Zazdrostka
Od piekła zazdrości uchowaj mnie Panie!
I nie czuć piekła zazdrości.
Zawsze czuć miłość, nie czuć zazdrości.
Panie uchowaj od piekła zazdrości."
OBLUBIENICA: Powstań, wietrze północny, nadleć, wietrze z południa, wiej poprzez ogród mój, niech popłyną jego wonności! Niech wejdzie miły mój do swego ogrodu i spożywa jego najlepsze owoce! (Pnp 4,16)
Ludzie wierzący, w obliczu bestialstwa , zbrodni, cierpienia, które zadaje człowiekowi człowiek, zadają sobie pytanie gdzie jest Bóg, dlaczego na to pozwala... Jak mają się przed tym obronić, czy mogą zabić w obronie własnej... Sumienie nasze poddawane jest napięciu, rozum szuka odpowiedzi... Papież, który dany nam jest na te czasy wyraźnie mówi, że nie ma wojny sprawiedliwej...
"Wojny są zawsze niesprawiedliwe. Bo tym, kto za nie płaci jest lud Boży. Nasze serca nie mogą nie płakać na widok zabitych dzieci i kobiet, wszystkich ofiar wojny. Wojna nigdy nie jest drogą. Duch, który nas jednoczy, prosi nas jako pasterzy, abyśmy pomagali narodom cierpiącym z powodu wojny – sugerował Franciszek."
Bóg jest Bogiem pokoju, nie wojny i niedobrze by było, gdyby Papież jako przywódca duchowy, pokazywał nam inną drogę niż tę, którą pierwszy wyznaczył nam Jezus. Nauczanie Papieża wskazuje nam jak mamy postępować, aby Królestwo niebieskie stało się naszym udziałem już na ziemi. Jest kolejnym Papieżem, który przygotowuje lud na ostateczne przyjście Chrystusa. Przekonuje mnie o tym wizja, którą roztacza o powszechnym braterstwie. Jest ona rzeczywistością raju i wydaje się niemożliwa do zrealizowania na ziemi.... A jednak nowa ziemia i nowe niebo może być w nas, kiedy ciało podporządkuje się prawom ducha. Dokonuje się to poprzez ciągłe umieranie dla siebie a wybieranie Jezusa, Jego praw...
To dobrze, że jest w nas to napięcie sumienia, gdyby go nie było nic by nas nie różniło od zwierząt...
Wojny "sprawiedliwe", kiedy zabija się w obronie własnej, broni terytoriów swoich granic są usprawiedliwione przez prawo ludzkie, zmniejszają ciężar winy, ale jej nie niwelują i tak trzeba będzie ją odpokutować, albo na ziemi, albo w czyśćcu. Bezpośrednio do nieba nie wejdzie ten kto nie upodobni się do Chrystusa... Tam jest miłość doskonała, która miłuje swoich nieprzyjaciół... Czy moglibyśmy zabić kogoś kogo kochamy? Dokonuje się to w gniewie, nienawiści, chęci zemsty, albo gdy zabite jest w nas sumienie, a my wyszkoleni w zabijaniu, znieczuleni... Dla kogoś kto trwa w bliskości z Bogiem wie, że nawet słowo może zabić... Zwykła niechęć do drugiego człowieka hamuje przepływ miłości, która mogłaby być między nami. A co dopiero napiętnowanie kogoś, wyszydzenie, fałszywe świadectwo dawane o drugim człowieku...
Czyż nie o tym mówił Jezus ( nie wyjdziesz stamtąd aż zwrócisz ostatni grosz)
A gdzie jest Bóg w tym całym cierpieniu na ziemi? Jest w każdym cierpiącym człowieku.
Tak mi to kiedyś przedstawił Jezus:
07.02.2019 r., czwartek
Od rana odczuwam obecność Bożą, Miłość, kocham Go, tęsknię. Kiedy przychodzę spędzić z Nim czas na osobności jest ze mną, możemy porozmawiać.
