectwem, wszystko co robi szkodzi Mojemu Kościołowi, sakramenty, których udziela nie zbliżają ludzi do Mnie, puste jest również jego błogosławieństwo, nie ma w nim Mnie. Akceptując grzechy ściąga potępienie na siebie i innych.

Następnego dnia obudziły mnie słowa będące dalszym ciągiem wczorajszej wypowiedzi:

 - Zamiast głosić Moją Ewangelię zatruwa swoją nauką społeczność, w której żyje. Wiele wilków przedostało się do Mojej owczarni, nie Ja ich powoływałem. Inni, którzy nie byli zanurzeni we Mnie nie byli dostatecznie silni, aby wytrwać w czystej wierze. Tych pragnę na nowo przyciągnąć do Mojego serca. Są jednak nadal w Moim Kościele synowie Moi umiłowani, kochający Prawdę, oddani swemu Panu, o sercu wiernym, gorliwie wypełniający swoje posłannictwo, którzy cierpią prześladowania z powodu tych pierwszych – kapłanów judaszowych. To oni są filarami i podporą Mojego Kościoła, ich proszę o pomoc i troskę o innych kapłanów, którzy są mniej wytrwali, aby byli dla nich oparciem i żywym przykładem braterstwa. Przylgnijcie bardziej do Mojego serca, chcę wylewać na was strumienie Mojej miłości, dam każdemu to czego potrzebuje. Moja miłość sprawi, że wasze jarzmo będzie słodkie, a brzemię stanie się lekkie. Oddajcie się w opiekę Mojej Matce, Ona was poprowadzi bezpieczną drogą, przytuli do swojego matczynego serca, które zna każdą ranę, jest troskliwe i współczujące jak żadne inne, czułe i kochające ze spojrzeniem utkwionym w każdego z was jak we Mnie samego. 

(Urwałam przekaz, powróciłam do niego kolejnego dnia.) 

Pragnijcie też zanurzyć się w Mojej miłości oblubieńczej, „poczuć” smak rozkoszy niebiańskich całkowitego (trwałego) zjednoczenia ze Mną na wielki, już tu na ziemi. Pragnę tych nierozerwalnych więzów miłości bardziej niż czegokolwiek, dają one zbawienie, upodabniają do Mnie – Oblubieńca. Chcę uczynić was żywymi płomieniami miłości, która nigdy nie gaśnie, rozpala inne serca. Nie bójcie się skosztować miłości, którą poznali wcześniej małżonkowie, a którą Ja wam daję, wypływającą z głębokości ducha zespolonego ściśle z Moim Duchem. To dla was stworzyłem małżonkę, wybrałem miejsce i czas , aby była pomocą w poznaniu Mojej miłości oblubieńczej, przyjmijcie ten dar.

 

 

piątek, 3 czerwca 2022

Komunia Święta

 


Przeczytałam dzisiaj artykuł na temat udzielania Komunii świętej osobom innych wyznań, zaczęłam szukać w swoich notatkach to co ja zapisałam, przy nieco innym problemie, Komunii dla rozwodników w ponownych związkach... Myślę, że Jezus wyraża się jasno i można zastosować tę odpowiedź również do problemu interkomunii, gdzie wydaje mi się, że sprowadza się Eucharystię do Uczty, pomijając jej wymiar Ofiarniczy...


03.01.2018 r. 

 Zadzwoniła do mnie koleżanka zaniepokojona posunięciami Papieża Franciszka, w sprawie wolnej ręki dla poszczególnych Episkopatów danych krajów odnośnie przyjmowania Komunii świętej dla rozwodników żyjących w ponownych związkach. Pytałam o to Jezusa, który powiedział: 

„ Kościół, w którym nie przestrzega się Moich praw, nie respektuje przykazań - NIE PRZETRWA, nie pomogą mu żadne reformy. To nie Ja mam dostosowywać się do człowieka, ale człowiek ma uznać przede Mną, że jest grzesznikiem, przyjść do Mnie ze skruszonym sercem a Ja go podźwignę, uleczę wszelkie rany i zapiszę na nowo w jego sercu Moje prawa. Moja nauka jest prosta i przejrzysta , kiedy Moja Osoba będzie na pierwszym miejscu wszystko inne będzie na właściwym miejscu w życiu człowieka. Zastanówcie się komu chcecie służyć : diabłu czy Mi – waszemu Panu, który z miłości do was oddał swoje życie? Krwawi Moje serce, kiedy Moi wybrani idą na ustępstwa, aby przypodobać się światu. Ja nie jestem z tego świata. Ustanowiłem was szafarzami w rozdawaniu Mojego Ciała, kto przyjmuje Je niegodnie, ściąga na siebie potępienie, nie bierzcie za to odpowiedzialności. Macie pokazywać prawdę, a nie wprowadzać zamęt wśród maluczkich ( wśród słabych w wierze). Jesteście depozytariuszami prawd wiary, macie jej strzec i nie zniekształcać Mojego nauczania. Nie ma komunii ze Mną ten kto żyje w grzechu i nie pragnie z nim zerwać. Jakim wzmocnieniem mam być dla kogoś kto sam zrezygnował z chęci abyśmy stanowili jedność?”

