niedziela, 28 kwietnia 2024

Ładna sukienka, godność


                     Obudziła się myślińska rano, 06:30 zadzwonił budzik, i rozmyśla o Bogu, człowieku, Kościele... O własnym doświadczeniu, rozumieniu różnych czuć, obrazów i burzy, która się rozpętała wokół mnie, zaraz po dniu, gdy Bóg przypomniał mi zawarte z Nim przymierze...

Czytałam kilka dni wcześniej fragmenty z pism Jana od Krzyża, gdy szukałam czegoś na temat wypowiadanych słów... Są ważne dla mojego rozważania, bo wracały jak migawka przywoływana z pamięci( na zielono), łączyły ze słuchaną treścią. Oto one:

[por. Łk 24,21; Św. Jan od Krzyża, Droga, s.256] Rozumienie słów Bożych jest tak trudne, że nawet wśród uczniów Chrystusa, którzy przecież z Nim przebywali, byli błądzący. Np. owi dwaj uczniowie, którzy po śmierci Pana szli do miasteczka Emaus. Byli smutni i wątpili - mówiąc: Nos autem sperabamus quod ipse esset redempturus Israel; “A myśmy się spodziewali, że On miał odkupić Izraela” (Łk 24,21). Mniemali oczywiście, że miało to być odkupienie i panowanie doczesne. Chrystus, nasz Zbawiciel, ukazując się im w drodze, wypomniał im ich głupotę i lenistwo serca ku wierzeniu w to, co napisali prorocy (Łk 24,25). Nawet w chwili Jego wniebowstąpienia byli jeszcze tacy, którzy w swym niezrozumieniu pytali Go: Domine, si in tempore hoc restitues Regnum IsraeH; “Panie, czy teraz odbudujesz królestwo Izraela?” (Dz 1,6).

[por. J 11,50; Św. Jan od Krzyża, Droga, s.256] Duch Święty tchnie w liczne słowa inne znaczenie aniżeli to, które ludzie pojmują. Np. słowa Kajfasza o Chrystusie: “Lepiej jest, aby jeden człowiek umarł za lud, niż żeby cały naród miał zginąć” (J 11,50). Nie mówił tego sam z siebie, mówiąc zaś miał na myśli co innego niż Duch Święty. Widać z tego, że choćby objawienia i słowa były od Boga, my nie możemy być pewni ich znaczenia. Łatwo bowiem i wielce możemy pobłądzić w sposobie ich pojmowania, jako że są one przepaścią i głębokością ducha. Chcieć je ograniczyć do tego, co z nich rozumiemy i co mogą pojąć zmysły, to nic innego, jak chcieć ręką uchwycić powietrze i ująć pył w nim się unoszący. Powietrze rozwiewa się i ręka zostaje próżna.

[por. J 14,26; J 12,16 Św. Jan od Krzyża, Droga, s.259-260]    Podobnie postępował Chrystus ze swoimi uczniami, mówiąc wiele przypowieści i zdań, których znaczenia nie rozumieli aż do czasu, w którym mieli je innym głosić, to jest do chwili zstąpienia na nich Ducha Świętego. On to, według słów Chrystusa, miał im wyjaśnić wszystko, cokolwiek mówił do nich Chrystus w czasie swojego życia (J 14,26). Tak na przykład św. Jan mówi o wjeździe Chrystusa do Jerozolimy: Haec non cognoverunt discipuli eius primum; sed quando glorificatus est Jesus, tunc recordati sunt quia haec erant scripta de eo; “Tego z początku nie rozumieli uczniowie Jego, ale gdy był Jezus uwielbiony, wówczas przypomnieli sobie, że tak było o Nim napisane” (J 12,16). Przez duszę przechodzi więc wiele rzeczy Bożych, nawet bardzo niezwykłych, których ani ona sama, ani jej kierownik nie zrozumie aż do właściwego czasu.

[por. Mt 18,20; Św. Jan od Krzyża, Droga, s.274] Potwierdza to Ewangelia: Ubi fuerint duo vel tres congregati in nomine meo, ibi sum ego in medio eorum;Gdzie bowiem dwaj albo trzej są zgromadzeni w imię moje, tam ja jestem pośród nich” (Mt 18,20), to jest: Rozjaśniam i umacniam w ich sercach prawdy Boże. Trzeba podkreślić, że nie powiedział Chrystus: “gdzie jest jeden”, tam ja jestem, ale: jestem tam, gdzie jest przynajmniej “dwóch”. Dał nam zrozumieć, że nie powinniśmy zachowywać dla siebie tego, co nam Bóg udzielił, ani się w tym upewniać bez zasięgnięcia rady i potwierdzenia Kościoła czy jego sług. Prawda bowiem nie rozjaśni się i nie umocni w sercu osamotnionego i dlatego zostanie w niej słaby i zimny.

 

Pierwsze i najważniejsze  połączenie,  to moje ostatnie doświadczenie, obrazy jedności w Chrystusie i komentarz ks. Adama Pawlaszczyka do dzisiejszej Ewangelii odsłuchany w nocy na stronie Radia eM. Opowiedział mi on w zasadzie to samo, po "męsku"😊 odnosząc się do biblijnych przykładów... 

To jego komentarz:

 Historia miłości pomiędzy Panem Bogiem i człowiekiem jest bardzo piękna. I pełna pięknych obrazów. Gdzieś u początków tej historii, w trzecim rozdziale Księgi Wyjścia opisane jest spotkanie Mojżesza z Bogiem u podnóża góry Horeb. „Wtedy ukazał mu się Anioł Pański w płomieniu ognia, ze środka krzewu. [Mojżesz] widział, jak krzew płonął ogniem, a nie spłonął od niego. Wtedy Mojżesz powiedział do siebie: «Podejdę, żeby się przyjrzeć temu niezwykłemu zjawisku. Dlaczego krzew się nie spala?»”. Niedługo potem nastąpi jedna z najważniejszych chwil w dziejach Ludu Bożego: Bóg objawi Mojżeszowi swoje imię. Tak tajemnicze i święte, że nie będzie wolno go wymawiać. W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi uczniom, że jest krzewem, oni zaś latoroślami. I dodaje: „Trwajcie we Mnie, a Ja w was będę trwać. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie – jeżeli nie trwa w winnym krzewie – tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie”. Co prawda ogień jest w tej nauce Jezusa przedstawiony jako ten, co spala nie przynoszące owocu latorośle, ale rozmyślając nad tą nauką nie potrafię przestać myśleć, że ten krzew, którym jest cały Kościół również musi płonąć. Ogniem, który nie spala – ogniem Ducha Świętego. Wszczepieni w krzew nie zapominajmy o tym, że kiedy Duch Święty zapłonął nad uczniami w postaci ognistych języków, Kościół zaczął pełnić swoją misję i rozprzestrzeniać na cały świat wiarę w Zmartwychwstałego. Ufajmy Mu i nie bójmy się ognia, który choć płonie nie niszczy, wręcz przeciwnie – nie pozwólmy mu zgasnąć.