Po 17 –tej mam obraz, a jednocześnie odczuwam obecność Bożą, prosi mnie abym poddała się temu co widzę. Jestem przybita do krzyża leżącego na ziemi, czuję kłujący ból na dłoniach, wokół mnie wrogość ludzi, jestem poniżana, opluwana, ktoś na mnie nasikał. Jezus mówi mi jak wielu upokorzeń doświadcza każdego dnia, brutalności, przemocy. Jego Ciało jest nieustannie ranione. (...) Później widzę kolejny obraz, w którym Jezus ściąga mnie z tego krzyża, obmywa, leczy zadane rany i tuli w swoich ramionach. Następnie przychodzi do mnie Bóg Ojciec, nie widzę Go, ale czuję jak wypełnia mnie Sobą, kocha, mówi do mnie: „Moja córeczko, najdroższa córeczko”. Wiem też, że otula mnie Duch Święty, ale nic nie mówi, odbieram Go jako delikatny powiew na mojej twarzy. Jestem w objęciach Boga, który się o mnie troszczy.
Kiedy to się dzieje nie wiem jak rozumieć te obrazy, nie analizuję ich, jestem w tych scenach i wiem tylko co wtedy odczuwam. Przy pierwszym obrazie byłam pogodzona z tym czego doświadczałam, nie czułam złości, nienawiści, buntu, ale smutek i troskę o tych, którzy mi to robią, współczucie, jednoczyłam się z Jezusem prosząc Boga o wybaczenie im, była we mnie miłość. Miałam pełne zaufanie do Boga. Następny obraz był samą rozkoszą przebywania w ramionach Boga. Pomyślałam, że kiedy walczy się z tym co nieuniknione, nie ma w nas pokoju, jest bunt, gniew, a człowiek bardziej cierpi. Kiedy przyjmuje się wszystko z pełnym zaufaniem przychodzi spokój. Zastanawiają mnie słowa Jezusa, że moje przyzwolenie na grzeszną wyobraźnię ( myśl) związaną z moją osobą, nie obciąża tej osoby. Nie wiem czy dobrze to rozumiem, ale tłumaczę sobie, że kiedy Jezus wziął na siebie każdy grzech to pozwolił, aby on Go zranił. Zaakceptował to cierpienie , „ chciał”, to tak jakby nie dokonał się na Nim gwałt, grzech „ rozpłynął się” w Jego miłości i usprawiedliwił osobę, która Go zraniła. On nie czuje nienawiści do człowieka, jest smutny, przygnębiony, zatroskany, jest samą Miłością, w Niej jest wybaczenie, w Niej jest ukojenie, uzdrowienie wszelkich ran. W miłości Boga grzech (wina) nie istnieje, nie wiem jakiego użyć słowa - ona go zakrywa, rozbraja, unicestwia.
To jest moje patrzenie, oczami ducha...
Świat zatracił się w grzechu, odeszliśmy od praw Bożych nic dziwnego, że toczą się między nami wojny... Jak wychowywać bez "rózgi karzącej" krnąbrnego człowieka? Nie wiem, czasami dialogować się nie da... Kary są środkiem wychowawczym i dyscyplinującym... A jak ma do nas mówić Bóg, żebyśmy zrozumieli, że nasze szczęście jest tylko w Nim? ...
Od dwóch tygodni zbieram się, aby podzielić się z Wami moimi zapiskami na temat Sakramentu pokuty i pojednania, ciągle coś mi przeszkadzało, natrętna myśl, że źle to będzie odebrane przez ludzi... Uciekałam od tego tematu, a on i tak powracał.
Dużo teraz treści na ten temat, wiadomo, wielki post, czas intensywniejszych przygotowań do świąt wielkanocnych, dobry czas nie tylko na porządki w domu, ale przede wszystkim we własnym sercu... Nie ma gorszej rzeczy dla człowieka niż śmierć duchowa, uporczywe trwanie w grzechach ciężkich, zatwardziałe serce, brak chęci powrotu do prawa miłości Boga i bliźniego, które jest zapisane w naszych sercach, a które tak łatwo zagłuszamy, usprawiedliwiając własne występki...
Sakrament pokuty i pojednania jest bardzo ważny na drodze nawrócenia. Chrystus zostawił w swoim Kościele prosty sposób powrotu do Boga i wspólnoty Kościoła, trzeba nam go na nowo odkrywać...
Mój stosunek do tego Sakramentu zmieniał się wraz z moim rozwojem... Kiedy zaczęłam zapisywać swoje stany duchowe, byłam już na etapie gdzie nie widziałam grzechów w kategorii prawa Bożego... Wypełniała mnie miłość Boża, która w momencie uchybienia Miłości pokazywała mi to jasno , a objawiało się to w postaci żalu, który sprawiał, że natychmiast przepraszałam Boga, że Go ranię... Później dowiedziałam się, że to jest żal doskonały, który na powrót jedna duszę z Bogiem...