niedziela, 15 maja 2022

Zazdrostka

 

 

Zazdrostka

"Daj by w mej miłości, nigdy jej nie ranić,
Od piekła zazdrości uchowaj mnie Panie!
Nie ranić, nigdy nie ranić. Nigdy.
I nie czuć piekła zazdrości.
Zawsze czuć miłość, nie czuć zazdrości.
Panie uchowaj od piekła zazdrości." 

To fragment z piosenki Piotra Rubika , do słów Zbigniewa Książka, posłużył mi do odszukania moich zapisków na ten temat.

Takie ludzkie odczucia, które również mi nie są obce, przychodzą na mnie jako pokusy zazdrości, rozpoznaję je odrzucam, ale potrafią być okrutnie dręczące... 

Dotyczą nie tylko relacji międzyludzkich, ale mogą również tych duchowych... 
 
Tu moja zazdrostka i to co usłyszałam w odpowiedzi
 
03/04.08.2017 r.
Myślałam o Bogu, czułam miłość do Niego, pragnęłam poczuć Jego obecność, a jednocześnie znowu zadawałam sobie pytanie czy to możliwe, że chce spotykać się ze mną jak małżonek, z iloma osobami jest w takiej zażyłości? Pomyślałam o haremie i mnie jako jednej z wielu małżonek. 
- Boże, którą z kolei małżonką jestem w Twoim haremie? 
 
- Nawet tak nie myśl – usłyszałam Jego zdecydowany ton. Z niezwykłą czułością wylewał na mnie swoją miłość mówiąc: 
 
- Jesteś dla Mnie jedyna, pierwsza, najważniejsza, a Ja cały twój, tylko twój, całkowicie ci wierny, oddany, zakochany w tobie do szaleństwa. Wszystko co robię jest z myślą o tobie, dla ciebie, dla twojego szczęścia, będąc z tobą nie myślę o nikim innym. Bóg to nie człowiek, gdyby podzielić Mnie na kawałki, w każdym jestem pełnią Bóstwa i taka cząstka Mnie ofiarowana jest każdemu człowiekowi na wyłączność, z Niej może czerpać, z pełni Mojej Boskości, różnorodności. Wszystkie te części wypełniają Moje Boskie Ciało, w Nim jestem dla wszystkich, łączę poszczególne cząstki w jeden organizm.

czwartek, 7 kwietnia 2022

Nowa ziemia i nowe niebo


Kilka myśli, na które szukałam odpowiedzi...

Ludzie wierzący, w obliczu bestialstwa , zbrodni, cierpienia, które zadaje człowiekowi człowiek, zadają sobie pytanie gdzie jest Bóg, dlaczego na to pozwala... Jak mają się przed tym obronić, czy mogą zabić w obronie własnej... Sumienie nasze poddawane jest napięciu, rozum szuka odpowiedzi... Papież, który dany nam jest na te czasy wyraźnie mówi, że nie ma wojny sprawiedliwej... 

  "Wojny są zawsze niesprawiedliwe. Bo tym, kto za nie płaci jest lud Boży. Nasze serca nie mogą nie płakać na widok zabitych dzieci i kobiet, wszystkich ofiar wojny. Wojna nigdy nie jest drogą. Duch, który nas jednoczy, prosi nas jako pasterzy, abyśmy pomagali narodom cierpiącym z powodu wojny – sugerował Franciszek."

 

Bóg jest Bogiem pokoju, nie wojny i niedobrze by było, gdyby Papież jako przywódca duchowy, pokazywał nam inną drogę niż tę, którą pierwszy wyznaczył nam Jezus. Nauczanie Papieża wskazuje nam jak mamy postępować, aby Królestwo niebieskie stało się naszym udziałem już na ziemi. Jest kolejnym Papieżem, który przygotowuje lud na ostateczne przyjście Chrystusa. Przekonuje mnie o tym wizja, którą roztacza o powszechnym braterstwie. Jest ona  rzeczywistością raju i wydaje się niemożliwa do zrealizowania na ziemi.... A jednak nowa ziemia i nowe niebo może być w nas, kiedy ciało podporządkuje się prawom ducha. Dokonuje się to poprzez ciągłe umieranie dla siebie a wybieranie Jezusa, Jego praw...

To dobrze, że jest w nas to napięcie sumienia, gdyby go nie było nic by nas nie różniło od zwierząt...