 Radość to wielka dla mnie, że zrozumienie przyszło w swoim czasie... 😊

Potem zaczęłam słuchać  komentarza o. Krzysztofa Pałysa, również do dzisiejszej Ewangelii, nie ma tekstu z nagrania, jest na You Tube. We wstępie napisał:

"Kiedy coś nam się w życiu układa i ludzie zaczynają nas chwalić, to wówczas może pojawić się myśl: „Przecież ja wcale taki zwyczajny nie jestem”.
Tego właśnie chce diabeł, napompować w nas próżność, poczucie lepszości, aby w konsekwencji człowiek wyniósł się nie tylko nad innych, ale i nad Boga. A chwałę zaczął przypisywać sobie.
Jeżeli gałązki są przywiązane sznurkiem do pnia to w końcu odpadną. Zostaną jedynie te gałązki, które są wszczepione w pień Chrystusowy.
***
O największym marzeniu kaznodziei…"

 

Przemyślenia moje dotyczyły pokory, a powędrowały w nieco odmiennym kierunku, niż przykłady podawane przez o. Krzysztofa... Nie żebym się nie zgadzała z tym o czym mówił, bo to wszystko prawda, ale niepełna. Odnosił się do swojego życia , zakonnika i księdza. Kogoś, kto cieszy się uznaniem a ludzie nie szczędzą mu pochwał. On jednak wie, że chwała cała należy się Bogu, wie, że należy siebie umniejszać, aby On był wywyższony i nie przypisywać zasług sobie,bo one są łaską...

Należy jednak dodać, że pokora zawsze odnosi się do prawdy i należy mieć o sobie taką miarę jaką ma o nas Bóg... Pokorą też może być przyjęcie czyjejś pochwały bez zaprzeczania swojej wartości, świętości, którą widzi ktoś inny... Bóg nie pozwoli swojemu uczniowi popaść w pychę, dopuści również upokorzenia, aby właściwa miara była zachowana...😊

Mówię to z perspektywy własnego doświadczenia... A przypomniał mi się czas pandemii, w którym to miałam na pieńku z własnym proboszczem ze względu na nie noszenie maseczki, a metody wymuszenia na mnie noszenia jej były paskudne. Byliśmy w otwartym konflikcie, a z ambony padały słowa pod moim adresem, które mnie obrażały...

Po jednej aluzji na ambonie, skierowanej w moim kierunku, jak odczytałam, o szemraniu przeciw Mojżeszowi, napisałam do księdza list, na który zareagował dzwoniąc do mnie, a wcześniej mu się to nie zdarzało. Chyba go to dotknęło szczególnie... To nie była przyjemna rozmowa w moim odbiorze, ale wartościowa o tyle, że zrozumiałam po niej co znaczyły usłyszane przez ze mnie chwilę wcześniej słowa. Telefon zadzwonił w trakcie jak się modliłam...

24.03.2021 r., środa

Usłyszałam słowa:

- Zdejmę z ciebie te łachy, a założę ci ładną sukienkę.

Zaczęłam wsłuchiwać się w ten głos, kiedy zadzwonił telefon, odebrałam, dzwonił ksiądz Ludwik. Zaczął mi zadawać pytania odnośnie mojego maila : „co jest ważniejsze prawo, czy godność człowieka, co to jest godność.” Nie rozumiałam o co mu chodzi, usztywniłam się. Myślałam, że dzwoni, aby mi znowu coś zarzucić. Przemawiał w takim nauczycielskim tonie, że widzi, że nie mam pojęcia o czym piszę, bo cały czas odnoszę się do prawa, a najważniejsza jest godność człowieka, o czym pisał Jan Paweł II. Odnosiłam się do prawa, bo ksiądz zachowywał się jak legalista, pisałam o moim odczuciu, wewnętrznym sprzeciwie. Nie opisuję życia definicjami, nie umiem tego robić, nie znam ich.

Ten telefon potwierdził usłyszane wcześniej słowa. Ta ładna sukienka, to właśnie poczucie własnej wartości, szacunek do samego siebie, godność…

 A list był następującej treści:

Szczęść Boże Księże Ludwiku,

Myślę dzisiaj od rana nad tym szemraniem przeciw Mojżeszowi, które mi Ksiądz zarzuca… Co Ksiądz przez to rozumie. Czy rzeczywiście szemrzę?… Krytykuję czasami to co Ksiądz mówi, jestem szczera w wyrażaniu swoich opinii i nie wyobrażam sobie, że mogłabym być inna  również w rozmowie ,  nikogo nie podburzam do buntu przeciwko Księdzu i Kościołowi, niejednokrotnie usprawiedliwiam. Chcę jednać a nie dzielić. Żałuję czasem, że daję się sprowokować i wejść z Księdzem w dyskusję w obecności zgromadzonych na Mszy parafian… I tak później mi się zbiera, że jestem pyskata, nieposłuszna, konfrontacyjna… Jestem szczera, prawdziwa, emocjonalna, co mam w sercu to też na ustach…

To tyle jeśli chodzi o szemranie jako szemranie, a teraz o kwestię posłuszeństwa, która jak myślę, była zawarta w tym zarzucie… Wymaga Ksiądz ode mnie czegoś, czego nie mogę zrobić ze względu na własne przekonania, na prawdę, w którą wierzę. Nie buntuję się przeciw Księdzu, ale przeciw narzuconym nam przez państwo restrykcjom, które uważam za bezzasadne, bezprawne i zniewalające ludzi…