Teraz zdaję sprawę ze stanu swojego sumienia, księdzu, który jest moim opiekunem duchowym, raz w roku. Dodatkowo wysyłam mu zapiski, w których opisuję szczegółowo moje działania, stany duchowe, myśli, wątpliwości, dręczenia, aby miał pełniejszy obraz mojej osoby...
Myślę, że mój przypadek pokazuje, że kapłani nie mogą rutynowo podchodzić do każdej osoby spowiadającej się. Nie mogą na nią patrzeć własnymi oczami, ale sercem Chrystusa.
Wybrałam te zapiski, w których mówił do mnie Jezus, na temat spowiedzi.
01.09.2017 r.
Nie wiem jak mam iść do spowiedzi, kiedy nie widzę grzechów, z których mam się spowiadać. Przywołuję z pamięci, różne sytuacje, w których mogłam obrazić Boga, ale On mi nie pozwala się oskarżać, mówi, że nie ma we mnie grzechu. Napisałam w tej sprawie do księdza. Później zapragnęłam, aby był jak Chrystus, żeby przenikał mojego ducha, patrzył na mnie Jego oczami, aby mnie rozumiał, aby wiedział co myśli Bóg. W tym czasie zalewała mnie miłość, słyszałam, że „tak będzie, do tego zmierzamy”.
Ksiądz w odpowiedzi przysłał mi przykazania Kościelne i na końcu zdanie:
Drugie przykazanie Kościelne I wszystko.
10.09.2017 r.
Stoję w miejscu, ograniczają mnie moje przyzwyczajenia, wpojona nauka, poglądy innych ludzi, troska, aby nie wypaczyć bliskim nauczania Kościoła.
- O mój Jezu, jak mam w świecie, w którym ludzie utracili poczucie grzechu mówić o tym, że nie widzę w sobie grzechu? Jak mam iść dalej( do przodu), kiedy zatrzymują mnie przyzwyczajenia częstej spowiedzi, ciągłego badania siebie, myślenia o sobie jak o grzeszniku, który nie może być wolny od grzechu ze względu na swoją ludzką naturę? Kiedy nie pokazujesz mi grzechów czuję się nieswojo.
- O jak zniekształciliście Moje nauczanie, zatraciliście ducha Ewangelii a skupiliście się na literze. Nie rozumiecie sensu posługi jednania, którą wam zostawiłem. Koncentrujecie się na obrzędach, pozorach pobożności, nie korzystacie z darów Ducha Świętego, nie słuchacie Jego pouczeń, brakuje wam wiary w Jego moc uświęcenia człowieka. Jesteście ślepcami prowadzonymi przez ślepych nauczycieli, a przecież nie zostawiłem was sierotami, przyjmijcie Ducha Świętego, bez Niego jesteście puści ( martwi) w środku. O jakże niewielu mam świadków wiary, prawdziwych Moich uczniów. Maleńka, nie jesteś jak większość, zdjąłem łuski z twoich oczu, teraz musisz iść za głosem twojego Nauczyciela. Chcę, abyś się rozwijała, tylko będąc Mi posłuszną możesz tego dokonać. Nastaną czasy, w których moi uczniowie będą na nowo nazywali siebie świętymi bez poczucia niegodności tego miana. Ze Mną można nie grzeszyć, można żyć w świętości otoczonym Moją chwałą tu na ziemi. Jesteś lampą rozświetlającą drogę, przyjmij to co objawia ci o tobie sama Prawda, zaakceptuj, a pójdziemy dalej.
11.04.2018 r.
Rano, na myśl przychodzi mi Sakrament pokuty i pojednania, zaczynam słyszeć słowa, które zapisuję:
- Nastaną czasy, w których taka forma spowiedzi jak jest obecnie nie będzie możliwa. Zbyt mała ilość kapłanów sprawi, że kierownictwo duchowe szeroko pojęte jako nauka penitenta stanie się niemożliwe. Chcę wam pokazać, że niedoskonałości i wady nie zrywają ze Mną komunii, nie wymagają odpuszczenia grzechów przez kapłana, wystarczająca jest skrucha i żal. Ludzie przyszłych czasów będą musieli zdać się na prowadzenie Ducha Świętego. Nauczcie się słuchać Jego głosu. Tam gdzie zabraknie kapłanów, odwrócenie się od grzechów i żal doskonały na nowo przywróci jedność ze Mną, pozwoli Mojemu Duchowi dokonywać zmian w waszych sercach. Nigdy nie odwracam się od grzesznika, który chce do Mnie powrócić. Dopóki macie taką możliwość korzystajcie często z Sakramentu pokuty i pojednania, czekam tam na was.