Wojny "sprawiedliwe", kiedy zabija się w obronie własnej, broni terytoriów swoich granic są usprawiedliwione przez prawo ludzkie, zmniejszają ciężar winy, ale jej nie niwelują i tak trzeba będzie ją odpokutować, albo na ziemi, albo w czyśćcu. Bezpośrednio do nieba nie wejdzie ten kto nie upodobni się do Chrystusa... Tam jest miłość doskonała, która miłuje swoich nieprzyjaciół... Czy moglibyśmy zabić kogoś kogo kochamy? Dokonuje się to w gniewie, nienawiści, chęci zemsty, albo gdy zabite jest w nas sumienie, a my wyszkoleni w zabijaniu, znieczuleni... Dla kogoś kto trwa w bliskości z Bogiem wie, że nawet słowo może zabić... Zwykła niechęć do drugiego człowieka hamuje przepływ miłości, która mogłaby być między nami. A co dopiero napiętnowanie kogoś, wyszydzenie, fałszywe świadectwo dawane o drugim człowieku... 

Czyż nie o tym mówił Jezus ( nie wyjdziesz stamtąd aż zwrócisz ostatni grosz)

(Mt 5,20-26)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Słyszeliście, że powiedziano przodkom: Nie zabijaj; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu: Raka, podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł: Bezbożniku, podlega karze piekła ognistego. Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przez ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj! Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę, powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz.
 

 A gdzie jest Bóg w tym całym cierpieniu na ziemi? Jest w każdym cierpiącym człowieku.

Tak mi to kiedyś przedstawił Jezus:

07.02.2019 r., czwartek

 Od rana odczuwam obecność Bożą, Miłość, kocham Go, tęsknię. Kiedy przychodzę spędzić z Nim czas na osobności jest ze mną, możemy porozmawiać. 

Po 17 –tej mam obraz, a jednocześnie odczuwam obecność Bożą, prosi mnie abym poddała się temu co widzę. Jestem przybita do krzyża leżącego na ziemi, czuję kłujący ból na dłoniach, wokół mnie wrogość ludzi, jestem poniżana, opluwana, ktoś na mnie nasikał. Jezus mówi mi jak wielu upokorzeń doświadcza każdego dnia, brutalności, przemocy. Jego Ciało jest nieustannie ranione. (...) Później widzę kolejny obraz, w którym Jezus ściąga mnie z tego krzyża, obmywa, leczy zadane rany i tuli w swoich ramionach. Następnie przychodzi do mnie Bóg Ojciec, nie widzę Go, ale czuję jak wypełnia mnie Sobą, kocha, mówi do mnie: „Moja córeczko, najdroższa córeczko”. Wiem też, że otula mnie Duch Święty, ale nic nie mówi, odbieram Go jako delikatny powiew na mojej twarzy. Jestem w objęciach Boga, który się o mnie troszczy.

 Kiedy to się dzieje nie wiem jak rozumieć te obrazy, nie analizuję ich, jestem w tych scenach i wiem tylko co wtedy odczuwam. Przy pierwszym obrazie byłam pogodzona z tym czego doświadczałam, nie czułam złości, nienawiści, buntu, ale smutek i troskę o tych, którzy mi to robią, współczucie, jednoczyłam się z Jezusem prosząc Boga o wybaczenie im, była we mnie miłość. Miałam pełne zaufanie do Boga. Następny obraz był samą rozkoszą przebywania w ramionach Boga. Pomyślałam, że kiedy walczy się z tym co nieuniknione, nie ma w nas pokoju, jest bunt, gniew, a człowiek bardziej cierpi. Kiedy przyjmuje się wszystko z pełnym zaufaniem przychodzi spokój. Zastanawiają mnie słowa Jezusa, że moje przyzwolenie na grzeszną wyobraźnię ( myśl) związaną z moją osobą, nie obciąża tej osoby. Nie wiem czy dobrze to rozumiem, ale tłumaczę sobie, że kiedy Jezus wziął na siebie każdy grzech to pozwolił, aby on Go zranił. Zaakceptował to cierpienie , „ chciał”, to tak jakby nie dokonał się na Nim gwałt, grzech „ rozpłynął się” w Jego miłości i usprawiedliwił osobę, która Go zraniła. On nie czuje nienawiści do człowieka, jest smutny, przygnębiony, zatroskany, jest samą Miłością, w Niej jest wybaczenie, w Niej jest ukojenie, uzdrowienie wszelkich ran. W miłości Boga grzech (wina) nie istnieje, nie wiem jakiego użyć słowa - ona go zakrywa, rozbraja, unicestwia. 

 

To jest moje patrzenie, oczami ducha...

 Świat zatracił się w grzechu, odeszliśmy od praw Bożych nic dziwnego, że toczą się między nami wojny... Jak wychowywać bez "rózgi karzącej" krnąbrnego człowieka? Nie wiem, czasami dialogować się nie da... Kary są środkiem wychowawczym i dyscyplinującym... A jak ma do nas mówić Bóg, żebyśmy zrozumieli, że nasze szczęście jest tylko w Nim? ...