Tak się Ksiądz zacietrzewił w tej chęci podporządkowania mnie sobie, że robi Ksiądz to w coraz okrutniejszy sposób, publicznie, stając się moim prześladowcą. Bezduszne przepisy  bezprawnego rozporządzenia są bardziej ludzkie niż Ksiądz, dopuszczają wyłączenia z noszenia masek, Ksiądz nie. Wszyscy mają być „ jednością”, a kto się wyłamuje jest przemądrzałym głupkiem, który pluje innym w twarz, takich należało by karać… Taka jest Księdza retoryka… Nie do przyjęcia przeze mnie. Zawsze buntowałam się przed tymi, którzy siłowo , bądź za pomocą wywieranej presji chcieli wymusić na mnie określone zachowanie, to się we mnie nie zmieniło, byłam trudnym dzieckiem, a teraz bardzo mi się to przydaje, bo aby stać po stronie prawdy i jej bronić należy być odważnym… Nie podoba mi się, że ktoś zarzuca mi bark miłości do bliźniego stosując emocjonalny szantaż… Kocham bliźniego jak siebie samego… Nie pluję nikomu w twarz, rozumiem, że ktoś może się bać, unikam z takimi osobami bliskiego kontaktu, wszyscy wiedzą, że jestem bez maski, nie muszą koło mnie siadać. Noszę przy sobie dokument, który dopuszczają obowiązujące przepisy do nienoszenia maski, nie muszę się nikomu tłumaczyć, a okazywać go mam obowiązek określonym służbom…  Nie do takiego obrazu Bożego dziecka w nas zmierzamy, jaki chce Ksiądz mi zaproponować. Bóg nie jest tyranem, jest czuły, troskliwy, kochający, wyrozumiały… A jedność chrześcijan jest jednością ducha, a nie litery i dopóki nie będzie w nas tej jednoczącej miłości, dopóty nie będziemy jednością, choćbyśmy podporządkowywali się wszystkim przepisom kościelnym. Jedność to nie jednolitość, ona zawiera się też w różnorodności, która jest bogactwem Kościoła. Nigdy nie będziemy jednością w poglądach, to jest prawie niemożliwe, dzieli nas posiadana wiedza, różnica wieku, doświadczenie, płeć, sposób odbierania różnych rzeczy, ale serce i rozum są sobie nawzajem potrzebne… Bez serca stajemy się bezduszni, niewrażliwi, a bez rozumu infantylni…

Staram się wczuć w to co Ksiądz przeżywa, choć jest mi trudno, bo sama noszę w sercu żal, który powraca do mnie, jak coś niechcianego, dręczy mnie, sprawia, że zaczynam obudowywać swoje serce  pancerzem, aby stać się nieczuła na to co Ksiądz mówi.  To diabeł sprawia, a jeśli we mnie to i w Księdzu. Przecież on robi wszystko żeby nas podzielić… Jeśli Bóg ma jakiś plan do zrealizowania, to niemożliwym jest, aby nie było przeszkód…

Proszę  rozważyć to co napisałam , jeśli oczekuje Ksiądz bezwzględnego podporządkowania  swoim poglądom to niestety nie mogę się im podporządkować. Jezus tego ode mnie nie oczekuje, a zdarzyło mi się, że mnie o takie prosił i nie miałam problemów aby pójść za tym głosem… Nie rozumiem takiego posłuszeństwa…

Poniżej tekst lekarza, którego opinię podzielam, obserwuję go na Facebooku… Wysyłałam Księdzu kiedyś jego artykuły, sam przechodził covid ciężko, był hospitalizowany, nie sprawdzałam czy nadal jest ordynatorem szpitala covidowego w Jastrzębiu Zdroju, bo takie mam ostatnie informacje, jest praktykiem…

Nie on jeden podważa działania narzucane nam przez rządy, są inni lekarze, naukowcy, epidemiolodzy, wirusolodzy, naukowcy… i nie są to niedouczone głupki, którym brakuje wiedzy, po prostu nie wpisują się w główny nurt…

Ściskam w Panu

Ulka

Godność człowieka jest łamana w świecie , biedny, upokarzany człowiek , nie potrzebuje  się bardziej  uniżać, potrzebuje pochwały, docenienia, jest cenny w oczach Boga. I Ksiądz, czy zakonnik również potrzebuje czuć się doceniony, wywyższony, oczywiście , że z Chrystusem. Jego miłość wywyższa, nie poniża. A pokorą jest wiedzieć, że jesteś wielki w oczach Boga, jeśli Chrystus w Tobie mieszka...

Błogosławię

 


piątek, 2 lutego 2024

"Coś strasznego"

 

 
 

Wczoraj syn, po powrocie ze szkoły, przyszedł ze mną porozmawiać. Siedziałam przy stole, przeglądałam internet, a on mówi:
- Mamo, dzisiaj na lekcji przyrody mówiliśmy o czymś strasznym...
- O czym strasznym? 
- Nie wiem , czy mogę powiedzieć.
- No mów.
- O penisie i spermie... i jeszcze o innych rzeczach.
- To nie jest straszne, ale normalna sprawa, naturalna. 
- Ale takie dziwne nazwy,  i zaczął się śmiać gdy je wymieniał...
- Może dziwne wydaje ci się nazewnictwo, bo nie słyszysz go na co dzień, ale to jest język naukowy, tak się nazywają nasze narządy. To rodzice mówią potocznie, siusiak, pisiorek, są też nazwy wulgarne, których nie powinno się nadużywać, chuj, fiut, ale właściwa nazwa to właśnie: penis, pochwa, jądra, piersi... Dopytywałam o czym jeszcze się uczyli. 
-Czy pani mówiła o polucjach ( zmazach nocnych)?. 
 
Widać, że swoje skrępowanie przykrywał śmiechem, ale potwierdzał. Rozmawiali też o zapłodnieniu, w tym o metodzie in vitro. Opisywał mi co to są jądra, że sprawdzał kiedyś pod prysznicem, że to takie kuleczki, które się przesuwają...
 
To  była przyroda dla klasy czwartej... Mojej lekcji w dzieciństwie widać, że nie zapamiętał...😊

W tym dniu słuchałam też podcastu na temat celibatu, wypowiadał się szczerze jeden ksiądz, miałam przy tej okazji swoje  przemyślenia, ale nie zdecydowałam się wtedy ich przelać na papier. Dzisiaj, gdy szłam na Mszę, to jakby mnie olśniło, że mogę powiązać temat Ofiarowania Jezusa w Świątyni z życiem konsekrowanym, celibatem, moim własnym doświadczeniem i lekcją przyrody. Bóg stworzył kobietę i mężczyznę do małżeństwa, do tego aby byli płodni, to, że powołuje Bóg niektóre osoby do wyłącznej służby w Kościele, to nie znaczy, że one są pozbawione naturalnych instynktów, popędu płciowego, pożądania. Zapewne uczy się je jak sobie radzić z tymi naturalnymi impulsami, popędami, jak nad nimi panować. Nie wiem czego uczą w seminariach, w zakonach, mam tylko wyobrażenie, które jakoś przebijało się nie tyle z nauczania Kościoła, co poszczególnych kaznodziejów, że to co związane z seksem, erotyką to od złego pochodzi, że należy unikać różnych erotycznych wyobrażeń, zawczasu uciąć. Ta ciągła ucieczka jest strasznie męcząca, a człowiek, który tęskni za bliskością, czułością, przytuleniem, dotykiem ciągle boi się tego głodu, który nosi w sobie... W ten sposób można nigdy nie posmakować Bożej miłości, bo do lęku przed wyobraźnią, która go dopada dodatkowo podczepia się poczucie winy, że robi coś złego... Nie mówię, że nie należy unikać sytuacji, w których można polec w walce, ale mówię, że wszystko należy podać Bogu... 