25.04.2019 r., czwartek
- Boże, boję się tych myśli, czy to ja nimi nie steruję.
- Chcesz mu pomóc? - Chcę.
- To poddaj się tym myślom.
- Duchu Święty wypełnij mnie, prowadź mnie.
Widzę osobę, która nie dostała rozgrzeszenia od kapłana. Nie rozumie dlaczego, inny kapłan za te same grzechy dawał. Nie godząc się z tym, postanawia przystępować do Komunii świętej. Nie widzę żeby poszła ponownie do spowiedzi do innego kapłana i prosiła o radę, ale rozsądziła to sama. Nie otrzymała rozgrzeszenia od innego kapłana w tej samej sprawie. Nie daje jej to spokoju, szuka akceptacji swojego postępowania.
- Jezu, jeśli każdy kapłan udziela rozgrzeszenia na podstawie własnego rozumu, posiadanej wiedzy, a człowiek może chodzić od jednego do drugiego, aby otrzymać rozgrzeszenie, to czyje słowa są dla Ciebie wiążące? Przecież penitent nie zawsze ma pełne zrozumienie, jego wiara może być słaba, sumienie chore, niewyczulone na grzech.
- Maleńka, przykro to mówić, ale większość waszych spowiedzi jest niedoskonałych, nieszczerych, zatajacie grzechy, chcecie postawić siebie w lepszym świetle przed kapłanem, nie ma w nich żalu, skruszonego serca, ale czysty formalizm. Niewielu widzi, że przychodzi do Mnie jak do Osoby, która bardzo was kocha, a którą zranił każdy wasz grzech, z którą chcielibyście się pojednać i uzyskać przebaczenie. Jakże inna byłaby wtedy jakość waszego życia, jak rozkwitłaby wasza wiara, miłość, jak wstrętny okazałby się grzech, jak umiłowana Prawda. Każdy szczerze wyznany grzech w konfesjonale jest odpuszczony nawet gdy nie ma żalu doskonałego, każdy zatajony nadal ma nad wami władzę, blokuje dostęp Mojej łaski i rozgrzeszenie kapłańskie nie może tego zmienić. Nadal jesteście niewolnikami na służbie złego. Czasami jest tak, że człowiek bardzo żałuje swoich grzechów, jego serce gorąco pragnie nawrócenia, poznania Mnie, pokochania, ale wyznanie wszystkich grzechów drugiemu człowiekowi przerasta jego możliwości w danej chwili, wyjawia kapłanowi tylko te, które jest wstanie wypowiedzieć na głos. W takim przypadku rozgrzeszenie sięga również tego co niewypowiedziane. Moja łaska rozlewa się w pełni na taką duszę, bo jej żal doskonały i prawda, którą Mi tylko wyjawia, jedna ją ze Mną zanim kratki konfesjonału potraktuje jak dopełnienie formalności powrotu do jedności z Kościołem. Ta dusza rozkwita napełniana Moją miłością, choć jest targana wątpliwościami czy przyjmowanie Mojego Ciała nie jest świętokradztwem. Te wątpliwości nie ode Mnie pochodzą, chcą ją przestraszyć, aby odstąpiła ode Mnie. Kiedy w człowieku nie ma chęci nawrócenia, stanięcia w Prawdzie, nie ma chęci jedności ze Mną, żadne rozgrzeszenie kapłańskie nie jest skuteczne. Nieudzielenie rozgrzeszenia powinno skłonić człowieka do poszukiwania prawdy, odmienienia swojego życia, chęci osobistej przemiany, a nie nakłonienia kapłana do zmiany decyzji, przekonywania o błędzie, poszukiwania innego, który da rozgrzeszenie. Takie ( te ) postawy wynikają z niezrozumienia Sakramentu pokuty i pojednania.
06.09.2019 r., piątek
- Mój Boże, o mój Boże, pragnę Cię. Nie wiem co ja mam robić… Co ja mam robić?
- Poddaj Mi się całkowicie. Ufaj
- Musisz się przyzwyczaić, że nie będziesz przystępowała do spowiedzi w sposób jaki teraz jest praktykowany . Nie chcę od ciebie takiej spowiedzi, która jest rutyną, formalnością, nie musisz przypodobywać się ludziom. Nie jesteś ode Mnie oddzielona ( żaden grzech cię ode Mnie nie oddziela). Jeśli Ludwik oczekuje, abyś zdawała mu sprawę ze swego sumienia przynajmniej raz w roku, to bądź mu posłuszna. Jeśli będziesz potrzebowała Mojego błogosławieństwa, możesz o nie poprosić go w każdej chwili, a będę cię błogosławił. Maleńka, jesteś święta, bo Ja jestem święty, naucz się żyć z tą świadomością, opanowałem grzesznika, należysz do Mnie i Ja cię oczyszczam przy każdej twojej skrusze, ponawia to oczyszczenie każdorazowa Eucharystia, nie musisz powielać Sakramentów, aby dokonało się pojednanie ze Mną, Ja tego nie wymagam, nigdy czegoś takiego nie nauczałem. Jak ktoś nie umie tego pojąć to trudno, nie zważaj na opinię drugiego człowieka. Masz czyste serce, Moje serce. Nie musisz się nikomu tłumaczyć.
Dziś był pierwszy piątek miesiąca i kolejka ludzi do spowiedzi, po Mszy świętej rozmawiałam ze znajomą, podchodziły kolejne i jedna osoba nie omieszkała mi wytknąć mój brak dzisiejszej spowiedzi, mówiąc: „ do spowiedzi grzesznico” , odpowiedziałam, że umawiam się z księdzem indywidualnie, wtedy pozostałe nieco zdziwione pochwalały, że to dobrze. Przypomniała mi się dzisiejsza rozmowa z Jezusem, jakby mnie uprzedził i pokazał obraz świadomości wśród wiernych na temat tego sakramentu.

| Witraż Ducha Świętego z Sanktuarium Matki Bożej Królowej, wzorowany na witrażu z Bazyliki Św. Piotra na Watykanie. Parafia leży na Podhalu. |
Jan przywołał do siebie dwóch spośród swoich uczniów i posłał ich do Jezusa z zapytaniem: "Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?" Gdy ludzie ci zjawili się u Jezusa, rzekli: "Jan Chrzciciel przysyła nas do Ciebie z zapytaniem: Czy Ty jesteś Tym, który ma przyjść, czy też innego mamy oczekiwać?" W tym właśnie czasie Jezus wielu uzdrowił z chorób, dolegliwości i uwolnił od złych duchów; także wielu niewidomych obdarzył wzrokiem. Odpowiedział im więc: "Idźcie i donieście Janowi to, co widzieliście i słyszeliście: Niewidomi wzrok odzyskują, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni i głusi słyszą; umarli zmartwychwstają, ubogim głosi się Ewangelię. A błogosławiony jest ten, kto nie zwątpi we Mnie". (Łk 7, 18b-23)
Czytając rozważania różnych osób do dzisiejszej Ewangelii, na jedno zwracają uwagę, że Jan pomimo wskazania na Jezusa jako Syna Bożego podczas chrztu w Jordanie zaczął mieć wątpliwości, gdy był uwięziony, czy Jezus jest tym, na którego czekają, zapowiadanym Mesjaszem. Miał jakieś wyobrażenie o tym jaki powinien być Zbawiciel, a to co mówiono o Jezusie, co robił, nie do końca odpowiadało Janowemu wyobrażeniu...
Ja, w dzisiejszym czytaniu, zatrzymałam się na odpowiedzi Jezusa, o czym później, ale teraz chcę jeszcze zwrócić uwagę, na taki szczegół, który pozwoli spojrzeć nam inaczej na poselstwo Jana... Wcale nie musiał wątpić, był całkowicie przekonany o tym czego był świadkiem.
J 1): 29 Nazajutrz zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: «Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. 30 To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. 31 Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi». 32 Jan dał takie świadectwo: «Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. 33 Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: "Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym". 34 Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym».