Tu zapiski, które zrobiłam odnośnie tematu 😇 

10.12.2020 r., czwartek

Miałam doświadczenie, którym powinnam się podzielić. Waham się, nie chcę tego robić, wydaje mi się zbyt intymne, już dawno nie opisywałam takich doznań, ale wiem, że może być ważne dla kapłanów, pomocne tym, którzy czytali lub będą czytać moje zapiski. I wiem, że nie bez przyczyny tego doświadczam. Widzę jasno, rozumiem, a to mnie przekonuje o ważności tego czucia. Dotyczy zmysłowych obrazów, które pobudzają wyobraźnię. Nie
powinna ona przerażać jeśli prowadzi do Boga, spotkania z Nim, uwielbienia, ale dzieje się inaczej, bo zmysły pobudzają ciało, a reakcje są trudne do wytrzymania. U mężczyzn dosyć kłopotliwe ze względu na erekcję, możliwy wytrysk.
Przeglądałam zdjęcia publikowane przez osobę, którą obserwuję. Czasami zaglądam na profile osób, które polubiły dane zdjęcie, aby zobaczyć kim są, co publikują. I tak weszłam na profil jednej z osób, a tam zdjęcia w zmysłowych pozach roznegliżowanych kobiet , do tego różne szatańskie symbole. Wyszłam stamtąd, ale te obrazy pozostały w mojej głowie. Zaobserwowałam, że moje
ciało jest bardzo wrażliwe na to co widzi, czułam mrowienie narządów płciowych, narastało podniecenie.
Zaczęłam o tym mówić do Jezusa, przyzywać Go i Ducha Świętego, a odpędzać złego. W świadomości miałam, że Bóg otacza sobą całą przestrzeń.
- Jezu, widzisz jak moje ciało jest wrażliwe na te obrazy. Przepędź złego ducha. Kocham tylko Ciebie, chcę Ciebie uwielbiać, chcę być z Tobą zjednoczona, oczyść mnie, prowadź…
 
Wtedy zobaczyłam w wyobraźni mężczyznę, siedzącego przy biurku, myślałam o konkretnym, ale obraz był niewyraźny, mógł być dowolną osobą. Razem z obrazem słyszałam słowa, które były jego myślami ( słowami), sens ich był taki:
„ Boże, mam jądra jak kamienie, muszę opróżnić zbiorniki ( aby poczuć ulgę). Nie mogę się skupić na pracy”.
Wzywał Bożej pomocy, a ja miałam takie przekonanie, że on nie może się skupić przeze mnie. Widziałam siebie jak idę do niego siedzącego na krześle, siadam na nim okrakiem, obejmuję, a on tego chce. Tęskni za bliskością, spotkaniem, ale czas jest dla niego nie odpowiedni albo wyobraźnia urosła tak bardzo , że ciąży. Odczuwam całą sobą tę „mękę”. Podniecenie narasta do takich rozmiarów, że jest trudne do zniesienia. Ogień, którego nie można powstrzymać. W takim momencie przychodzi pokusa, że jedyną pomocą jest masturbacja. Przychodzi też druga zaradcza myśl, żeby zacząć coś robić co zmęczy fizycznie, odciągnie od tych myśli i skupieniu na nich. Nie chcę ani jednego, ani drugiego. Te myśli są jakby gdzieś obok mnie, jakby nie były rozwiązaniem dla mnie. Ja nadal trwam w Chrystusie, z Nim rozmawiam, to Jego chcę kochać i poddawać się Jego prowadzeniu, a On podpowiada, aby tę energię zmysłowego ciała skierować do wewnątrz, wykorzystać do zjednoczenia z Nim. Nie chcieć zaradzić problemowi po swojemu, ale z Bogiem.
Całe to podniecenie przenieść na pragnienie obcowania z Bogiem, kochania Go, oddawania Mu siebie. Tu przychodzi zgoda na poddanie Mu tego co fizyczne w nas, swoich zmysłów, wyobraźni, seksualności. Kiedy nie spinam się w walce czuję jak od strony łona strumień energii gwałtownie przemieszcza się ku górze,
nie można go pomieścić w sobie. Ciało się pręży, wygina w łuk, aż przechodzący impuls sięga głowy. Następuje rozluźnienie, ulga, błogość, pokój, radość, miłość. To można porównać do głębokiego orgazmu jeśli chodzi o odczuwanie.
Nie jestem mężczyzną i nie wiem czy ten duchowy „orgazm” prowadzi u nich do wytrysku. Myślę, że może, ale nie musi.
Kiedy rozmawiałam z Jezusem leżałam, taka pozycja jest dla mnie najbardziej komfortowa na spotkanie z Bogiem, nic mnie dodatkowo nie rozprasza, nie męczy pozycja ciała. Ale miałam podobne doświadczenie kiedy siedziałam, stałam i w tej ostatniej pozycji, kiedy ten impuls przechodził przez ciało, musiałam się trzymać czegoś, aby nie przewrócić. Później i tak kierowałam się do łóżka, aby rozkoszować się Bogiem. Z czasem nauczyłam się rozpoznawać
Jego przyciąganie, to wewnętrzne poruszenie, które przyzywało a ja szukałam wtedy samotności.
Całe dzisiejsze doświadczenie wydaje mi się ważne. Wszystko co do tej pory słyszę o sobie, moim pośrednictwie w zjednoczeniu z Chrystusem, nabiera dla mnie większego sensu. Bóg daje mężczyźnie stosowną pomoc, daje siebie w wyobrażeniu kobiety, aby mogło dokonać się pełne zjednoczenie. Człowiek, który rozwija swoją relację z Bogiem dochodzi do momentu miłości oblubieńczej, a w niej zaangażowane jest całe ciało i cała dusza. Tam jest cała
prawda, którą człowiek wyraża, tam jest wolność. Jego miłość we mnie, słowa, zachęta, ma tylko ułatwić im to całkowite oddanie Bogu. Nie o fizyczność w niej chodzi, choć ją najtrudniej jest nam Mu poddać. Ja się tylko poddaję tej Miłości i oddaję to co otrzymuję. Kocham, pragnę, tęsknię, cierpię. Odczuwam tę miłość również zmysłami. Uczę się siebie i ich rozumieć.
Myślałam ostatnio, że zbyt długo czuję miłość, radość, jakbym chodziła w chmurach, wiedziałam, że to się skończy, cieszyłam się tym szczęściem, ale wyczekiwałam krzyża, cierpienia, bo to jest taka prawidłowość, raz na górce, a raz w dołku…
I właśnie dzisiaj wieczorem Światło, które do mnie przyszło, pokazało mi rzeczywistość, która była bolesna. To było tak jakby Bóg pozwolił złu dotknąć moich myśli, a te poruszyć emocje, zranić serce, przeszyć duszę. Wszystko jest po coś. Kolejny krok wiary, zaufania Bogu, nauka człowieka, jego słabości i
poczucie osamotnienia, niezrozumienia.