Miał jednak uczniów, którzy gromadzili się wokół niego, ich nauczyciel został uwięziony, ich sytuacja stała się niepewna. Jan wskazał tego, który przyjdzie po nim. Zastanawiają się czy powinni teraz przyłączyć się do Jezusa, a opuścić Jana... Ich wiara jednak nie jest tak silna jak jego, patrzą oczami, nie mają objawienia z Nieba, są pełni wątpliwości. Jan nie potrafi ich przekonać, może to tylko zrobić sam Jezus, dlatego zostają posłani do Niego. Odpowiedź Jezusa jest tak naprawdę nie dla Jana, ale dla jego uczniów. On pokazuje na znaki, które się dzieją, jeśli one ich nie przekonają, to słowa tego nie zrobią, bo słowo przekazał już Jan, a mimo to byli pełni wątpliwości...
I tu pragnę zachęcić wszystkich kapłanów, jako tych którzy głoszą Ewangelię do otwarcia się na działanie Ducha Świętego również w znakach. Samo słowo nie zawsze wystarczy, potrzebne są znaki, aby nawrócenia były skuteczne.
Wkleję te fragmenty z moich zapisków, w których Jezus przekazywał mi wiedzę na temat uzdrawiania, charyzmatów, współpracy z Duchem świętym. Może komuś będą przydatne.
12.10.2015
Dostałam od Joasi materiały na temat modlitwy o uzdrowienie wspomnień. Zaczęłam tego słuchać i poczułam w sobie opór. Zwróciłam się do Jezusa słowami, że mam problem z tym materiałem. Odpowiedział: „ Nie zrażaj się, będę cię prowadził w tej sprawie”. Kiedy wieczorem dobrnęłam do końca, usłyszałam : „ Posłałem cię tam abyś napominała. Ja nie identyfikuję się z tą metodą. Pozwala ona lepiej funkcjonować w życiu doczesnym, ale niekoniecznie prowadzi do Mnie”. Zapytałam jaką metodę preferuje. Odpowiedział „ Podążanie drogą świętości”.
10.11.2015
Około 4 nad ranem usłyszałam słowa :” Nie zatrzymuj się, chcę abyś szła dalej.” Zaczęłam wtedy rozmawiać z Jezusem na temat, który ostatnio mnie nurtował, to znaczy nakładania rąk, metody uzdrawiania wspomnień, siły sugestii. Jezus mówił, abym nie przywiązywała się do żadnej metody tyko słuchała Jego, On będzie działał przeze mnie tak jak będzie najlepiej dla danego człowieka. Zapewniał mnie, że ojciec Andrzej nie wyrządza nikomu zła, mówił, że działa przez niego, że jego ręce są konsekrowane i kiedy nakłada je na innych przekazuje Boże błogosławieństwo. Jak każdy człowiek popełnia czasem błędy, stąd pewne nadużycia, wynikają raczej z niewiedzy. Jezus chciałby, aby o. Andrzej poznał całą prawdę o Nim, chce go mieć bliżej siebie. Wcześniejsze słowa o tym, że Jezus nie utożsamia się z metodą uzdrawiania wspomnień były bardziej dla mnie, bo ojciec na razie nie będzie w stanie ich przyjąć. Metody te są ludzkim sposobem rozumowania.
03.01.2016
Przychodzą nowe wskazówki na temat uzdrawiania. „ Jestem nieskończenie dobry. Jeśli w tobie jest pragnienie, aby ktoś został uzdrowiony to jakże Ja bardziej tego pragnę”. „ Gdy poczujesz jak wzbiera w tobie Moc Boża, wzruszy cię czyjś los ( problem, choroba), poruszy się twoje serce. Wtedy będziesz mogła położyć na tę osobę ręce i w Moje Imię kazać temu odejść. Będę cię prowadził, będziesz wiedziała co masz mówić”.