 
 
 

niedziela, 16 lipca 2023

Cierpliwie czekać

 


Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa.
(Iz 55,10-11) 

 Dzisiejsza Ewangelia o Siewcy i ziarnie, którym jest Słowo Boże, które pada na różny grunt odsyła mnie do refleksji, które czytałam na ten temat, dlaczego słowo, które sieje siewca, nie przynosi owocu, ludzie odchodzą od Kościoła a nauczanie wydaje się nieskuteczne... Porównuję to wszystko z własnym doświadczeniem i nie widzę w tym nic dziwnego, że człowiek jest chwiejny, sama taka byłam, gruntem skalistym, na którym Słowo nie miało jak się ukorzenić... A jednak Siewca posiał swoje ziarno i we mnie, i cierpliwie czekał, aż stanę się glebą bardziej żyzną...  Boża troska o to ziarenko była przeze mnie niezauważana a jednak z perspektywy czasu widzę, że oka ze mnie nie spuszczał. Kolejni świadkowie wiary, którzy pojawiali się na mojej drodze byli tymi, którzy pomagali Mu pielęgnować to poletko i ciągle na nowo odnawiać pamięć Jego Słowa zasianego w młodości. .. Byli jak kroplówka, która co jakiś czas nawodniła organizm aby nie umarł, rzucając kolejne słowo i na pewno nieświadomi swojego wkładu w moje nawracanie się i rozwój. Dopiero otwarcie na Ducha Świętego wlało życie we mnie, uzdrowienie było zauważalne przeze mnie i natychmiastowe. A głód Boga, ciekawość Kim jest, jaki jest pociągał nieustannie do szukania wiedzy o Nim, poznania lepiej nauczania Kościoła , w którym ten Bóg dał mi się skosztować...  

Bardzo prawdziwe są dla mnie teraz słowa Izajasza z pierwszego czytania, że słowo, które wychodzi z ust Jego nie wraca do Niego bezowocnie dopóki nie spełni swego posłannictwa... Siwca sieje i cierpliwie czeka tak jak było wieki temu, tak i teraz, ten sam, niezmienny...

Napisałam też kiedyś list do jednego księdza, który stanął na mojej drodze, bez zbędnych pytań otworzył mi drogę do Sakramentu bierzmowania, to był ważny etap w moim życiu, bo na nowo poczułam się przyjęta do wspólnoty Kościoła, ważne było też pośrednictwo koleżanki, bez jej pytania czy chcę i że zapyta księdza czy mogę przyjść, dalej byłabym poza Kościołem...

24.10.2017 r.

 Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus,

Od kilku miesięcy powraca do mnie myśl o księdzu Januszu Gajewskim, którego noszę w swoim sercu i ciepło o nim myślę, mam nadzieję, że list ten kieruję do odpowiedniej osoby.
Przeglądałam kiedyś na stronie archidiecezji wrocławskiej datę święceń kapłanów i nad nazwiskiem mojego obecnego proboszcza widniało nazwisko Księdza, zapytałam go czy jest
ksiądz tym, którego szukam, wysłał mi wtedy link do strony w Szczepanowie.
Nie sadzę żeby mnie Ksiądz pamiętał.
W 1990 roku w parafii p.w. św. Maurycego we Wrocławiu był Sakrament bierzmowania, pozwolił Ksiądz, aby zbłąkana owca, która była daleko od Kościoła przystąpiła do tego
Sakramentu. Zaczęłam wtedy chodzić do Księdza, po kilku latach przerwy, na lekcje religii, później religia weszła do szkół i uczył mnie Ksiądz w XIII liceum. Nie pamiętam dzisiaj nauki,
którą wyniosłam, ale pamiętam Księdza życzliwość i uśmiech, nie tylko na ustach, ale również w spojrzeniu, który pobudzał mnie do nowej gorliwości w odkrywaniu Boga.


Ziarno jednak padło na grunt skalisty, nie zapuściło korzeni. Zabrakło wytrwałości i wiary, aby z taką samą gorliwością trwać nadal przy Bogu. Świadomy wybór życia w związku
niesakramentalnym, oddzielał mnie od Niego, a niepogłębiana wiedza uleciała. Kiedy przyszło zawrzeć związek małżeński, nastąpił ponowny powrót, były łzy, obiecywanie Bogu poprawy i pokój, który zagościł w moim sercu, a później zwyczajna letniość, spowiedź od chrztu do chrztu kolejnego dziecka. Zwyczajna obrzędowość, niedzielna Msza święta, klepanie z dziećmi paciorków, choinka, „ święcenie” jajek, ot powierzchowna religijność.
Sakrament Pierwszej Komunii Świętej najstarszej córki był czasem w naszym małżeństwie kolejnego dokonania wyboru, zastanowienia się jaką wiarę jej przekazujemy, kiedy sami nie
korzystamy z sakramentów i postanowienie pójścia do spowiedzi. Pojechaliśmy do sąsiedniej parafii, sama spowiedź nie była jakaś szczególna, ale otworzyła moje uszy na słowa, które
kierował do nas ksiądz rekolekcjonista, egzorcysta z Białorusi. Wydawało mi się, że pierwszy raz słyszę w Kościele to co on mówi, o przebaczeniu, uzdrowieniu zranień, zachęcał do odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych i świadomego wyboru Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Żal za grzechy, skrucha, łzy, były dopiero w domu, kiedy zaczęłam z Nim szczerze rozmawiać.
Odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych w Wielką Sobotę sprawiło, że nic nie jest takie jak dawniej. Duch Święty na trwale zamieszkał w moim sercu. To Boże przyciąganie, które odczułam w wieku osiemnastu lat powróciło ze zdwojoną siłą, zaczęłam rozpakowywać
wszystkie dary Ducha Świętego, z których kiedyś wcale nie korzystałam. Dopiero teraz wiem co znaczy kochać Boga i być przez Niego kochanym, nosić trwały pokój w sercu. Co znaczy
pragnąć Go całym sercem i ponad wszystko, myśleć o Nim nieustannie i nie chcieć niczym Go urazić, nie ze strachu, ale z miłości.
Jest we mnie takie pragnienie, aby powiedzieć Księdzu, że Chrystus żyje, szuka prawdziwych przyjaciół, aby odnowić swój Kościół, aby na nowo rozpalić w nim ten płomień, który mieli pierwsi apostołowie, pragnie zażyłości, świętości, nie letniości i rutyny, która wkradła się do Jego Kościoła. Potrzebuje Księdza serca, duszy, rąk, ust, aby tego dokonać.

Co odczuwa kapłan po tylu latach służby Bogu i ludziom? Czy nie dosięgła go ciemność i
beznadzieja, zagubienie sensu tego co robi? Czy został wierny Chrystusowej Ewangelii? Czy zbliżył się do Prawdy, czy od Niej się oddalił? Czy nie odczuwa, że doskwiera mu samotność,
gdy tak naprawdę nie jest sam?
Tak bym chciała wlać w serce każdego kapłana tę Miłość, która mnie wypełnia, która pragnie każdego człowieka uczynić doskonałym odbiciem Boga, drugim Chrystusem, a Księdza
pobudzić do odnowienia zażyłości z Duchem Świętym, On nigdy nas nie zostawia, to my Go opuszczamy, odwracamy się plecami.

Pamiętając o modlitwie
Urszula Myślińska

sobota, 15 października 2022

Misja

  

 " Każdy ochrzczony ma misję, a nawet więcej, sam jest misją" - zdanie wyjęte z  przesłania Papieża Franciszka do zgromadzenia Papieskich Dzieł Misyjnych w Lyonie, 17.05.2022,   cytował Paulinę Jaricot
 
    Mój proboszcz często powtarza, że na krzyżach misyjnych umieszczano napis " Ratuj duszę swoją".
I to jest nasza podstawowa misja. Osiągnąć zbawienie, zostać świętym, a w drodze do tej świętości pociągać ku Chrystusowi innych ludzi, pomóc Mu tego dokonać, być Jego świadkiem w świecie... 
Słowa, które ja słyszałam na modlitwie, były takie, że przychodzi On powtórnie, aby powołać na nowo apostołów czasów ostatecznych na wzór tych pierwszych, pragnie odnowić swój Kościół, daje siebie wszystkim, którzy zapragną połączyć się z Nim nierozerwalnymi więzami miłości. Powołuje do świętości. Pierwszy raz przyszedł w ciele, teraz powtórnie przychodzi w Duchu przyjmując ciało każdego indywidualnie ( kto odda mu je na ofiarę żywą, świętą, Bogu przyjemną)... Działo się tak przez wieki od Jego Wniebowstąpienia, po którym dał nam swego Ducha.
    Zadaniem jest praca nad sobą we współpracy z łaską, codzienne branie krzyża i naśladowanie Chrystusa, służba Bogu i bliźniemu, nic nowego. Zwieńczeniem jest osiągniecie dojrzałości chrześcijańskiej - zaślubiny duchowe.
 
Ładnie to ujął Ojciec Zygmunt Kwiatkowski: 
"Choć można to wykpić i wyszydzić, to jednak taka jest właśnie ostateczna perspektywa naszej wiary: miłość oblubieńcza, do której Bóg nas wezwał i ku której nas prowadzi.
Nie tylko ratuje nas ona od śmierci, ale wynosi ponad próg wszystkich naszych "zdroworozsądkowych" oczekiwań, dając nam udział w Jego Boskim misterium trojedynej jedności." 
 
Zapisałam

13.06.2017 r.

- Kocham was, pragnę przemienić ten świat, w którym jest tyle bólu, cierpienia, niesprawiedliwości. Nie mogę już patrzeć jak cierpią Moje dzieci, chcę położyć temu kres. Coraz bliższe jest Moje powtórne przyjście, każdy kolejny dzień przybliża was do tej chwili, kiedy na ziemi zapanuje Królestwo Boże, a Moja miłość zatriumfuje. Nie wydarzy się to jednego dnia, ale będzie procesem, który właśnie trwa, Ja już przychodzę, nieliczne dzieci Królestwa chodzą już po ziemi, ale niewielu Mnie rozpoznaje. Nie chcę niczyjej zguby, walczę o każdą duszę z takim samym zaangażowaniem i wytrwałością. Nie jestem sprawcą zła na świecie, choć wielu Mnie o to oskarża. Jestem nieskończenie dobry, Jestem Miłością, Litością, Współczuciem, spieszę na pomoc wszystkim, którzy się do Mnie zwracają. Nie bójcie się tej chwili, w której przybędę, ona odmieni was, przebóstwi, przemieni wasze życie. Zła już w was nie będzie, grzechu nie będzie, to co stare przeminie, nastanie nowa ziemia i nowe niebo, ale zanim to nastąpi wstrząsnę posadami ziemi, poruszę każde sumienie ludzkie, aby mogło zobaczyć prawdę o sobie i prawdę o Mnie i dokonać wyboru, przyjąć Moją miłość, albo ją odrzucić. Czyż nie dostrzegacie znaków Mojego wzmożonego działania, Boskich interwencji, wielości objawień? Ja jestem tu z wami. Ci, którzy zapragną Mnie przyjąć, otworzą Mi swoje serce, doprowadzę do pełnej jedności ze Mną, zbawienie stanie się waszym udziałem. Niczego tak bardzo nie pragnę jak waszego zbawienia. Daję je wam, zechciejcie wyciągnąć po nie rękę, nie odrzucajcie Mojej miłości. Świat oślepił was swoim blaskiem i nie dostrzegacie jego brzydoty, przykazania Moje wydają się wam nałożonym ciężarem, który ogranicza, odbiera wolność, a przecież przestrzeganie ich jest wyłącznie wyrazem waszej miłości do Mnie - Boga i drugiego człowieka, dla tych co kochają prawdziwie nie są trudem, ale drogowskazem do Nieba, są zwierciadłem, w którym można się przejrzeć, aby dostrzec stan swojej duszy i odbicie posiadanej miłości. Ja pragnę pomóc wam stać się miłością, bo tylko miłość mieszka w Niebie, nic nieczystego tam nie wejdzie, a tylko Ja, Sama Miłość, mogę was tam wprowadzić. Potrzebuję waszego całkowitego oddania, zaufania, uległości, posłuszeństwa. Niech przykładem dla was będzie Moja Matka, stworzenie doskonałe, pełna pokory i oddania Mi. Naśladujcie Ją i słuchajcie Jej głosu, który w obecnych czasach do Mnie prowadzi. Wybrałem Ją na swoją Matkę i dałem też wam, nosi Ona każdego z was w swoim sercu i szuka niestrudzenie każde zagubione dziecko, aby przyprowadzić je do Źródła Miłości. Nie szukajcie łatwych dróg, ta która prowadzi do Mnie jest wąska, a wchodzi się ciasną bramą, jednak Miłość Moja jest niewyczerpana, pragnie dawać się każdemu bez wyjątku. Czekam na was Moje dzieci. 

Kiedy to pisałam rozumiałam, że Jezus mówiąc o Swoim powtórnym przyjściu, nie ma na myśli przyjścia na ziemię w ciele. On przyjdzie do naszych dusz, zespoli nas w Jedno z Bogiem, przemieniając nas w Siebie, staniemy się jakby nową ziemią i niebem, to co stare obumrze, nieurodzajna ziemia ( człowiek) stanie się żyzna, a niebem będzie świętość i Boże Królowanie w nas.


 


wtorek, 20 września 2022

Miłość, miłosierdzie, Faustyna, pytania...