31.07.2016
Jezus kontynuował swoją naukę o wierze doskonałej, o korzystaniu z Jego mocy, uzdrawiania, czynienia cudów, wypędzania złych duchów. Przyszedł do mnie ze swoją miłością, ofiarowywał mi siebie. Odczuwałam Jego obecność, która mnie pochłaniała. Mówił, że zrobi dla mnie wszystko o cokolwiek poproszę, spełni każdą moją prośbę. Mówił: „ oddaję ci się cały, możesz zrobić ze Mną co tylko chcesz, jestem słaby z miłości do ciebie, spełnię każdą twoją prośbę” , a ja mówiłam „ Jezu, pragnę tylko Ciebie, mając Ciebie mam wszystko. Chcę Cię kochać, chcę abyś był szczęśliwy, aby Twoje Imię otoczone było chwałą, aby rozszerzało się Twoje Królestwo. Chcę wypełniać tylko Twoją Wolę.” Wypowiadał wiele słów miłości, które były pieszczotą dla mojej duszy, następnie kolejny raz opowiadał mi do czego chce mnie wykorzystać. Mówił, że chce dokonywać wielkich rzeczy, że będziemy uczyć kapłanów, że jest wiele osób świeckich, które zasiewają ziarno wśród ludu, ale oni potrzebują mieć przewodników, pasterzy, którzy będą ich prowadzili ku zbawieniu, mają być specjalistami od spraw ducha, autorytetami pełnymi Mocy Chrystusa. Jezus kolejny raz mówił, że przekazuje mi wiarę doskonałą, która góry przenosi, jest ona potrzebna do uzdrowień, wypędzania złych duchów. Mówił, że ją mam, bo jestem z Nim zjednoczona i to co jest Jego ,jest moje, ale na razie nie umiem z niej korzystać i On mnie tego uczy. Powiedział, że dał mi Jego mądrość i roztropność, bo dar tej wiary doskonałej należy wykorzystywać tylko w połączeniu z mądrością i roztropnością. Chce, abym taką prawdę przekazywała. On da tę pewność. Nie mamy wystawiać Imienia Boga na próbę tam , gdzie cud się nie wydarzy. Są choroby, które organizm sam jest w stanie pokonać, bo taki był zamysł Boga i nie trzeba oczekiwać cudu wymuszając go na Bogu. Bóg zawsze działa z myślą o dobru człowieka i chce jego uzdrowienia. Mówił „ Jestem nieskończenie dobry”, ale człowiek nie zawsze jest gotów przyjąć to uzdrowienie. Powiedział ;” Uzdrowienie nie powinno być celem samym w sobie, najważniejsze jest zbawienie duszy. Uzdrowienie ma być środkiem do osiągnięcia zbawienia”. Jest we mnie takie przekonanie, że osoby, które chcą podążać drogą miłości doskonałej Jezus traktuje jakby inaczej, więcej wymaga, aby nauczyć je żyć w całkowitej wolności, nawet w chorobie. Dopuszcza chorobę, aby umiały pokonać ciało.
21.08.2016
Rozumiałam wyraźnie, że kiedy tworzy się wspólnota, Duch Święty przekazuje charyzmaty członkom, są oni jeszcze cieleśni, ale dary są potrzebne do budowania wspólnoty Kościoła. Wszyscy nie otrzymują po równo, ale tak jak w ciele jest wiele członków tak i w Kościele są różne dary i posługiwania. Kiedy człowiek staje się bardziej duchowy rozwijają się bardziej te dary, może je lepiej wykorzystywać. Uświadamia sobie, że jest synem, wierzy, że syn może czerpać z tego co ma Ojciec, nie wystarcza to jednak, aby posiąść wiedzę od Ojca, trzeba przemienić się w Chrystusa, zjednoczyć się z Nim. Świadomości synostwa towarzyszy też wiedza. Syn wie co czyni Ojciec J 5,19. Nie postępuje się wtedy po omacku, ale wykonuje to co słyszy. ( Jezus objawia co chce swoim uczniom). Trwałe zjednoczenie z Jezusem jest początkiem prawdziwego poznawania Boga. Jezus jest wtedy rzeczywistym nauczycielem.
To takie moje chwile z Jezusem, które mogą być nauką dla wszystkich...
14.04.2017 r.
Adoracja Najświętszego Sakramentu
- Boże, nie lubię wpatrywać się w Ciebie w Najświętszym Sakramencie. Rozmawiam z Tobą, ale jesteś daleki, kiedy tak patrzę w przód. Lubię zanurzać się w sobie i czuć Twoją bliskość, Twój dom jest we mnie, w moim sercu jest Twoje Niebo. Mogłabym Cię adorować będąc gdziekolwiek. Uwielbiam Cię zawsze.