Antonio Palomino y Velasco - Święty Jan Ewangelista

 

 23.04.2018 r. 

Dzisiaj rano mówiłam do Boga, że nie kocham ludzi, za mało jest we mnie miłości, że bez Niego nie ma we mnie nic dobrego, pragnę kochać, wzrastać w miłości do Niego i drugiego człowieka, ale sama z siebie nie potrafię tego zrobić. 

Ela przyniosła mi w tamtym tygodniu książkę do przeczytania o siostrze Faustynie i Bożym miłosierdziu. Dopiero dzisiaj zaczęłam ją czytać, z myślą aby jej oddać na środowym spotkaniu, nie paliłam się do tej lektury, bo czytałam „Dzienniczek”, a to było opracowanie. Przyszła mi do głowy także myśl, że może Bóg chce mi na coś zwrócić uwagę, co będzie w treści tej książki. Był tam życiorys Faustyny, najważniejsze przesłanie, trochę o procesie beatyfikacyjnym i kanonizacyjnym , modlitwy i świadectwa. 

To na co zwróciłam uwagę w tej książce, to słowa z 1 listu św. Jana 5,2: „ Po tym poznajemy, że miłujemy dzieci Boże, gdy miłujemy Boga i wypełniamy Jego przykazania” 

Te słowa sprawiły radość w moim duchu, były dla mnie odpowiedzią, że to nie prawda, że nie kocham ludzi, przestrzegając przykazań to czynię. Ale ja chcę kochać bardziej, nie chcę poprzestać na minimum.

 Czytałam dalej, że nie jest łatwo miłować miłością głęboką, która polega na autentycznym składaniu daru z siebie, możemy się tego nauczyć wnikając w tajemnicę miłości Boga, wpatrując się w Niego, jednocząc się z Jego ojcowskim sercem. Wtedy jesteśmy zdolni patrzeć na braci nowymi oczyma, w postawie bezinteresowności i solidarności, hojności i przebaczenia, że tym wszystkim jest właśnie miłosierdzie. 

Jezus podaje s. Faustynie trzy sposoby czynienia miłosierdzia bliźniemu jako dowód miłości ku Niemu: pierwszy 

– czyn drugi

 – słowo trzeci

 – modlitwa. 

Przyglądam się sobie, skłamałabym, gdybym uznała, że nie czynię uczynków miłosierdzia.  Czynię je z natchnienia Bożego, to On mnie pobudza, wyostrza wzrok, daje współczucie, chęć. 

Tak dzisiaj ze mną rozmawiał Jezus. ( nie mówił wprost, ale poprzez słowo pisane przez kogoś innego) A ja wiedziałam, że to są odpowiedzi na moje pytania, zmartwienia. szłam za cichym  natchnieniem, które zachęcało do przeczytania książki, której nie chciałam czytać, a w której tego dnia, gdy pytałam, znalazłam odpowiedź. Zawsze mnie cieszy dostrzeganie takich małych znaków Bożego prowadzenia w życiu. 

Później zaczęłam mówić do siostry Faustyny, prosiłam ją o modlitwę, pomoc, wsparcie mojej słabości, wątpliwościach co do posłannictwa jako małżonki, było tyle małżonek przede mną, cnotliwych, dziewiczych…

 Kiedy z nią rozmawiałam z oczu płynęły mi łzy, początkowo nie chciałam zapisywać tego co słyszę , zmieniłam później zdanie i zapisałam końcówkę rozmowy, a następnie to co zapamiętałam: ….. 

- Jestem ułomna w mojej ludzkiej naturze, nie chcę tego, ale przychodzi na mnie pokusa bycia kimś wyjątkowym, jedynym, niepowtarzalnym, odsuwam od siebie zazdrość, która nie pozwala cieszyć się wyjątkowością innych.

 - Jesteś piękna, szczera, prawdziwa. 

Rozumiałam, że pragnienie wyjątkowości nie jest niczym niewłaściwym, dla Boga każdy jest niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju Jego obrazem.

 - Ty i wiele innych kobiet stałyście się małżonkami przede mną.

 - To prawda, ale to ty zostałaś wybrana na tę jedyną przed założeniem świata, żadna z nas nie pozwoliłaby Bogu na to na co ty pozwalasz. Nie ma wśród nas zazdrości, jesteśmy szczęśliwe w relacji, którą mamy z Bogiem. Jesteś prawdziwie małżonką ( w ciele i duchu) Rozumiałam, że moje powołanie do małżeństwa jest zgodne z tym duchowym, nigdy nie miałam być świętą dziewicą, ale świętą małżonką.

 - Łączymy się z tobą w tej miłości oblubieńczej, jesteś bramą, która jest otwarta dla wielu (świętych). Ty jesteś tą Małżonką, Oblubienicą Baranka, która schodzi z nieba, jesteś obrazem świętego Kościoła. Nawet Maryja oddaje ci w tej kwestii pierwszeństwo ( jako Małżonce, Ona jest Matką Kościoła). 

 


W poszukiwaniu zapisków o świadczeniu miłosierdzia Bożego, trafiłam ta ten fragment. Niewiele wtedy rozumiałam z tego co wcześniej mówił mi Jezus a później doprecyzowała Faustyna ... On nas zaprasza do zbudowania z Nim relacji małżeńskiej, oblubieńczej, każdy z nas ma stać się miastem świętym, małżonką Baranka i tworzyć Kościół na podobieństwo tego niebiańskiego... w Apokalipsie pokazane jest takie niebiańskie Jeruzalem, Kościół, który zstępuje z nieba ... Ale niebo przecież nie jest gdzieś w górze, w określonej przestrzeni, Niebem jest Chrystus, On jest w naszych sercach, gdy jest w nich zjednoczony z nami, a nasza wola całkowicie podporządkowana Bogu. Kiedy przyjdzie ostatecznie połączą się te dwie rzeczywistości, nastąpi przebóstwienie naszych ciał. Dusza całkowicie oddana Bogu należy już do Niego, nie podlega sądowi. Odrodzony Kościół to ten,w którym jego członki są zjednoczone z Chrystusem w miłości... I nie ma to nic wspólnego z triumfalizmem, ale z pokorą, posłuszeństwem, uległością wobec Boga...

On nazywa mnie małżonką, ale pokazuje na siebie, Małżonkę, Małżonka, który jednoczy swoich wybranych miłością oblubieńczą. pokazał mi jak dokonuje się takie ścisłe zjednoczenie z Nim, które ja nieudolnie usiłuję opisać, ale sposób wyrazu mojego doświadczenia, które jednoznacznie mi się kojarzy z relacją małżeńską między kobietą a mężczyzną może być niezrozumiane i gorszące w czasach, gdy w Kościele ciągle mówi się o nadużyciach seksualnych... Nie wiem jak mam przekazać światu, to o czym w zawoalowany sposób pisali doktorzy kościoła: Teresa z Avilla i Jan od Krzyża. Oni prowadzili do zjednoczenia, a ja idę dalej, pokazuję "noc poślubną". zapisuję własne doświadczenie i to co kazał mi zapisać Jezus. Bóg mówi do nas w każdym czasie, może to jest właśnie mowa do współczesnego człowieka, bardziej zmysłowego, do którego przemawiają obrazy, które działają na zmysły. Nie wiem, żyję w tym czasie, w małżeństwie, i Bóg mówi do mnie symbolami, które są dla mnie zrozumiałe.Tylko wydaje mi się, że nie jest to mowa dla dzieci, które trzeba karmić mlekiem, ale do tych dojrzałych duchowo... Jak do nich dotrzeć? A może niepotrzebnie chciałabym robić selekcję, może Bóg chce pokazać siebie  takiego nie oderwanego od życia... Skąd mam wiedzieć, czy właśnie taki na początku drogi nie zostanie zachęcony do czegoś więcej?... Na razie wybieram fragmenty, zastanawiam się nad pokazaniem całości... Chyba napiszę, nagram i kliknę na łożu śmierci... Ha,ha,ha, nie wiem...

Niech Bóg prowadzi mnie i tych, których postawił na mojej drodze... Niech rozeznaje wspólnota Kościoła

 



czwartek, 1 września 2022

Rozum i mądrość

 


 Takie moje dzisiejsze rozważanie na temat rozumu i mądrości, podczas drogi do szkoły... Później znalazłam cytat o prawdziwej mądrości w Piśmie Świętym.

Bóg dał człowiekowi rozum, aby mógł on Go poznać, w wolności dokonywać wyborów, rozróżniać dobro od zła, panować nad światem, rządzić, nazywać rzeczy....Rozum oświecony wiarą jest naszym sprzymierzeńcem w rozeznawaniu, podejmowaniu właściwych decyzji, nakierowanych na miłość, dobro i piękno, które są z Boga. Jako, że człowiek jest istotą duchowo cielesną a sam rozum nie jest wstanie przeniknąć ducha, Bóg również obdarował ludzi, którzy w Niego wierzą różnymi darami, w tym darem mądrości, dzięki, któremu możemy przenikać ducha dokonując wyborów, które nie oddzielą nas od Boga... Prawdziwa mądrość prowadzi do Boga i tego co Boże... Rozum zawsze dąży do prawdy, ale nie dopuszczając Boga do głosu, przez pychę swego umysłu człowiek idzie za pozorną prawdą... Od Boga wyszliśmy i do Boga zmierzamy, jeśli ktoś tego nie widzi, to jest "ślepy"... Człowiek duchowy może zaobserwować w sobie jakby dwa "głosy", dwie wole, swoją i Bożą, musi nauczyć się je rozróżniać, jako, że nasza natura ma skłonność do grzechu, potrzebuje wiedzy, aby rozum mógł ostatecznie zweryfikować co jest zgodne z wolą Bożą, a co nie i wtedy decyzją woli podejmujemy wybory...  ❤... Jk 3, 13-18 "Kto spośród was jest mądry i rozsądny? Niech wykaże się w swoim nienagannym postępowaniu uczynkami dokonanymi z łagodnością właściwą mądrości! Natomiast jeżeli żywicie w sercach waszych gorzką zazdrość i skłonność do kłótni, to nie przechwalajcie się i nie sprzeciwiajcie się kłamstwem prawdzie! Nie na tym polega zstępująca z góry mądrość, ale mądrość ziemska, zmysłowa i szatańska. Gdzie bowiem zazdrość i żądza sporu, tam też bezład i wszelki występek. Mądrość zaś [zstępująca] z góry jest przede wszystkim czysta, dalej, skłonna do zgody, ustępliwa, posłuszna, pełna miłosierdzia i dobrych owoców, wolna od względów ludzkich i obłudy. Owoc zaś sprawiedliwości sieją w pokoju ci, którzy zaprowadzają pokój"❤                                                                              

Fragmenty zapisków o współpracy serca i rozumu w wierze... Pojawiło się we mnie kiedyś takie pragnienie, aby napisać do księdza Piotra N. z napomnieniem, słuchałam jego kazań, z których treścią nie do końca się zgadzałam. Pytałam wtedy o to Jezusa. Uczył mnie wcześniej, że mam się kierować sercem i w nim szukać potwierdzenia. 


03.07.2018 r.,

- Wierzysz Mi, że cię posłałem? 

- Boże, Ty znasz prawdę, moja wiara jest słaba, wierzę i wątpię. Chciałabym mieć całkowitą pewność.

 - Masz ją, wątpliwości cały czas cię do niej prowadzą. Widzisz znaki, które pokazują ci, że cały czas jestem z tobą, dodaję ci odwagi i siły do przekazywania innym Mojego słowa. Jesteśmy jedno, jesteś Moim języczkiem, który mówi do ludzi żywym głosem. Na razie małym, nieśmiałym, ale pracuję nad tym, aby ciągle rósł w siłę. Nie bój się mówić co myślisz, jestem Panem twoich myśli, uwalniam je lub związuję, w ten sposób działam, uczę cię, chcę abyś była twórcza, samodzielna. Wiesz, że zawsze możesz prosić Mojego Ducha o potwierdzenie tego co chcesz zrobić. Czy kiedykolwiek odmówiłem ci pomocy? Może nie dawałem ci jej natychmiast, ale zawsze ją dostawałaś. Ten czas był potrzebny, aby trafić w odpowiedni moment, aby to co zamierzasz miało możliwość zadziałać z najlepszym dla wszystkich rezultatem. Napisz do Piotra tak jak chciałaś.

 - Jezu, nie wiem czy nie dokonuję osądu sama. Nie chciałabym sprzeciwiać się Twojej woli. 

- A co mówi ci twoje serce? 

- Sprzeciwia się niektórym jego słowom, ale nie jestem pewna czy to mówi do mnie serce czy rozum. Widzę oznaki fanatyzmu wśród jego uczniów, dzielą Kościół, sprzeciwiają się biskupom.

 - Rozum nie jest przeciwnikiem serca, wiara ma być rozumna a nie głupia, jej ślepota ma być innego rodzaju. Nie widzieć Mnie, a wierzyć we Mnie, wypełniać Moje przykazania, trwać w nauce apostołów, uznawać zwierzchnictwo Piotra, czcić Moją Matkę, kochać Mnie i bliźniego. Macie badać duchy, a nie z uporem iść za czymś co sprzeciwia się hierarchii Kościoła, podburza do buntu. Kościół w Polsce ma wielu wiernych Mi biskupów i kapłanów, którzy stoją na straży czystości prawd wiary, nie należy podważać ich autorytetu, to osłabia Mój Kościół.

...