- To prawda, ale cieszę się, że dotrzymujesz Mi towarzystwa w Mym osamotnieniu, w domu zbudowanym dla Mnie przez ludzi. Nieliczni przychodzą dla Mnie samego, żeby porozmawiać ze Mną, podzielić się swoimi radościami i smutkami. Traktują ten czas jak obowiązek, albo przelotne spotkanie z dalszym znajomym. Nie potrafią wytrzymać ciszy, która niepokoi, wydaje się bezczynnością. Zagadują ją powtarzaniem różnych modlitw myśląc, że tego od nich oczekuję. Ja pragnę miłości! Kiedy tylko znajduję otwarte serce, które zapragnie Mnie pokochać, natychmiast wypełniam je niezbędnymi łaskami, aby mogło zbliżyć się do Mnie. Sam adoruję taką duszę, zalecam się do niej, rozsiewam wokół niej Swój aromat, aby podążała za Mną, prosto w Moje objęcia. Kiedy dusza trwa przede Mną, ukrytym w Najświętszym Sakramencie i nie jest skupiona na sobie samej, nasiąka Moim światłem, które promieniuje ze Mnie, choć w niewidzialny dla niej sposób, przenika duszę, syci ją, karmi Moimi darami. Tym, którzy są daleko ode Mnie pomaga się zbliżyć, pojednać, oddala złe duchy, które ją dręczą. Maleńka, wcale nie musisz na Mnie patrzeć, możesz zamknąć oczy, wejść w siebie, Moje Światło pochłania cię całą i łączy z tym w tobie. Jesteśmy jedno. Z ciebie promieniuje Moje światło gdziekolwiek jesteś. Pytasz Mnie czasami po co tam jesteś, co masz robić ( na modlitwach wstawienniczych). Nie musisz nic robić, nic mówić, po prostu być i świecić Mną.
26.02.2021 r.
Adoracja Najświętszego Sakramentu
- Weź kartkę i pisz.
Odczuwasz to co Ja czuję. Jestem słaby, obnażony, oddałem się w jego ręce dobrowolnie. Jestem rozkochany w swoim stworzeniu. Każdego dnia badam ludzkie serca, szukam przyjaciół, wystawiam ich na próbę i ciągle daję kolejną szansę wybrania Mnie. Zawsze robię pierwszy krok, bo tak czyni miłość. Nie zważam na upokorzenia, których doznaję, kocham i cierpię. Próby są konieczne, aby człowiek wzrastał, jest to Moja łaska dawana mu przez Miłość, aż podda Mi się całkowicie, tak, że Moja Boska natura będzie mogła swobodnie przenikać ludzką naturę, pochłaniając ją tak, że nie będzie widać różnicy. Jestem całkowicie posłuszny Ojcu, całkowicie uległy. To jest tak jak z przeszczepem narządów, aby organizm ich nie odrzucił muszą być zgodne- dawcy z biorcą. Tak samo i wy musicie się dopasować do Mnie. Choć Istota Boska, jako wyższa, zniża się do ludzkiej – niższej, to nie może się nią stać. Musicie się najpierw dostroić do Mnie, stać się posłusznymi i uległymi, abym mógł was tak przemienić, żeby Mój organizm nie odrzucił przeszczepu. Im większy upór człowieka, tym dłuższa droga. Wiesz, że wcale nie zwlekam, nie daję też prób, których nie pomagam pokonać. Wystarczy Mi tylko pragnienie, które okaże człowiek, aby Mnie pokochać tak jak Ja kocham, poświęci Mi czas, aby Mnie lepiej poznać, a Ja będę podsycał w nim ciekawość i gorliwość w poszukiwaniu, aż spotka Mnie na swojej drodze i zdziwi się jak jestem prosty, bliski, oddany, uległy. Nie wypuszczę go już ze swoich rąk wiążąc się z nim nierozerwalnym łańcuchem miłości. Kochaj Mnie maleńka, weź Moją słabość i nieś ją z pokorą, tak jak Ja to czynię.
- Kocham Cię Jezu, bez Ciebie wszystko to byłoby nie do udźwignięcia dla mnie. Teraz widzę, że po mimo odczuwania słabości, Ty dajesz mi siłę.
- Przytul się maleńka do Mojego serca, ono płonie z miłości do ciebie, chcę zanurzać cię w Sobie i odbierać twoje uwielbienie Mnie. Trwajmy tak zespoleni ze sobą na wieki.